Cały rok w szesnaście minut

3 Grudzień 2013 § Dodaj komentarz

Armando Suzette

>>Armando Suzette „Calendar”<<

Jeśli nie Oxford, to co?” – tytuł programu telewizyjnego TVP z lat 90. wskoczył mi do głowy, gdy myślałem o najnowszej EP-ce Armando Suzette. Trochę prowokacyjnie (marketing, marketing), z góry, przyznaję się, ale jednocześnie przecież wiedziałem, z kim mam do czynienia i czego mogę się spodziewać po „Calendar”. Fakty potwierdziły przewidywania. Nie znam drugiego takiego kompozytora w Polsce jak Mateusz Tondera. Brzmienie, estetyka, teksty, aranżacje, w których partycypował już cały zespół Armando Suzette i wspomniany songwriting czynią z krakowskiego składu zjawisko na naszej scenie literalnie unikatowe. Zastosowanie zróżnicowanego metrum w obrębie pojedynczych utworów, repetycje linii melodycznych, rozmontowane granice pomiędzy odmiennymi gatunkami muzycznymi, narracja wokalna – połączenie tradycyjnego śpiewu z właściwie opowiadaniem, storytellingiem, przepastna barwa głosu Mateusza (od białej alternatywy po czarnych piosenkarzy), harmonie wokalne, niegłupi przekaz i humor sąsiadujący z powagą, ukryta przebojowość, ciepła, popowa produkcja – Armando Suzette to już nie jest jakiś tam lo-fi avant-pop dla muzycznych ekscentryków, ale profesjonalnie się prezentujący, domknięty koncepcyjnie projekt, który można bez obawy, a nawet z pewną dumą puścić swoim rodzicom. Nie uciekną.

Robotę wykonują tutaj kontrapunkty, jak choćby wtedy, gdy w stonowanym „All Hallows Eve” Tondera zupełnie poważnie podejmuje wątek przemijania, by utwór zwieńczyć radosną kodą „All and all we’re going to lie on the same cemetery and it makes me glad makes me smile / In this special novembery way…”. Wątek braku i odnalezienia w Świątecznym „Advent Mists” sąsiaduje na trackliście z zabawnym „Music School (Spring Dilemma)”, w którym podmiot liryczny tłumaczy swojej mamie, że zamiast lekcji w szkole muzycznej woli spędzić czas z przyjaciółmi i pojeździć na rowerze (sama konstrukcja kompozycji wywołuje uśmiech na twarzy, ale nie będę już tak do końca zdradzał szczegółów). Wśród inspiracji dla powstania „Calendar” zespół wymienił m.in. „Everything In Its Right Place” Radiohead i na dobrą sprawę nie wiem, czy gdy Tondera przeciągliwym, yorke’owym głosem wyśpiewuje w melancholijnym „September” słowo „Autumn”, znowu sobie nie żartuje. Zresztą z nawiązań słyszalnych na EP-ce można by natrzaskać kilka hashtagów, bo czy harmonia wokalna lidera Armando Suzette z Gosią Zielińską we wspomnianym „September” nie kojarzy się z Dirty Projectors? Z kolei wilsonowe organy w „Advent Mists” odsyłają nas wprost do „Pet Sounds”. Pięć, tak jak członków grupy, piosenek, przeszło kwadrans muzyki, cztery pory roku. Krakowscy artyści na swoim facebookowym fan page’u napisali „Cześć. Oto „Calendar”. Pracowaliśmy nad nim dwa lata. Trwa niewiele ponad 16 minut. Możemy obiecać tylko jedno – nie ma wypełniaczy”. Nie wiem, czy więcej w tym wpisie było puszczenia oka, czy asertywnej deklaracji, ale biorąc pod uwagę to drugie, mogę potwierdzić – nie ściemniali.

Tagged: , , , , , , ,

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Cały rok w szesnaście minut at .

meta