Control + Alt + Backspace

24 Wrzesień 2013 § 3 komentarzy

Fot. Keerati, <a href="http://www.freedigitalphotos.net" target="_blank">FreeDigitalPhotos.net</a></p><p>

Fot. Keerati, FreeDigitalPhotos.net 

Jakiś czas temu Sebastian Niemczyk napisał na Screenagers esej „We don’t control the controls”. Obszerne, odnoszące się do różnych dziedzin (popkultura, muzyka, media, ekonomia, socjologia) opracowanie nawet nie sili się na uchwycenie mnogości opisywanych zjawisk w jedną, spójną strukturę. Z jednej strony więc rację mają ci, którzy zarzucają mu brak sfocusowania („co autor chciał mi przekazać?”). Problem by się rozwiązał, gdyby fragment zakończenia umieścić na początku: „Jest to bardziej ogólnikowy wstęp, zarysowanie tematu i zaproszenie do dalszej dyskusji niż wyczerpanie tematu. Chciałem w nim zarysować sytuację uczestnika kultury muzycznej i przyległości w roku 2013: w jakim punkcie jesteśmy i dlaczego się w nim znaleźliśmy”. Z drugiej jednak strony, można całość obronić argumentem, iż forma nawiązuje do podjętej przez autora problematyki. Postmodernizm nie jest moją narracją, nie sposób się odnieść do wszystkich zagadnień, a bardziej szczegółowe ujęcie zainteresowałoby pewnie jedynie tylko dwie strony – czytelnictwo webowe nie znosi długich, trudnych tekstów. Dlatego postanowiłem się ustosunkować tylko do części wątków, tych, które interesują mnie najbardziej. Tym samym, wraz z replikami innych osób, wychodzi nam powoli taka hipertekstowa… hiperdyskusja. Co ciekawe, gdy Sebastian podsyłał mi link do „We don’t control…”, stwierdził, że zawiera się w nim również odpowiedź na mój komentarz, który z kolei ja podrzuciłem jemu parę miesięcy temu.

1. Nie bałbym się prób ujęcia rzeczywistości w kategoriach ekonomicznych, o ile matematyka nie jest jedyną (i) wartościującą miarą, jaką przykładamy do otaczającego nas środowiska, z nami samymi na czele. Jak słusznie zauważa Niemczyk, „Model ekonomiczny, (…) jest uproszczoną reprezentacją wycinka świata, skupiającą się na pewnych jego elementach, wykorzystując pewny punkt widzenia”. Opisowa funkcja, która się z tym modelem wiąże, jest bardzo pomocna. W tym kontekście tok rozumowania zaciemnia inny fragment: „Stosowanie rozwiązań o naturze czarnej skrzynki, do osiągnięcia korzyści jedynie w jednym wymiarze (w tym wypadku kilku statystycznych wskaźników) jest trochę przerażające”. Rozumiem, że odnosi się on już do kolejnego akapitu, czyli…

2. …potencjalnego kalkulowania muzyków przy tworzeniu dzieła. Fragment „Ciekawe jak artyści zareagują na streamingową rewolucję? Racjonalnym odruchem, w sensie ekonomicznym, byłoby skrócenie długości piosenek i zwiększenie ich ilości. Więcej pieniędzy za taką samą długość albumu. Ile tu pola do optymalizacji w przyszłości!” bardzo frapujący (i z gorzką puentą). Mi ostatnio towarzyszyła inna obawa, jeśli chodzi o wpływ nowych mediów na artystów i proces komponowania. Otóż znamienita ich część funkcjonuje w tym samym otoczeniu, co my, odbiorcy. Skoro wielu z nas przytłacza ilość danych do przetworzenia, nie mamy często czasu na refleksję, kontemplację, postulowane w dyskusji „powolne słuchanie”, to jak te same zjawiska muszą się odbijać na twórcach i jakości ich muzyki? „Spirit Of Eden” w 2014 r.? Może się jeszcze zdarzyć. Może.

3. Ciekawa jest refleksja, że nigdy nie płaciliśmy za wytwory kultury, a tylko za dostęp do tychże, gdzie tym dostępem w dobie nowych (jeszcze nowych?) mediów jest miesięczny abonament za internet, koszt laptopa, oprogramowania itd. Zastanawiam się, czy z psychologicznego (osobowościowego) punktu widzenia wszystko się jednak nie zgadza? Richard Pipes w znakomitych rozważaniach we „Własności jako instytucji” (książka „Własność a wolność”) zaważa, że „zachłanność jest powszechna zarówno wśród ludzi, jak i wśród zwierząt, oraz że obejmuje ona znacznie więcej niż tylko pragnienie panowania nad przedmiotami fizycznymi, będąc silnie związana z ludzką osobowością, co wzmacnia poczucie tożsamości oraz kompetencji”. Wg Pipesa np. atak na rzeczy z kręgu posiadania (wykonywaną pracę, wyznawane poglądy polityczne, ubranie jako indywidualny gust) odbieramy podobnie jak agresję fizyczną wobec nas samych. W tym sensie Avey Tare miał rację – jesteśmy rzeczami, którymi się otaczamy. Wybór konta na Spotify, a nie iTunes, Ubuntu zamiast Windowsa, tabletu, o ile przeżywany świadomie, zastępujący kolekcję płyt CD na półce i jako część naszego „ja”?

4. Co do „ceny rynkowej muzyki nieuchronnie prowadzącej do zera” generalnie zgoda. Poza dużymi graczami, sprzedaż nagrań współcześnie może być jedynie uzupełnieniem wpływów z koncertów (o co w Polsce też jest trudno), zamkniętych imprez lub użyczenia swojego wizerunku komercyjnym podmiotom. Formułując takie tezy, pewnie podświadomie myślimy o środowisku niezależnym, i to tym non (low) profit, które rządzi się swoimi prawami, no ale ono jest nam najbliższe.

5. „Przeszliśmy z sytuacji, w której rynek rozpoznawał potrzeby i próbował je zaspokoić, do miejsca, gdzie rynek przewiduje, kreuje i je zaspakaja”. Odpalam któregoś dnia Spotify, wyskakuje plansza „>>Get Lucky<< Daft Punk – dawno nie słuchałeś tego utworu. Chcesz posłuchać go teraz?”. Przypominam sobie opracowanie Niemczyka. Uśmiecham się.

Już pobieżna refleksja uświadamia, że gdybym chciał zapuścić ten kawałek Daft Punk, to właśnie z taką intencją włączałbym Spotify. Ale taka niepozorna zachęta streamingowego serwisu odkopuje pewne doświadczenie (przyjemności) z odmętów pamięci i wywołuje potrzebę jej zaspokojenia. Proste jak liczenie do trzech? Oczywiście, ale ile razy w ciągu dnia dajemy się złapać na tę zagrywkę w różnych okolicznościach nie mając nawet świadomości jej występowania?

6. Sebastian Niemczyk wspomina o tym, iż teksty na komercyjnych portalach powstają nie po to, by tłumaczyć świat, informować, ale żeby reklamodawca oferujący redakcji pieniądze dostał przestrzeń na swoją działalność promocyjną („nie dlatego, żeby czytelnicy przeczytali artykuł, tylko po to, żebyśmy obejrzeli reklamę i przelecieli wzrokiem przez tekst”). W zjawisku widzi raczej drogę jednokierunkową, będzie tylko gorzej, jeśli chodzi o jakość treści, a bardziej wysublimowani autorzy, choć mogą obrać drogę wartościowszego pisania, nie mają większych szans w rywalizacji z tym procesem. Teoretycznie tak. Zastanówmy się jednak nad pewnym mechanizmem znanym z rynków komercyjnych. Chodzi mi o sytuację, w której obok prywatnego usługodawcy A działa nonprofitowy usługodawca B, po usługodawcy oczekuje się nieobniżania kosztów (czyli i często jakości usługi), a na tę ostatnią skłonność nie wpływają tak silnie zachowania konkurencyjne. Np. działalność niektórych placówek zdrowia znajduje tutaj zastosowanie. Wytworzone nadwyżki taka firma B inwestuje choćby w jakość instrumentów, za pomocą których świadczy usługi klientom. W wielu przypadkach konsument wybierze tą drugą, a firma A nie dość, że będzie musiała obniżyć cenę, jaką życzy sobie za zrealizowanie usługi, koszty swojego funkcjonowania, to jeszcze stanie przed zadaniem odzyskania straconego klienta. Czy ten przykład nie da się zastosować per analogiam do sytuacji mediów? Pomyślmy zwłaszcza o niezależnych, niedochodowych serwisach muzycznych oferujących specjalistyczną wiedzę na tle muzycznych redakcji komercyjnych portali.

Przyjęło się mówić, że media dostarczają niskie treści, bo takich chcą odbiorcy, a że odbiorcy podbijają słupki oglądalności, klikalności, czytelnictwa niskich treści, to dziennikarze muszą je dostarczać. Takie zamknięte koło. Ja jednak coraz mniej zgadzam się z tą tezą. Mówiąc brutalnie – odbiorca masowy jest w pewnym stopniu „ślepy”, tzn. wielu z nas przyjmuje przekazy medialne na poziomie bezrefleksyjnym i na pewno można takiego odbiorcę sobie wychować, wytworzyć w nim konkretne zapotrzebowanie. Także do konsumowania ambitniejszych przekazów.

7. Świetny ustęp o Facebooku jako alternatywnym (właściwym!) świecie zacytuję cały – jako ostrzeżenie, do refleksji, także ponownie własnej: „A gdyby tak zbudować analogię między zasadami obowiązującymi w serwisach, a rzeczywistością? Ktoś stworzył nowe państwo, nazwijmy to Fejsland albo Gugland, jakkolwiek. Zaprasza do nich obywateli z całego świata. Fejsland zbudował drogi, drogowskazy, miejsca, w których można postawić swoje domy, przestrzeń dla firm, inicjatyw, które informują o swojej działalności. Zbudował też swoją pocztę, dzięki której obywatele mogą wymieniać się listami. Powstały kluby dyskusyjne, w których możemy w zamkniętych gronach wymieniać się treściami. Prowadzi powszechny spis ludności i panoramę firm. I wszystko to obywatele Fejslandu mają za darmo. Za każdym razem muszą tylko dotrzeć do tego Fejslandu, a każda podróż musi się odbyć za pośrednictwem Producenta Sprzętu i Dostawcy Internetu. Jednak kiedy już przekroczą granice Fejslandu, pracują za darmo i konsumują za darmo. Wszystko, co obywatele stworzą, należy do Fejslandu. A kapitał szerokim strumieniem płynie do władz Fejslandu od Obcych Mocarstw w zamian za przemielenie wszystkich danych, jakie obywatele pozostawiają w państwie, a następnie otapetowanie ścian domów obywateli treściami pochodzącymi od Obcych Mocarstw. Władza Fejslandu nie dzieli się z obywatelami zyskiem, który osiągnęła dzięki pracy setkom milionów osób. Pobiera jedynie 100% podatek od obywateli za utrzymywanie i udostępnienie infrastruktury”.

I jeszcze równie dające do myślenia post-scriptum: „Zależność między spadkiem wpływów z reklam w oldskulowych mediach a wzrostem przychodów u dwóch nowych gigantów internetowych wygląda na korelację zupełną ujemną – jednym tak samo spada, jak drugim rośnie”.

8. Czy Mirosław Konkel czytał tekst Sebastiana? Lub przynajmniej Huxleya? Zabawne, że niemal w tym samym czasie, w dwóch różnych medialnych miejscach, przy końcu rozważań obaj podzielili się dokładnie tą samą refleksją – być może nasz największy wróg ma dziś uśmiechnięte oblicze (Konkel cytujący Neila Postmana) i jesteśmy kontrolowani przez zadawanie przyjemności (Huxley przywoływany przez Niemczyka)? No i zabawne, że dokładnie to samo, co czyni nas samotnym, może redukować poczucie zagubienia (jeszcze raz Konkel).

9. Autor eseju „We don’t control the controls” zastanawia się, czy możemy ogłosić triumf hiperreczywistości nad rzeczywistością (posiłkując się danymi z Wysp, gdzie przeciętny Brytyjczyk spędza 56% swojego dziennego czasu w świecie ekranów)? Zastanawia się też, gdzie lokuje się granica przebywania online lub po prostu przed wyświetlaczem, takim czy innym, oraz zadaje na samym końcu niepozorne pytanie – „a co jeśli zacznie spadać?”. Potencjalna próba odpowiedzi na to ostatnie wydaje mi się niezwykle intrygująca. Ktoś?

10. I tak, zgadzam się z jedną z końcowych konkluzji tekstu: „Wszystkie środki, które zostały zaprzęgnięte do rozbierania, analizowania i opisywania muzyki są fantastyczne, jednak kiedy za wszelką cenę będziemy próbowali odnosić, tłumaczyć, racjonalizować, tym bardziej odzieramy ją z jej własnej historii, mocy, życia, fabuły, emocji, którą zapisali w niej twórcy. Każda dekonstrukcja jest w pewnym sensie destrukcyjna”.

Oczywiście wszystkie z omawianych przez nas problemów problemami są, gdy zawęzić perspektywę jedynie do „tu i teraz”. Daleki jestem od ich obśmiewania, bo w końcu mają one wyraźny wpływ na jakość naszego życia, ale jednocześnie nie da się ukryć, że są to bolączki Pierwszego Świata. W ostateczności zawsze można wyciągnąć wtyczkę z kontaktu.

Tagged: , , , ,

§ 3 Responses to Control + Alt + Backspace

  • Sebastian Niemczyk pisze:

    1. To odnosi się nie tylko do następnego akapitu, ale też do szerszych ekonomiczno-politycznych praktyk, które zaczynam traktować z coraz większą podejrzliwością.

    6. i 7. Nie mam „insiderskiej” wiedzy co do komercyjnego funkcjonowania mediów, ale wydaje się, że ten rynek jest kompletnie zepsuty, bo budżety na PR które do tej pory umożliwiały funkcjonowanie mediów (nie są studnią bez dna), skierowały się w inne (skuteczniejsze?) kanały, a potencjalnych odbiorców mediów: nie stać na ich utrzymanie / nie są tym zainteresowani / przyzwyczaili się do darmowych treści.

    Kolejne pomysły na modele biznesowe („reklama natywna” w natemat) nie napawają mnie optymizmem.

    9. Co jeśli czas spędzany przed ekranami zacznie spadać?
    Wszystko rozbija się o „ekonomię uwagi” to jest chyba to COŚ dookoła czegoś koncentruje się kilka wątków eseju i dopiero po publikacji to zauważyłem.

    Niektórzy nieśmiało przebąkują o „social media bubble”, a ja już kupuję popcorn na to wydarzenie:)

    • lukaszkusmierz pisze:

      Upadek (spadek przemiału treści) w mediach społecznych powodem zacieśnienia więzi w rzeczywistości? Jako że zniknie nośnik, ale nie potrzeba bliskości i komunikacji?

      • Sebastian Niemczyk pisze:

        Możliwe, ale nie spodziewałbym się upadku koncepcji mediów społecznościowych – raczej nastąpi ich naturalna ewolucja (decentralizacja? specjalizacja?).
        Jeżeli to nastąpi ciekawe będą przesunięcia w branży „reklamowej”, „medialnej” i pewnie odbije się to na „kulturze”.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Control + Alt + Backspace at .

meta