*

9 Wrzesień 2013 § 8 komentarzy

Fot. Stuart Miles

Fot. Stuart Miles

Dużo złego potrafią narobić błędne mity i przekonania. W ostatnim odcinku „Must be the music. Tylko muzyka” Kora Jackowska powiedziała grupie Bluejay, skądinąd sympatycznemu zespołowi, coś takiego: „Grajcie wszędzie, gdzie was zechcą, grajcie za darmo”. Nie chcę się czepiać słówek. Wiadomo – program oglądany przez kilka milionów widzów, czerwona lampka w kamerze, taśma leci, emocje, a dawna wokalistka Maanamu była niesiona entuzjazmem wywołanym przez występem młodych muzyków z Brzeska. Gdy jednak odłożyć te tłumaczenia, trudno o gorszą radę, jakiej można udzielić początkującym artystom. Zwłaszcza przez artystkę o takim statusie. Nie wiem, jak to jest możliwe, by w 2013 r. nadal funkcjonował pogląd mówiący o tym, że osoby na początku swojej muzycznej drogi powinny się otrzaskiwać za (ewentualnie) dobre słowo? Wyobraźmy sobie sytuację czysto teoretyczną, która pewnie nigdy nie zaistnieje – nagle w Polsce wszystkie zespoły, poza tym liderowanym przez Korę, postanawiają, z racji ciężkiej sytuacji na rynku, koncertować za darmo. Analogicznie do rynku pracy i „prospołecznych” zajęć łapanych przez studentów, w nadziei, że zostaną w przyszłości zauważeni, dostaną upragniony etat. Co by to oznaczało dla zespołu Jackowskiej?

Rozumiem, że ten problem nie dotyczy muzyków znajdujących się na początku łańcucha pokarmowego, tudzież – czują się na tyle pewnie. Ale tych z dalszych rzędów jak najbardziej tak, to oni najmocniej dostają rykoszetem, gdy event menadżerowie nie chcą płacić (hej, artyści lubią odwoływać się do wspólnotowych idei – pamiętajcie o tym, gdy ktoś kiedyś wysunie równie trafioną radę). Ostatnio zawrzało, gdy po raz kolejny okazało się, iż polscy wykonawcy zostali zepchnięci w line-upie OFF Festivalu na godziny popołudniowe. O kwestie finansowe i organizacyjne popytajcie ich sami. Pikanterii dodaje oczywiście fakt, że katowicka impreza funkcjonuje w dużej mierze dzięki publicznym środkom, które jednakowoż służą do obłaskawiania zagranicznych, często przebrzmiałych gwiazd, a rodzime pełnią rolę tła. Jak w piłce nożnej – wychowanków traktuje się najgorzej. Echa relacji Pitchforka z festiwalu odbywającego się w Dolinie Trzech Stawów (i uprzedni rwetes lokalnego środowiska), w której korespondentka zajęła się „tymi niechcianymi z Polski” (bo to oni, jak się okazuje, są atrakcją dla zagranicznych słuchaczy), pozwalają mieć nadzieję, że organizatorzy OFF-a pójdą po rozum do głowy. Ale czy podobnie postąpią właściciele klubów? Często przedstawiciele miejskich lokali autentycznie stają na rzęsach, by interes się kręcił i wykazują się dobrymi chęciami w relacjach z muzykami. Nie będą jednak nigdy pracować za darmo. Czemu więc oczekują tego samego od artystów, którzy napędzają im obrót w barze i na bramce?

Jeden z dziennikarzy popularnego serwisu dostał pewnego razu zaproszenie w charakterze telewizyjnego eksperta. Gdy zapytał, ile dostanie za występ przed kamerą, sytuacja zrobiła się niezręczna dla zapraszającego. Publicysta skwitował wydarzenie zdaniem: „za darmo to wolę się nudzić”. Unikam tego portalu jak ognia, nie odpowiada mi styl uprawianego tam dziennikarstwa, ale w tym przypadku muszę pogratulować celności spostrzeżenia. Oczywiście, każdy muzyk sam decyduje o swojej karierze. Możecie wybrać postawę wspomnianego studenta-wolontariusza i liczyć, że „a nuż, a kiedyś”. Tylko zastanówcie się mocno, ile lat jeszcze będzie Wam się chciało pakować graty po full time pracy w korporacji, ruszać w trasę, z której nie skapną żadne pieniądze, i czy taki tryb życia nie zabije Waszej pasji? No i w żadnym wypadku nie narzekajcie na stawki, a ogólniej – na polski rynek. W końcu to Wy go tworzycie.

*Tytułu brak. Nikt za niego nie zapłacił.

Tagged: , , ,

§ 8 Responses to *

  • Kuba Majsiej pisze:

    Ciężko uwierzyć, że takie sądy wygłasza osoba określająca siebie jako wolnorynkowiec. Zamiast wyrównywać szanse zespołów na zarobek poprzez wyszarpywanie kultury i rynku koncertowego z rąk polityków organizujących, czy decydujących o dofinansowaniu wybranych przez siebie imprez (od dużych festiwali typu Off po dożynki w Wisznicach i dni miast, gdzie kasa leje się strumieniami dla zespołów o łatwej do zdefiniowania proweniencji), próbujesz namówić młode zespoły do rezygnacji z działalności, która przynosi nie tylko kupę frajdy, ale również niezbędne doświadczenie (technika sceniczna, kontakt z publiką, odporność na stres, logistyka, warsztat wykonawczy i inne, nie dające się określić czynniki, które można określić kompleksowo jako rozwój charyzmy). Nie rozumiem, na jakiej podstawie próbujesz podburzyć zespoły, aby bez żadnej historii, kariery, dorobku, bez osadzenia w publice, wysuwały finansowe żądania wobec organizatorów.

    Obserwuję to już wiele lat od środka, widzę, jak zespoły, które zaczynały od grania za piwo teraz grają za bardzo konkretną kasę, widzę też inne, którym się nie udało i się porozpadały, lub tkwią w miejscu. W swoich rozważaniach nie uwzględniasz bardzo ważnego czynnika, a jest nim czas. Kariera, rozwój, zysk to kategorie, które realizują się w czasie i nie ma jednej miary dla wszystkich, nie zapominajmy, że na wolnym rynku czas w bardzo dużym stopniu decyduje o tym, że sukces odnoszą nieliczni spośród wielu do niego aspirujących. Jeśli ktoś ma na tyle siły i determinacji oraz cierpliwości by zainwestować w sprzęt, warsztat i obycie sceniczne, to automatycznie zwiększa swoje szanse na odniesienie sukcesu, bo to są rzeczy, których żadna szkołą nie uczy (z resztą tak jak w przypadku wspomnianych przez Ciebie studentów).

    A co do wniosków ogólnych, to kondycję sceny muzycznej (oraz kondycję widowni) można zmierzyć poziomem kultury, a ta kreowana jest przez polityków przy użyciu artystów i animatorów, mnie jakoś więc zupełnie nie dziwi, że dożynki w Wisznicach czy dwudziesty koncert Czarnych Lwów na Moście Kultury z pewnością się odbędą, ale najbliższy koncert alternatywny w lubelskim klubie już niekoniecznie.

    • lukaszkusmierz pisze:

      Zacznijmy od kontekstu – osoba na takim etapie kariery i o takim statusie jak Kora nie powinna dawać tego typu rad. Dalej – w obecnej sytuacji na rynku trzeba być elastycznym. Jeśli uważasz, że możesz zagrać za darmo, to graj. Tylko że tym samym dewaluujesz wartość rynkową wykonanego dzieła, jakim jest danie koncertu. Nie możesz więc potem narzekać, że stawki wyglądają, jak wyglądają lub ich w ogóle nie ma. W ostateczności nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której na rynku funkcjonują w większości zespoły grające za darmo. Wówczas wielu menadżerów klubów mając do wyboru grupę „darmową” lub „odpłatną”, wybierze tą pierwszą. Postuluję więc bardziej zaporową postawę wobec klubów, zwłaszcza że (schodząc na miękką sferę) nie oszukujmy się – artystom często pewnie głupio jest walczyć o swoje pieniądze za występ (młodym to już w ogóle). Wątek publicznych środków to odrębny temat, już się zresztą do niego kiedyś odnosiłem https://lukaszkusmierz.wordpress.com/2013/03/28/damy-sobie-rade/ . Generalnie zgoda, ale nie wiem, jak chcesz w praktyce „wyrównywać szanse zespołów na zarobek poprzez wyszarpywanie kultury i rynku koncertowego z rąk polityków”? Samemu walczyć o polityczne stołki? No i nie wiem też, o co biega z tymi sądami wygłaszanymi przez osobę o poglądach wolnorynkowych.

      • Kuba Majsiej pisze:

        Podstaw sobie jakiegoś innego usługodawcę czy sprzedawcę pod muzyka i zrozumiesz o co mi chodzi.

        Chcesz żeby o cenie butów stanowiła ich jakość, marka oraz możliwości finansowe klientów, czy też to, co producenci obuwia wywalczą sobie na nabywcach dogadując się między sobą, że poniżej pewnej stawki nie zejdą? Nazywasz obniżanie cen dewaluacją, ciekawe czy o cenie chleba też tak powiesz.

        Jeśli klub wybiera marnego artystę grającego za free, zamiast dobrego, ale z dużą stawką, to jego sprawa, nie widzę tu niczego nieetycznego.

        Nie znam historii Manaamu, ale idę o zakład, że zaczynali grając za darmo i wciskając się gdzie się da, by ludzie ich zauważyli, poznali i docenili, więc czemu akurat taki przytyk do Kory?

        A jak komuś głupio walczyć o pieniądze to znaczy że brakuje mu pewności siebie i doświadczenia, które zdobywa się – zgadnij jak.

        A co do walki to nie wiem, za naszego życia nie ma szans na zmianę.

      • lukaszkusmierz pisze:

        Kora, bo osoba raczej nie najbiedniejsza mówiąca „grajcie za darmo” może dla kogoś zabrzmieć niesmacznie. No właśnie, podstaw innego usługodawcę – znasz zegarmistrza, który składa zegarki za darmo, w imię poznawania mechanizmów w nich umieszczonych? Lub kuriera, który objeżdża miasto na swojej benzynie, dostarcza paczki i listy za free, bo lubi ludzi? Nie chcę tworzenia żadnych związków zawodowych – apeluję tylko do muzyków, by byli bardziej asertywni.

  • Kuba Majsiej pisze:

    Jasne że nie znam, bo jak jest na jednej ulicy trzech zegarmistrzów to czwarty po prostu nie otwiera zakładu, lub jak po kilku miesiącach od otwarcia nie ma klientów, to zwija interes i przerzuca się na handel swetrami, a nie stara się być bardziej „asertywny” wobec swoich klientów, by zechcieli nabywać jego niechciane płatne usługi.

    • lukaszkusmierz pisze:

      Ej, a kwestia satysfakcji, którą podniosłeś wcześniej („działalności, która przynosi nie tylko kupę frajdy”)? Z tej perspektywy nie tak łatwo postulować zwinięcie interesu, a jak sam wiesz, zbyt zależy często od opakowania, i, tak, asertywności.

      • Kuba Majsiej pisze:

        Jeśli ktoś ma satysfakcję i frajdę z robienia czegoś non profit, to szacunek, ale żądanie od innych by do tego dopłacali, jest niemoralny (patrz: podatki na kulturę). Więcej znajdziesz zapaleńców wśród muzyków niż wśród zegarmistrzów, ale to nie oznacza, że należy wobec tych grup stosować różne zasady, w szczególności, wykraczające poza zakres umowy miedzy stronami.

        „zbyt zależy często od opakowania, i, tak, asertywności” – pewnie, dlatego zamiast tupać nogą, należy zająć się produktem (wraz z opakowaniem) oraz dobrą gadką. Ostatecznie jeśli zespół przekona właściciela klubu, że jego występ mu się opłaci, ten nie będzie wahał się ani chwili. W przeciwnym razie, należy pokornie zaakceptować swój status.

      • lukaszkusmierz pisze:

        Z tą frajdą piłem do Twojej wcześniejszej wypowiedzi (” jak jest na jednej ulicy trzech zegarmistrzów to czwarty po prostu nie otwiera zakładu, lub jak po kilku miesiącach od otwarcia nie ma klientów, to zwija interes i przerzuca się na handel swetrami”), a nie braku popytu i w związku z tym dotowaniem jakiś eventów kulturalnych. Co do reszty – generalnie zgoda.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading * at .

meta