Jak Załoga G – wywiad z Na Tak

22 Maj 2013 § 1 komentarz

Swoją twórczość określają mianem „minimal popu”, mają świetny odbiór na koncertach, właśnie nagrali drugi longplay. Są, obok Crab Invasion i Plug&Play, jednym z głównych zespołów lubelskiej sceny niezależnej. Odpowiedzialny w Na Tak za instrumenty klawiszowe i gitarę Sebastian Napierała, tekściarz i basista Piotr Kala oraz wokalistka Dorota Krempa – spotkaliśmy się w lokalnej kawiarni w wiosenny majowy dzień i porozmawialiśmy o ich najnowszej płycie „A teraz patrz”, poszukiwaniu własnego języka muzycznego, rytmice azjatyckiej i fenomenie „Ona tańczy dla mnie”.

Dla kogo jest Na Tak?

Sebastian: Dla ludzi.

Piotr: No, przede wszystkim dla ludzi, bo płyta, którą nagraliśmy to jest muzyka jakby o chciwości. A chciwość wiąże się przede wszystkim z biedą jednych, a z wojną z drugiej strony. Chciwość ludzka zawsze się tak kończy. No i jeszcze jest takie zniechęcenie, związane z chciwością. Więc to jest płyta dla ludzi, którzy chcą poczuć przekaz, że nie na niej opiera się świat. Że wtedy będzie nam smutno i źle, gdy będzie chciwość, po prostu.

No właśnie, a propos tej płyty. Dużo się u Was zmieniło – kiedyś byliście kwintetem, obecnie występujecie jako trio, poszliście też brzmieniowo bardzo w minimalizm, drugi longplay „A teraz patrz” to są właściwie klawisze, głos, bas. Jak doszliście do tego punktu, w którym jesteście teraz?

Dorota: Wydaje mi się, że ciągle poszukujemy, ale nie zastanawiamy się, nie mamy żadnego planu, żeby iść w tą czy tamtą stronę, tylko jakoś tak naturalnie wyszło. Nagle Seba po prostu przychodzi i mówi: „ja właściwie sobie kupię klawisz”. No i następnego dnia już go ma, ma Abletona, już każdy się do tego jakoś tam dostraja. Płyta, którą nagraliśmy, „Na raz” (poprzedni longplay Na Tak – przyp. mój), była trochę takim zaszłym materiałem i my w momencie, gdy już ją zarejestrowaliśmy, byliśmy już trochę dalej. Chcieliśmy robić coś nowego, już mieliśmy inne pomysły, świeższe, i dlatego nawet jej za bardzo nie promowaliśmy, tylko od razu ten nowy materiał poszedł na tapetę.

Odnośnie składu, zmian wewnątrz niego i też zmian stylistycznych – posłuchałem na YouTube Waszych starych nagrań i to jest inne Na Tak, zupełnie inne niż obecne.

Sebastian: Zupełnie. Wiesz, tamto Na Tak ja osobiście, chyba my wszyscy, traktowaliśmy jako taki etap rodzenia się jakiegoś pomysłu. Od samego początku m.in. zmiany personalne, które zaszły w tym zespole, wynikały troszeczkę też z pewnego rodzaju nieporozumień, ponieważ my od początku nie traktowaliśmy tamtego Na Tak jako docelowego nastrojem czy stylistycznie dzieła muzycznego. To był pewien etap. Postanowiliśmy z Piotrem, spotykając Dorotę i Pawła (Nowickiego – przyp. mój), że chcemy z nimi zbudować zespół. Zaczęliśmy budować od tego, co mieliśmy i formowało nam się to w taki, a nie inny kształt. Później dochodzi jeszcze Ilona Gumowska, której to dojście też ma wpływ i znaczenie na muzykę, i wtedy Na Tak zaczyna wyglądać w ten sposób. Postanawiamy nagrać płytę. W międzyczasie odchodzi Paweł, musimy zacząć bez perkusisty, więc to już powoduje, że nasza muzyka się zmienia. Kiedy odchodzi Ilona, zmienia się zupełnie. Zostajemy z materiałem, którego właściwie już nie gramy, ale dwa lata istnienia chcemy jakoś podsumować i nagrywamy pierwszą płytę, mając w głowie już pomysł na zupełnie co innego, i to właśnie jest ten zespół, który jest teraz.

Głównym powodem naszego spotkania jest właśnie Wasz drugi longplay „A teraz patrz”, już nagrany, jeszcze niewydany. Jaka to jest płyta dla Was, jak Wy ją odbieracie? Jakie emocje się z tym wiążą?

Piotr: Chyba od zawsze, zanim jeszcze powstał Na Tak, nasza współpraca z Sebą zawsze się wiązała z reagowaniem na rzeczywistość. Graliśmy muzykę eksperymentalną, improwizowaną, zawsze reagowaliśmy na rzeczywistość. Powstanie Na Taka wiązało się z chęcią stworzenia piosenek, bo przestało nam wystarczać samo improwizowanie, gdyż można w nieskończoność mnożyć twory, które jakby nie kończą się nigdzie, nie mają kresu. A piosenka jest rodzajem opowieści, ma początek i koniec. Potrzebowaliśmy takiego zamknięcia, stworzenia czegoś, co by nas ograniczyło do piosenki i gdzie musielibyśmy się skupić, stworzyć coś, co by trzymało ludzi w napięciu, rozwijało się.

A emocje związane z „A teraz patrz”?

Piotr: Ona się buduje chociażby na tym, że utrzymanie w Polsce statusu muzyka wiąże się, szczególnie, jeśli jest to początek, z nieprawdopodobną nędzą. Biedą, sytuacją, w której liczy się dosłownie złotówki. Nie, że nie stać mnie na jakiś sprzęt. Nie stać mnie na chleb. I to jest emocja, która się z tym wiąże. Jednocześnie jako muzyk, przesadzę troszeczkę – bycie artystą jest związane z potrzebą. Potrzebą opowiadania, to nie jest coś, co się staje i „teraz będę artystą”. Artystą się jest, po prostu. I my nawet nie próbujemy stawać się jakimiś specjalnymi muzykami. Bardziej to jest właśnie bycie artystą, reagowanie na rzeczywistość, na ludzi, na otoczenie, i myślę, że to jest taka emocja. Emocja takiego patrzenia na świat, i widzi się mnóstwo ludzi, którzy biegają za laptopami, za iPhone’ami, za tymi wszystkimi sprzętami, zapominając o takich prostych, prozaicznych spojrzeniach – człowiek na człowieka. Widać, że w wielu cywilizacjach trochę bardziej rozwiniętych kulturowo jednak już się myśli o tym, że jesteśmy wspólnym otoczeniem, w którym mniej więcej powinno się równoważyć, żeby bieda nie była aż taka biedna, a bogactwo nie epatowało takim burżujstwem. A w tej chwili w Polsce widać, że my trochę zachłyśnięci kapitalizmem zapominamy kurczę o tym, że istnieją ludzie, że właściwie rękoma robotników wprowadzono taki brutalny kapitalizm, który po prostu wysysa ze wszystkich jakąkolwiek energię. Że kilku ludzi próbuje zdobyć wielki majątek, a mnóstwo ludzi cierpi z nędzy nie tylko dlatego, że są nieudacznikami, tak jak się często o nas mówi i pisze.

Dorota: Ja mam trochę inaczej. To znaczy dla mnie „A teraz patrz” jest czymś sensownym. Dla mnie także jest to muzyka dla ludzi. Nie czuję się artystą, w ogóle wolałabym się nie definiować jako artysta, jako muzyk. Po prostu będąc w Na Taku mam poczucie, że to jest najsensowniejsza rzecz, jaką do tej pory robiłam. Jest to jakaś wartość dodana, która może ludzi w jakiś sposób poruszyć, może ich dotknąć. Jestem bardziej związana z „A teraz patrz” niż z poprzednią płytą. Może też dlatego, że wydaje mi się, że ona jest tak bardziej o nas, o każdym z nas z osobna. Może dlatego, że się bardziej zżyliśmy. My jesteśmy w ogóle bardzo zżyci też pozamuzycznie, nie tylko na próbach, koncertach czy w pracy w studiu, ale dzielimy razem dole i niedole, i myślę, że to też jest słychać na „A teraz patrz”.

Sebastian: Przede wszystkim jest to druga płyta grupy Na Tak, jakiś etap w rozwoju czy ewolucji, bo nie wiadomo czy to rozwój, na pewno ewolucja, tego zespołu. Jest na pewno jakimś kolejnym krokiem w poszukiwaniu swojej własnej ekspresji, bo to co robimy od początku, mam nadzieję, że to słychać w naszej muzyce, zwłaszcza w tej, to jest poszukiwanie własnego języka muzycznego i stylu. Nawet jeśli on przypomina czy nawiązuje do znanego nam, otaczającego nas zewsząd języka muzycznego, to bardzo zależy nam na tym, żeby to był nasz język. Żeby to było wypowiedziane naszymi własnymi słowami, również w tym znaczeniu powiedzmy muzykologicznym. Więc jest to też część jakiegoś takiego etapu rozwojowego tego zespołu. Kolejna. Pierwszym takim krokiem było „Na raz”, chociaż „Na raz” było podsumowaniem raczej tego, co za nami, a „A teraz patrz” jest tym, co robimy obecnie, chociaż już zaczynamy na koncertach grać troszkę inaczej, na próbach, już jakby zwiastun tego, czym będzie Na Tak w przyszłości. Będzie czymś innym, nie sądzę, żebyśmy nagrali drugą taką samą płytę, to jest chyba niemożliwe, bo musielibyśmy liczyć na jakieś odcinanie kuponów, co nas w ogóle nie interesuje już z założenia. Także możemy to wytłuścić, podkreślić, nawet jeśli będziemy istnieć przez czterdzieści lat, to już możemy sobie to gdzieś wkodować, że ten zespół nie będzie nagrywał i klepał takich samych płyt.

Jeśli tę rozmowę czyta jakiś wydawca, to dlaczego miałby zainwestować właśnie w „A teraz patrz”?

Sebastian: Dlatego że moim zdaniem jest to płyta ciekawa, oryginalna i jest o czymś, na pewno dotyczy czegoś. Bez udawania, jest to naprawdę szczere, możesz mi zaufać, jest to szczera nasza wypowiedź na dzień dzisiejszy. Ja wiem, że za dziesięć lat będziemy mieli więcej siwych włosów i jeszcze większe doświadczenie, pewnie będą nas poruszały inne sprawy, ale na dzień dzisiejszy to nas dotyka i o tym opowiadamy. I chociażby dlatego warto to zrobić, żeby został gdzieś tam w historii ludzkości ślad, że było coś takiego, że działo się coś takiego i byliśmy tutaj, i widzieliśmy to.

Piotr: Mamy rewelacyjny odbiór na koncertach. Sto procent tych, którzy są na naszych występach na żywo, zostają naszymi fanami. Na jednym koncercie dostałem chyba najświetniejszy komplement – że jesteśmy jak Załoga G. Koleś mówi mi: „ja nie wiem, kim Wy jesteście na co dzień, jacy jesteście, ale w chwili, kiedy stajecie na scenie, zakładacie kombinezony, ratujecie świat”. Widać po rozmowach po koncertach, że wielu ludzi utożsamia się z tymi tekstami. Akurat piszę teksty, więc mnie to szczególnie rusza. Że ludzi dotyka ta sprawa i nie czują się wyobcowani. Ja np. czuję się tak na koncertach – kiedy do mnie Polak śpiewa po angielsku i jeszcze na dodatek o rzeczach, których nie rozumiem, w sensie też, że mam wrażenie, że ten człowiek opowiada o rzeczach, których nie rozumie, zasłyszanych, to czuję się wyobcowany. Nie czuję związku. Kiedy ktoś opowiada mi swoją własną historię, to chociażbym jej nawet nie rozumiał, to staram się ją chłonąć. Bo to jest jego opowieść, on mi opowiada o czymś, co mnie interesuje, jak film, jak książka.

Słuchając Was bardzo mocno się odnosi wrażenie, że taką integralną, bardzo ważną częścią Waszej muzyki są teksty, których jesteś autorem.

Piotr: Wyszliśmy z Sebą z muzyki instrumentalnej, tutaj wchodząc w piosenkę, zdecydowaliśmy się na to, żeby zacząć opowiadać słowem, nie tylko muzyką, o świecie. Dla mnie najbardziej inspirujący był chyba Lem, bo nie interesuje mnie takie science-fiction czy prognozowanie przyszłości związane z jakimiś ufoludkami itd., tylko historie, które dotyczą człowieka i prognozują rzeczywistość w taki dość realny sposób. Biorąc pod uwagę świat, ludzi, ich cechy, tempo rozwoju człowieka, i na tej podstawie można bardzo fajnie sobie tworzyć słowo, które opowiada jednocześnie niby o takiej bezpośredniej naszej sytuacji życiowej, a jednocześnie takiej dosyć brudnej, wręcz industrialnej otoczce. Nawet na pierwszej płycie ten robot, który jest na okładce, on jest specjalnie zardzewiały. Te wszystkie wynalazki, które teraz tak inspirują, kiedy zardzewieją, kiedy już będą przestarzałe, wtedy dopiero się zrozumie ich wartość. Tak samo jest np. z muzyką elektroniczną – jeszcze nie potrafimy wykorzystać potencjału. Teraz dużo mówi się o nagrywaniu analogowym, wraca się do sprzętów analogowych, ale w technikach cyfrowych jest nieprawdopodobny potencjał. Ale najpierw te nowoczesne techniki wykorzystują ludzie, którzy robią to dla pieniędzy i dużym nakładem finansowym, bo to są najczęściej na początku drogie rzeczy. Myślę, że dopiero jak zardzewieją, kurz je przykryje, dopiero się okaże, ile one mają w sobie duszy i potencjału.

Czytasz moje pytania? Bo kolejne miało być odnośnie Waszych inspiracji, ale muzycznych. Czego słuchacie na co dzień lub co Was inspiruje, nie tylko jeśli chodzi o muzykę?

Dorota: No to chyba mnóstwo rzeczy, właściwie…

…ostatnia dobra płyta, jakiej słuchałaś.

Dorota: Np. St. Vincent i David Byrne, to z takich współczesnych. To jest mnóstwo inspiracji – osobiście lubię takie piosenki, które mam trochę z dzieciństwa, takie, w których są bardzo ładnie zbudowane wokale, widać, że ktoś nad nimi przysiadł i pomyślał, żeby te słowa ładnie brzmiały w melodiach, tak jak śpiewała Edyta Geppert czy Zdzisława Sośnicka. Inspirują nas, myślę, że każdego z osobna i razem, np. Prodigy.

Sebastian: Właściwie ostatnio to niewiele słucham, oprócz naszych nagrań to tak szczerze mówiąc nie za bardzo lubię ostatnio słuchać muzyki. No bo troszeczkę przerobiłem już ten temat. Tyle płyt, których wysłuchałem i tyle dźwięków, bo mam bardzo dobrą pamięć muzyczną. To znaczy, że ja doskonale pamiętam jakieś zagrywki, solówki z płyt Franka Zappy, których słuchałem jedenaście lat temu, to wszystko zostaje gdzieś w świadomości i się gromadzi, i wtedy trzeba uważać, żeby nie przedawkować. Ja w którymś momencie chyba przedawkowałem z tym narkotykiem, jakim jest muzyka dla mnie. Ostatnio na polskim rynku muszę powiedzieć, że jednak „Granda” Brodki jest świetna, w całości, bardzo mi się podoba ta płyta. Jest jakiś taki zespół, nawet nie pamiętam jego nazwy… UL/KR? Dobrze? UL/KR?

Tak.

Sebastian: To co słyszałem w internecie podoba mi się. Fajne, minimalne granie, proste, takie bardzo oszczędne teksty sprowadzone do kilku słów, niepozbawione sensu i treści, co jest bardzo istotne dla mnie. No chyba tyle no, bo naprawdę mógłbym wymienić całą listę od lat 60. i wcześniej do dzisiaj.

A chciałeś chyba mówić o pozamuzycznych inspiracjach, czy mi się wydaje?

Sebastian: Nawet nie. Po prostu nie słucham za bardzo ostatnio muzyki, naprawdę mówię szczerze, a jeśli słucham, to czegoś tak np. idiotycznego, jak „Ona tańczy ze mną” zespołu Weekend.

Chyba „dla mnie”.

Sebastian: „Ona tańczy dla mnie”, tak tak. Chciałem zrozumieć fenomen tej piosenki.

Odbioru chyba. Tej piosenki.

Sebastian: Tak. Ale też piosenki, ponieważ z bardzo dobrego źródła wiem, że nie można w tej branży zaistnieć, jeśli się nie zrobi czegoś autentycznego. Już trzynaście lat temu słyszałem coś takiego, kiedy disco polo święciło triumfy na polskich scenach, jeden z takich realizatorów dźwięku, producentów powiedział, że tego się nie da oszukać. To też trzeba zrobić w sposób autentyczny. Nie można po prostu zmontować, nagrać piosenki „hop sasa, ona miała majteczki” i już jest super. Ta piosenka musi być naprawdę dobrze zrobiona. I właśnie w „Ona tańczy dla mnie” fascynuje mnie jak to jest zrobione. Później widzę wywiad z tym gościem, że on bardzo dobrze zna się na muzyce, że on gra na wielu instrumentach, potrafi obsługiwać software i hardware związany z muzyką, on chyba produkuje te piosenki, miksuje. Czyli gdzieś tam jakiś musi być swego rodzaju fenomen, bo tak to możemy nazwać. Oczywiście nie nadaję znaczenia temu słowu. Po prostu jest to jakieś zjawisko, że tak proste melodie, że ludzie czekają cały czas na prostotę, na bardzo prostą formę, która w swej prostocie jest doskonała. A to, że jest taka powszechna, to nie wiem, czy to oznacza, że jest gorsza, bo słuchają tego miliony?

Piotr: Ja mam podobnie, też przedawkowałem muzykę, ale w samej grze zawsze inspiracją była dla mnie rytmika azjatycka. Miałem tą przyjemność bycia wiele razy w Indiach, uczyłem się na instrumentach perkusyjnych, hinduskich, i właściwie to jest to, co przekładam na gitarę basową, zresztą nawet moja decyzja odnośnie zmiany instrumentu, bo ja wcześniej grałem na trąbce, wynikała z potrzeby rytmizowania. Gdy jako dziecko grałem w orkiestrze strażackiej, pamiętam, że tak świadomie z trąbki przeszedłem na alt, a później troszkę na tenor, żeby móc bawić się rytmem. Jakby to mnie bardziej inspirowało. I ten instrument dęty słychać też w tym, co gram, ale głównie jest to rytmika azjatycka. Zresztą to też zmienia postać i klimat muzyki, przez to, że czuć, że to nie jest taka rytmika zwyczajna, nie jest to takie proste odgrywanie, chociaż i tak staram się upraszczać frazy ze względu na to, iż przegadane są zwykle nudne. A prostotą można dużo więcej opowiedzieć.

Sebastian: Jak się naprawdę dużo muzyki słyszało i się człowiek interesuje przez wiele lat nią tak głęboko, a nie powierzchownie, to rzeczywiście bardzo trudno znaleźć coś ciekawego, ponieważ muzyka jest też rodzajem jakiejś konsekwencji kulturalnej. Co rozumiem pod tymi słowami. To znaczy, że jeśli Radiohead nagrywa swoją płytę, ona jest świetna, wszyscy się jarają, mówią, że jest super, w ogóle odkrycie, to dla kogoś kto zna całe lata 60., od The Beatles aż po lata 90., poprzez Nirvanę i Seattle itd., to dla niego ten album Radiohead już nie będzie tak wielkim zaskoczeniem. Będzie po prostu naturalną konsekwencją. Oczywiście nie zmienia to faktu, że może to być bardzo dobry krążek, z bardzo dobrą muzyką i nawet rodzić zazdrość, taką pozytywną, „ale świetnie, że ktoś coś takiego zrobił”, i to jest bardzo dobre, bo nie mam negatywnego stosunku do muzyki czy do świata, ale rzeczywiście się widzi przez pryzmat tego, co się słyszało, doświadczenia muzycznego. I wtedy też się jest chyba bardziej powściągliwym. To jest takie po prostu przekleństwo muzyka, że jak w tym siedzisz, to tracisz troszeczkę przyjemności z odbioru. Trzeba przełączyć się na bardziej emocjonalne odbieranie, mniej racjonalne, nie każdy też to potrafi.

Największe marzenie związane z Na Tak.

Sebastian: O, ale pytanie (śmiech).

Dorota: Ja chcę odpowiedzieć, bo ja wiem, jakie jest moje marzenie. Ja chcę podróżować i koncertować (śmiech). Chciałabym, żeby odbiór był taki jak do tej pory, żeby ludzie odnajdowali coś, czym mogą się wzruszyć, co ich może poruszyć, to jest dla mnie ważne, żeby to nie było takie obojętne, tylko by coś to ludziom dawało, bo np. ja, kiedy śpiewam, kiedy wykonuję te piosenki, na razie tak jest, cieszę się i mam nadzieję, że zawsze tak będzie, jestem tym w jakiś sposób poruszona i mam nadzieję, że odbiór będzie taki sam. Więc takie jest moje marzenie.

Piotr: No moje marzenie jest proste. Ja bym chciał w chwili, kiedy nagrywam płytę, mieć najlepszy dzień, jaki mam (śmiech), jaki mogę mieć. Żeby nie mieć takiej sytuacji, że kiedy podchodzę do nagrywania swojej partii, to jestem rozwalony, rozbity jakimiś drobiazgami, finansami i to jest chyba moje największe marzenie. Chociaż myślę, że to mogłoby mi ukraść wiele emocji i też się boję nawet takich marzeń, ponieważ wcale to nie jest tak, że w chwili, kiedy pozbawiłbym się kłopotów, to mógłbym nagrać lepszą muzykę. Może wcale nie.

Sebastian: Największe marzenie. No kurczę, ciągle nie wiem, co powiedzieć (śmiech). Chyba fajnie po prostu gdyby ta muzyka dotarła do ludzi, ale do właściwych ludzi i żeby coś tam w nich poruszała no, żeby została. Moim zdaniem ona i tak zostanie, niezależnie od tego, czy uda się nam wydać 2 miliony egzemplarzy i sprzedać platynę, czy sprzedamy 1 tys. czy 2 tys., bo ta muzyka i tak zostanie, ponieważ jak obserwuję jej historię, w ogóle wszech czasów, to wiem co zostaje w muzyce, a co nie. Zostają rzeczy autentyczne i szczere, a rzeczy, które próbują być jak coś raczej nie zostają, zawsze są wtedy tylko jakby imitacjami. My nic nie próbujemy imitować, więc myślę, że mamy wielką szansę zostać. Ale wiesz, fajnie by było, żeby ta muzyka inspirowała ludzi też, żeby coś im dawała, by przychodzili i chcieli się podzielić np. swoimi spostrzeżeniami na temat tekstów, na temat wrażeń, żeby nie zgadzali się nawet, ale żeby mieli jakieś zdanie na temat tej muzyki. Nie chciałbym nigdy, żebyśmy wylądowali w sytuacji, chociaż to nam pewnie nie grozi, ale nie chciałbym, w której ktoś przychodzi do nas i mówi do ciebie: „ale masz fajne jeansy” albo „super świecące sznurowadła w trampkach”. Po prostu to mnie nie interesuje, interesuje mnie muzyka.

Na koniec mam taką ciekawostkę. Znalazłem na YouTube Wasze nagranie z 2009 r., z lubelskiego deptaku, improwizowane. Co to była za okazja?

Dorota: To był jakiś koncert dla Radia Lublin i nie wiem, jak to się stało, ale postanowiliśmy wystąpić bez instrumentów…

 Piotr: Było jakieś ograniczenie techniczne.

Dorota: A, właśnie tak. I powiedzieliśmy, że utknęły nam ciężarówki ze sprzętem, sprzęt nie dojechał, więc wykonamy to ustnie i każdy zaśpiewał swoją partię. Było wesoło (śmiech).

Piotr: Jeszcze z takich ciekawostek, bo uważam, że jest to jakiś nasz sukces – wydaliśmy tą pierwszą płytę i ona się rozeszła, w tej chwili, już w 700 egzemplarzach. Tak jak się orientuję, jak się wydaje płyty, maksymalnie to 1,5 tysiące, a wiele z nich rozchodzi się w mniejszych ilościach. Wszystko to zrobiliśmy z ręki, bez pomocy jakiegokolwiek dystrybutora.

Tagged: , , , , , , , , , , , , , ,

§ One Response to Jak Załoga G – wywiad z Na Tak

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Jak Załoga G – wywiad z Na Tak at .

meta