Infradźwięki „In Me”

31 Październik 2012 § 2 komentarzy

Infradźwięki to zespół, z którym się sympatyzuje. Skromni weterani (kilkanaście lat wspólnego grania) z Opola Lubelskiego, mało jest ich w mediach, w ogóle mało co ich jest, a patrząc na Pawła, Grzegorza i Łukasza z boku uznalibyście wspomnianych raczej za pracowników korporacji niż muzyków. Przyjeżdżają na koncert swoim ciasnawym autem, wyładowują sprzęt, dają świetny występ (łącznie z przyćmieniem gwiazdy wieczoru – było i tak), pakują się z powrotem, wracają do domu. Wiem, że swego czasu w rozmowie z zacnym polskim labelem odrzucali perspektywę wydania płyty, tłumacząc, że dobrze im tak, jak jest, z próbami i okazjonalnymi gigami. Dopiero Maćkowi Cieślakowi udała się ta sztuka. To właśnie lider Ścianki nie tylko wypuścił na rynek, ale i wyprodukował debiutancki krążek Infradźwięków, masteringu zaś podjął się Andrzej Smolik, o czym zresztą też mało kto się dowiedział. „In Me” to tradycjonalistyczna, szlachetna odmiana instrumentalnego post-rocka. Mamy więc budowanie nastroju, ekspresyjne gitarowe wzniesienia i spokój w niskich rejestrach, melancholijną mgiełkę spowijającą kolejne kompozycje. Jacek Szabrański (The Car Is On Fire, Nerwowe Wakacje) twierdzi, że to muzyka wieczorna, taka, po której dobrze i kolorowo się śpi. Infradźwięki budują swój łagodny mikroświatek, w który faktycznie można zapuścić się bez obaw, no chyba że z takimi, iż strasznie trudno z niego powracać do rzeczywistości.

Wspomniana na wstępie skromność tych panów przed czterdziestką powoduje, że choć mamy do czynienia z konserwatywnym post-rockiem z całym dorobkiem inwentarza, obyło się na szczęście bez nadęcia, pompatyczności i kilkunastominutowych utworów. „Aurora Borealis” (słyszycie echa „Dni wiatru” na samym początku?), „Gwiazdka”, „Red Rocket”, „Almost With You” – najlepsze momenty na „In Me” zamykają się w zaledwie paru oka mgnieniach. Siła „In Me” tak na chłopski rozum nie dziwi, w końcu artyści zebrali tu swoje pierwszoplanowe kompozycje stworzone na przestrzeni wielu lat. Przyczepić można się jedynie do rozłożenia ich na trackliście – album startuje fenomenalnie, by po pierwszych trzech indeksach lekko jednak obniżyć napięcie. Wydaje się, że przetkanie ciekawszych momentów pozostałymi pozwoliłoby stworzyć korzystniejsze optyczne wrażenie co do „In Me” jako całości, longplaya zdecydowanie wartego sprawdzenia. „Z przyjemnością przekazujemy w Państwa ręce płytę „In Me”, będącą efektem sesji w warszawskim studiu im. Adama Mickiewicza. Zabiegając o zachowanie autentycznego brzmienia, mającego w zamierzeniu utrwalić prawdziwe oblicze zespołu – podczas 3 zimowych, lutowych wieczorów „na żywo” zarejestrowaliśmy 7 utworów posługując się technika analogową. 4 spośród nich zostały nagrane w pierwszym podejściu. Zapraszamy więc do wysłuchania naszej płyty i w związku z brakiem jakiejkolwiek innej kampanii promocyjnej uprzejmie prosimy o wsparcie zespołu w możliwym dla Państwa zakresie.

Z wyrazami szacunku,
Infradźwięki”.

 

Tagged: , , , , , , , ,

§ 2 Responses to Infradźwięki „In Me”

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Infradźwięki „In Me” at .

meta