Dirty Projectors „Swing Lo Magellan”

19 Lipiec 2012 § Dodaj komentarz

Przy całej konstatacji o mierności tegorocznych płyt ze Stanów Zjednoczonych i Wysp niech nikomu nie umyka fakt, że te dwa główne ośrodki muzyczne mogą się jeszcze w 2012 odkuć straszliwie. W końcu to na najbliższe sześć miesięcy przewidziano premiery nowych krążków m.in. Flying Lotusa, Animal Collective, M.I.A., Dan Deacona, Nasa, Ariela Pinka, Grizzly Bear czy Dirty Projectors. Część kart została już odsłonięta i tak następca ocierającego się o maksymalne oceny longplaya „Bitte Orca” przypomniał słuchaczom o fenomenalnej przed trzema laty passie (prasie) zespołu Davida Longstretha. Nota bene, gdy wtedy pisałem o utworach Dirty Projectors, w notce blogowej wystąpili oni w parze z Grizzly Bear, u których podkreśliłem znaczenie emocji. No właśnie. Twórczość grupy, przez skład której przewinęli się kiedyś m.in. muzycy Vampire Weekend, od samego początku była dla mnie przeżyciem natury intelektualnej, nie było chwytania za gardło, ciarek na ciele i pytań o sens płacenia podatków. „Swing Lo Magellan” nic w tej kwestii nie zmieniło. Mimo że Longstreth zapowiadał mrok, nadal słuchając Dirty Projectors dumamy np. nad konceptem łączenia damskich wokaliz rodem z R’n’B z indierockową oprawą instrumentalną, uruchamiamy bardziej ratio. Trochę dziwna sprawa, bo u korzeni i czarna muzyka, i alternatywa niosły w sobie potężny ładunek emocjonalny.

W dodatku brooklyńczykom przybyła konkurencja, zza między – mowa o debiutujących w tym roku Ava Luna (ci od jakże imponującego mi terminu „nervous soul”). Biorąc to wszystko pod uwagę, czy „Swing Lo Magellan” jest komuś potrzebne i czy to ta sama półka co „Bitte Orca”? Jak najbardziej, choć w tym stwierdzeniu zawiera się pewien paradoks – ci, dla których „Stillnes Is The Move” było w 2009 „Best New Music”, to samo powiedzą o „About To Die”, „See What She Seeing” lub „Gun Has No Trigger” w 2012. Natomiast słuchacze, których maniera Dirty Projectors irytowała, dalej będą omijać ich muzykę szerokim łukiem. Jakby czas się zatrzymał. Jedyna różnica jest taka, że „Bitte Orca” wydawała się płytą równiejszą, przy „Swing Lo Magellan” chwilami można właściwie się zdrzemnąć. Mimo wszystko fajnie byłoby zobaczyć nowojorczyków na koncercie w Polsce (tym bardziej, że to bardzo sympatyczna ekipa – sprawdźcie moment, gdy Dave odkrywa wśród publiczności swojego kumpla) i aż dziwne, iż jeszcze się ich nie doczekaliśmy. Pewnie kwestia czasu.

Tagged: , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Dirty Projectors „Swing Lo Magellan” at .

meta