The Beach Boys „That’s Why God Made The Radio”

22 Czerwiec 2012 § 1 komentarz

Gdy pisałem o The Beach Boys i płycie „SMiLE” w listopadzie ubiegłego roku, miałem wrażenie, że uczestniczę w zamknięciu ważnego rozdziału w muzyce. Wtedy jeszcze nie było wiadomo, iż Brian Wilson na pewno powróci do koncertowania z zespołem, któremu liderował przez lata, co dopiero mówić o zupełnie premierowej płycie Kalifornijczyków.

Rzeczywistość przerosła marzenia, choć… nie było tak, że na pierwszy krążek Beach Boys od dwóch dekad wyczekiwałem szczególnie mocno. Raczej, kojarząc dzieje ostatnich dokonań grupy, psychicznie nastawiałem się na czarny scenariusz. Teraz, po ukazaniu się „That’s Why God Made The Radio”, odetchnąłem z ulgą. Oryginalny skład (zubożały oczywiście o tragicznie zmarłych Carla i Dennisa Wilsonów), 12 debiutanckich piosenek i przede wszystkim znowu komponujący ze swoimi przyjaciółmi Brian Wilson. Jest dobrze. Longplay otwiera anielska, zespołowa wokaliza „Think About The Days”. Skojarzenia z kultowym „Our Prayer” z kultowej płyty są nieuchronne – o ile tamten opener był niejako apostrofą do Boga, o tyle „Think About The Days” jest melancholijną retrospekcją gdzieś podejmującą wątek przemijania, czasu i ludzi. On zresztą jeszcze powróci na końcu płyty, ale o tym później. Chmurność intra natychmiastowo zostaje przegoniona przez słoneczny title-track i taki też klimat utrzymuje się przez kolejnych siedem utworów. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem piosenkę „That’s Why God Made The Radio”, nie mogłem się nadziwić, jakim cudem oni po tylu latach, właściwie już na starość, brzmią tak krystalicznie?! Pomoc komputera nic by nie dała, gdyby barwy głosów Briana, Mike’a Love’a, Ala Jardine’a i Bruce’a Johnstona były nadgryzione zębem nieuchronnie upływającego czasu. Nic z tych rzeczy.

Skoro już o osobach biorących udział w powstaniu tego albumu mowa, trzeba wspomnieć też o Davidzie Marksie (nagrał z The Beach Boys ich pierwsze cztery, jeszcze „surferskie” krążki) i o całym zastępie muzyków sesyjnych oraz instrumentów, z akustycznym-podwójnym basem, barytonowym saksofonem czy obojem na czele. Jest gęsto od dźwięków i, jak zwykle w przypadku The Beach Boys, przejrzyście oraz lekko dla ucha odbiorcy. Jako się rzekło, lekko także, jeśli chodzi o klimat. W zestawie tych pogodnych piosenek wyróżniłbym softrockowe, z fajowo podbitym refrenem „Spring Vacation” (wyłapaliście nawiązanie do jednego z ich szlagierów na wysokości linijki „We used to get around”?), elegancko i trochę humorystycznie startujące „Shelter” oraz tytułowe „That’s Why God Made The Radio” z niebiańskimi harmoniami wokalnymi, trademarkiem grupy. Najlepsze jednak czeka na finiszu. Płytę miała zakończyć składająca się z sześciu utworów suita, zainspirowana „Pet Sounds” i „SMiLE” (tak tak). Ostatecznie zamykają ją trzy kompozycje, „From There To Back Again”, „Pacific Coast Highway” i „Summer’s Gone”. Właściwie „That’s Why God…” mogłoby się składać tylko z tego tria, a i tak należałoby się z tym albumem zapoznać.

Geneza i pierwotne odnośniki dla tych kawałków wcale nie są przesadzone, choć oczywiście moment porównania z pomnikami z przeszłości musi budzić trwogę. Powtórzę po raz drugi – jest dobrze. Refleksyjne „From There To Back Again”, z lirykami typu „You’ve been thinking bout’ some things we used to do / Thinking bout’ when life was still in front of you”, strukturą kompozycji przypomina Beachboysowe opus magnum „Surf’s Up”. Środkowa część (z fortepianową wprawką i mądrą puentą wyśpiewaną przez Briana) ściska gardło i powoduje szczypanie oczu, by potem zostać skontrowaną przez wesołkowate podgwizdywanie. Jak to u nich – nie złamią Ci serca. Wprowadzony przez harmonie wokalne „Pacific Coast Highway” to nie tylko apoteoza delikatnego eskapizmu, wszak chodzi tylko(?) o chwilową ucieczkę autostradą, ale i przez fakt, że śpiewa tu Wilson, bardzo osobiste wyznanie. Wreszcie delikatnie migocące na horyzoncie, zamykające płytę „Summer’s Gone”. „Summer’s gone away / Gone away / With yesterday / Old friends have gone / They’ve gone their seperate ways” – jak podają źródła, Brian Wilson napisał tę piosenkę myśląc o śmierci brata Carla i matki, w zamierzeniu miał to być ostatni utwór na ostatnim albumie The Beach Boys. „One day begins / Another ends”, cykl życia odpowiada cyklowi natury, w tym przypadku dogasającego lata, ale nie ma co się smucić, bo jak stwierdza Brian, to po prostu „kolejne odejście lata”, a „Our dreams hold on / For those who still have more to say”.

The Beach Boys, najważniejszy dla dziejów muzyki popularnej zespół obok The Beatles, powrócili, by po raz kolejny uratować nasze serca i uspokoić skołatane nerwy. Przy okazji podzielić się życiową mądrością, ale bez zadęcia. Tak się składa, że gdy piszę te słowa jest pierwszy dzień lata. Nie ma lepszego momentu, by opowiedzieć o „That’s Why God Made The Radio” i krzyknąć na koniec z satysfakcją „they still got it!”.

Tagged: , , , , , , , , , ,

§ One Response to The Beach Boys „That’s Why God Made The Radio”

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading The Beach Boys „That’s Why God Made The Radio” at .

meta