Moombahton: gdy słuchanie boli

29 Maj 2012 § 3 komentarzy

Niemal każdy dziennikarz muzyczny, nawet jeśli się do tego głośno nie przyzna, marzy o tym, by być pierwszym, który opowie światu o nowym rozdziale w historii muzyki. Nie chodzi tutaj o kolejny, innowacyjny na tle dotychczasowej dyskografii album artysty x, ale o zupełnie świeże rozdanie. W dobie internetowej powszechności znacznie łatwiej niż kiedyś zostać odkrywcą, problem polega na tym, że (zwłaszcza w ostatnich kilkunastu miesiącach) nie wiadomo, co jest muzyką „na poważnie”, a co sieciowym memem. Przyznam, że witch house bez swojej dość smutnej genezy nie istnieje i nie mam pretensji do kogoś, dla kogo ów gatunek jest doznaniem estetycznym na poziomie „Koko koko Euro spoko” zespołu Jarzębina. Z seapunkiem wątpliwości już żadnych nie ma – to był żart, podchwycony przez część internautów jako rzecz godna uwagi. Co było później? Nie wiem, mam rachunki do zapłacenia, nie śledzę. Aktualnie na tapecie jest moombahton, czyli holenderski house grany w tempie reggaetonu, nad którymi unosi się duch dancehallu, soki i kuduro. Korzeniami sięgający Stanów Zjednoczonych, gdzie należy szukać ojców założycieli (Dave Nada), w 2012 r. ma szansę rozlać się na cały świat. Wszystko za sprawą 22-letniej Angielki Sarah Young – DJ-ki, wokalistki, producentki, która dodatkowo interesuje się modą i innymi niż muzyka dziedzinami sztuki. Wyciągnięta na sztandary „Guardiana” artystka dostała świetną reklamę dla swojej debiutanckiej EP-ki zatytułowanej „I Am Sarah Young”, która zgodnie z duchem czasów jest do ściągnięcia za darmo. André VillasBoas, gdy jeszcze trenował Chelsea Londyn, stwierdził, że trenerzy i piłkarze na Wyspach mają wręcz przykazane grać zrywami, w szybkim tempie – po to, by dostosować się do trybu życia i tym samym zadowolić zasiadających na trybunach Brytyjczyków. Ślad tego myślenia słychać na „I Am Sarah Young”. Puls balansujący na granicy zawału, nadmiar bodźców, wielkomiejski zgiełk. Nie mam nic do nowych gatunków, mieszania stylów, ale w naturalny sposób szukam wówczas w nich spójności, kolejnych elementów logicznie z siebie wynikających. A gdy tego nie ma? Wtedy jest moombahton:

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , ,

§ 3 Responses to Moombahton: gdy słuchanie boli

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Moombahton: gdy słuchanie boli at .

meta