Wilson Square „Ghosts Behind The Curtain”

23 Grudzień 2010 § 4 komentarzy

Uwaga, na tej płycie straszy! Autentycznie. Tytuł w końcu zobowiązuje, ale niech opakowanie muzyki Wilson Square nie zmyli tych, którzy do tej pory nie mieli do czynienia z twórczością warszawskiej grupy. Bo tak naprawdę Piotr Kazimierczuk, Bartek Rzeczycki, Paweł Grudniak, Tomek Mądzielewski są chodzącą reklamą pozytywnej energii, a „Ghosts Behind The Curtain” to nie żaden hołd oddany muzyce metalowej, ale wycieczka w przeszłość, gdy królowali Queen, The Beatles, T. Rex czy Fleetwood Mac. Nie ma w tym żadnej pozy, chęci pozostania w opozycji wobec modnego indie – Kazimierczuk, lider zespołu, autor piosenek i tekstów Wilson Square, przyznaje, że dorastał słuchając właśnie muzyki rockowej, sam band zaś istnieje dłużej, niż niejeden związany z graniem alternatywnym w naszym kraju. Od razu trzeba zaznaczyć też, że Wilsoni to nie zbiór przypadkowych gości z długimi włosami, którzy wybudzili się z hibernacji w 2010 r. z hasłem „rock’n’roll” na ustach, ale solidnie przygotowani muzycy. Wspomniany Kazimierczuk w innych projektach porusza się po obszarze czarnych dźwięków, inspiruje się jazzem, elektroniką, a wykształcenie (anglista) też nie pozostaje bez wpływu na warsztat – debiutancka płyta Wilson Square jest dopracowana w najdrobniejszym szczególe, zarówno jeśli chodzi o produkcję, poziom, jakość samych utworów, jak i o język (tym razem Szekspir nie przewraca się w grobie słysząc Polaka za mikrofonem).

Album zaczyna się od największego hitu kapeli, czyli „People In Love”, a pod indeksem numer pięć znajdziemy też inny wcześniej znany kawałek, „Fly”, co stwarza szansę na zachowanie przebojów WS w zbiorowej pamięci. Ten drugi to zresztą jedyny utwór, obok „Bus Love”, w którym warszawiacy wychodzą poza obręb swojego żelaznego instrumentarium (gitary, klawisze, bas, perkusja) i dodają coś ekstra (tu dźwięki puzonu, w „Bus…” z kolei pojawia się kwartet smyczkowy). Z nowych piosenek największym highlightem na płycie jest „Glass”, celebracja wieczoru spędzonego z przyjaciółmi, mocny wiatr w żagle, kompozycja dająca słuchaczowi dużego, pozytywnego kopa – myślę, że Freddie Mercury gdzieś tam uśmiecha się pod wąsem. Niezłe jest „Without Her By My Side” z bardzo fajnym, rockowym drive’m, love song „Dolly” czy „Again”. Są też koncertowe pewniaki, jak pędzące „In The Morning Light” i „Red Tape”, a krążek zamyka epickie „The Curtain”, po którym wybrzmiewa jeszcze enigmatyczny hidden track. Teksty, które przygotował na płytę Kazimierczuk z nóg nie zwalają, ot, taka jazda obowiązkowa, czyli przeważnie wersy o miłości raz szczęśliwej, raz nieszczęśliwej, ale – trzeba przyznać – pasujące estetycznie do całości. „Ghosts Behind The Curtain” to bardzo solidny longplay, na pewno oryginalny na tle albumów innych, młodych, polskich grup, klasyczny rock, który powinien świetnie sprawdzać się podczas występów na żywo.

Tagged: , , , , , , , ,

§ 4 Responses to Wilson Square „Ghosts Behind The Curtain”

  • r. pisze:

    zazwyczaj staram się być obiektywny jak najbardziej mogę, ale to jest naprawdę wyjątkowo chujowy, wtórny i bezpłciowy band.

  • r. pisze:

    Dopiero teraz wróciłem na bloga.

    Argumentem jest to, że nie jestem w stanie bronić tej płyty poza tym, że jest nieźle wyprodukowana, a Ci goście to z technicznego punktu widzenia dobrzy muzycy.

    Jednakże chorują na typową „szkołę muzyczną” (wiem o czym mówię, bo sam miałem okazję grać z takimi „asami”):
    -schematyczność
    -wtórność
    -pozorna melodyjność po której i tak nic nie zostaje w głowie
    -brak jakiegokolwiek polotu-świeżości

    Jasne, że praktycznie niemożliwe jest spłodzenie czegoś w 100% oryginalnego, ale nawet wyhypowany „Kyst” i „Paula i Karol” mają w rękawie chociaż dobre piosenki (w przypadku Kyst jeszcze naprawdę z klasą zaaranżowane). Może jestem dziwny, ale lubię zespoły, które nawet jeśli wkurwiają (jak totalnie beznadziejna Niwea) potrafią to robić czymś więcej niż swoją przeciętnością. „Wilson Square” niestety nawet tego nie potrafią.

    • lukaszkusmierz pisze:

      Dzięki. Podzielam opinię, że Wilsoni nie są na tle historii muzyki oryginalną kapelą, paradoks polega na tym, że są na tle młodych, polskich zespołów:). Ciężko znaleźć mi grupę, która nawiązuje do klasycznego rocka pokroju wymienionych w recenzji kapel. To nie jest oczywiście jeszcze jakaś super zaleta, ale właśnie w tym, plus w wymienionej przez Ciebie biegłości technicznej, dbaniem o jakość kompozycji (produkcja), w fakcie, że Kazimierczuk jest facetem o otwartej głowie, jakiemuś pozytywnemu klimatowi bijącemu od tej płyty oraz temu, że chyba (nie wiem, nie widziałem) ten materiał będzie zyskiwał na koncertach uważam, że taki zespół też jest potrzebny. No i zawsze warto dać szansę debiutantom, nie wiadomo jaki będzie ich następny krok, zaskoczą lub nie, to się jeszcze okaże, nie chcę przekreślać kapeli ma starcie. Innymi słowy – wolę dać szansę muzykom rokującym choćby w dwóch, trzech kwestiach, niż nie dać jej wcale.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Wilson Square „Ghosts Behind The Curtain” at .

meta