Pożegnanie z gatunkami

13 Listopad 2010 § Dodaj komentarz

 

Długie włosy u mężczyzn i czarny t-shirt z logo zespołu czy szerokie spodnie i bluza z kapturem. Jeśli uznać sposób noszenia się za odbicie trendów panujących w muzyce, to taki widok, jeszcze kilka lat temu powszechny, w 2010 r. należałoby rozpatrywać w kategoriach nieprzystającej do rzeczywistości egzotyki.

Jeszcze nigdy w historii hermetyczne podziały nie były na taką skalę demontowane przez samych artystów, jak ma to miejsce obecnie. Zjawisko mieszania się gatunków muzycznych jest procesem, z roku na rok przybierającym na sile. Nie sposób tym samym wskazać punktu granicznego, od którego różniące się style zaczęły wchodzić w mariaż, należy raczej szukać kolejnych wydarzeń kształtujących ten stan rzeczy. Można wspomnieć np. o ścieżce dźwiękowej do filmu „Judgment Night”, czyli pierwszym tak poważnym połączeniem sił raperów (De La Soul, Run-D.M.C.) i rockowych wyładowań autorstwa zespołów pokroju Sonic Youth czy Faith No More. Nie da się pominąć znaczenia płyty „Endtroducing…..” DJ Shadowa, na której to 24-letni wówczas Josh Davis łączył sample z m.in. Metallici z hip hopowymi bitami. Sam proces przyśpieszyło pojawienie się i ekspansja Internetu – odtąd nad granicami (siłą rzeczy) musiały zostać przerzucone mosty.

Coraz wyraźniej widać, że muzycy nie trzymający się kurczowo jednego pomysłu na granie mają przewagę nad tymi, którzy ciągle jeszcze wierzą w niepisany etos metalu, rocka czy ortodoksyjnego hip hopu. Z prostej przyczyny – osłuchany odbiorca chętniej sięgnie po tych pierwszych, bo kreatywni artyści prędzej go czymś zaskoczą, zaciekawią, a tym samym pozostaną na dłużej w głośnikach. 2010 r. to dobry czas dla wykonawców poszukujących nowych rozwiązań. Twórczość pierwszych z nich – Brytyjczyków z These New Puritans co prawda próbuje się zaklasyfikować jednoznacznie jako art rock, ale ich ostatni album „Hidden” przerasta katalogiem odwołań jeden gatunek muzyczny. Orkiestra dęta, chóralny śpiew, rozbuchane, monumentalne formy czy motywy brzmiące jak temat do epickiego filmu, to wszystko razem spaja pewna klamra. Ale zawartość „Hidden” na tym bynajmniej się nie kończy, do powyższych składników dochodzą jeszcze indie rock, połamane podziały rytmiczne jakie serwuje kobieta nie uznająca chyba żadnych ram gatunkowych, czyli M.I.A., jest też i hip hop. Zresztą sam lider TNPS, Jack Barnett przyznaje się do inspiracji… Wu-Tang Clanem! Co ciekawe, efekt końcowy to wbrew pozorom bardzo spójny, osnuty wokół pewnego konceptu (uprzemysłowiony świat kontra natura) longplay.

Początków boomu na chillwave należy szukać w 2009 r., ale to obecny rok przyniósł debiut fonograficzny jeśli nie ojca chrzestnego, to na pewno najważniejszej postaci dla tego nurtu, Chazwicka Bundicka. Pod pseudonimem Toro Y Moi skomponował on szereg utworów, które skupiły uwagę blogosfery i nakręciły niesamowity popyt na jego twórczość (Chaz pewnie do dziś nie może pojąć jak to się stało, że w odległej Polsce na jego koncert w ramach OFF Festivalu przyszło tyle osób), gdy ten nagrywał jeszcze bez wsparcia muzycznego koncernu. Owszem, chillwave funkcjonuje jako termin wymyślony przez krytykę muzyczną i internautów, ale nie jest to zupełnie nowy gatunek, jak np. jazz. Mowa o pewnym zakresie cech wspólnych – okładki płyt przypominające prześwietlone zdjęcia z wakacji, nostalgia za latami dzieciństwa i sympatia dla lat 80. (nie tyle muzyczna, co estetyczna), nagrywanie dem na kasetach magnetofonowych (oraz często wykorzystywany w utworach motyw wciągania taśmy), ale przede wszystkim to co nas najbardziej interesuje, czyli mieszanie kilku gatunków muzycznych. W przypadku chillwave’u będzie to muzyka alternatywna, szczególnie dream pop i shoegaze, hip hop oraz elektronika. Bundick na „Causers Of This” poszedł jeszcze dalej, bo podjął rękawicę z napisem „Thriller” (tak, chodzi o album Michaela Jacksona), a także wskrzesił ducha albumu „Cupid & Psyche 85” Scritti Politti. Odwaga artystyczna opłaciła się – kilka miesięcy od pojawienia się na półkach sklepowych „Causers Of This” to klasyk nie tylko w świecie chillwave’u.

Przez pierwsze trzy utwory tempo jest niesamowite i przy początkowych odsłuchach aparat percepcyjny wariuje. Kawalkady bitów, sample spacerujące po najdalszych zakamarkach ludzkiej świadomości, utwór potrafiący się nagle urwać i po kilku sekundach ciszy zakończyć. A potem jakby nigdy nic na wysokości czwartej kompozycji pojawia się liryczne intro (dopiero) z kobiecym wokalem przy akompaniamencie smyczków, harfy i gitary basowej. Sen po zażyciu na przemian napojów energetyzujących i środków uspokajających? Nie, „Cosmogramma” Flying Lotusa. Na co dzień parający się nagrywaniem dla Cartoon Network dźwięków wykorzystywanych jako przejścia między elementami programu Amerykanin jest jedną z postaci dla tegorocznej muzyki wręcz fundamentalnych. Sam wątek jego kolaboracji z innymi artystami byłby materiałem na osoby artykuł, a ktoś, kto chciałby opisać jego dotychczasowe wydawnictwa (poza trzecim longplayem) podjąłby się naprawdę czasochłonnego zajęcia. „Cosmogramma” to krążek, który totalnie zmienia pogląd na temat człowieka od bit maszyny i sampli. Tak jak kiedyś DJ Shadow otworzył na „Endtroducing…..” hip hop na inne gatunki, ale poruszał się jeszcze dość blisko rapowego przyczółku, tak Flying Lotus skomponował, wyprodukował i zaaranżował na swoim ostatnim longplayu muzykę transgraniczną. Hip hop został wymieszany z jazzem, nowoczesna muzyka elektroniczna z dźwiękami klasycznego instrumentarium, sample z ludzkim śpiewem, a obrazu całości dopełnia udział pokaźnej liczby zdolnych muzyków z Stephenem Brunerem vel Thudnercatem na czele.

Wszystkich jednak stopniem rozmachu przebiła w tym roku Janelle Monáe. Jej album „The ArchAndroid (Suites II and III)” to część większego konceptu, który rozpoczął się na EP-ce z 2007 r. (uważny obserwator wywnioskuje z okładki „ArchAndroid”, iż przed słuchaczami jeszcze ostatnia, czwarta suita) opartego o postać mesjanistycznego androida Cindi Mayweather, który przybywa z przeszłości by uratować mieszkańców Metropolis przed oczywiście negatywnym bohaterem, The Great Divide. Coś co na pierwszy rzut oka może się wydawać jedynie pocieszną bajeczką, w rzeczywistości zawiera w sobie głębszy przekaz. Otóż Mayweather jest symbolem mniejszości, która ulega segregacji, przedstawicielem „innych”. Warstwa muzyczna tej historii to wycieczka po przepastnym zbiorze złożonym z hip hopu, soulu, funku, indie, art rocka, a nawet muzyki musicalowej i klasycznej! Tak szeroki wachlarz stylów musiał doczekać się równie bogatego instrumentarium i tak też wygląda to w praktyce, armia zaciężna zgromadzona na longplayu Monáe to rzecz, przy której nawet „Cosmogramma” kapituluje. I mimo że „The ArchAndroid…” nie jest płytą tej klasy, co tegoroczne dziecko Flying Lotusa (rozmach tym razem nie sprzyja spójności dzieła, a niektóre jego fragmenty zwyczajnie przynudzają), to ciężko nie mieć szacunku, sympatii dla odwagi i pracy, jaką włożyła czarnoskóra artystka w nagrania. Pracy niezakończonej dodajmy, bo w planach piosenkarki z Kansas jest jeszcze nakręcenie wideoklipów do każdego utworu z krążka i zrobienie odwołującej się do niego filmowo-graficznej noweli (sic!).

Bohaterowie niniejszego artykułu to dwudziestoparolatkowie. Nie ma w tym przypadku, że to właśnie młode osoby, ludzie wychowani w świecie otwartych granic tworzą muzykę nie mieszczącą się w jednej szufladce. Podobnie fakt występowania u wszystkich elementu hip hopowego – w końcu ten gatunek wzrastał w oparciu o zapożyczenia z innych stylów poprzez wynalazek samplingu (tym samym zakrawa na paradoks fakt, iż jednym z ostatnich ortodoksyjnych bastionów w niektórych środowiskach bywa hip hop właśnie). Czy rock, jazz lub punk w niedalekiej przyszłości znikną zupełnie? Nie ma już takiej możliwości. To co nas czeka, to raczej dalsze bazowanie na dotychczasowym dorobku kultury, twórcze łączenie niegdyś nieprzystawalnych części i coraz mniejsze zainteresowanie słuchaczy, poza muzycznymi szalikowcami i odbiorcami nostalgicznymi, uformowanymi jednowymiarowo artystami.

Tagged: , , , ,

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Pożegnanie z gatunkami at .

meta