Poszukiwania Króla Midasa

24 Wrzesień 2010 § Dodaj komentarz

Status Maciej Cieślaka na polskiej scenie alternatywnej można porównać do statusu Zbigniewa Bońka w futbolu. Podobnie jak ten drugi, trójmiejski muzyk jest w swojej klasie rozgrywkowej żywym pomnikiem, człowiekiem częściej chwalonym za swój dorobek, niż krytykowanym, a także autorytetem chętnie proszonym o komentarz. Różnica między oboma polega na tym, że Cieślak jest wciąż aktywny zawodowo, a w 2010 r. wręcz nadaktywny.

Ponoć życie zaczyna się po czterdziestce. Jeśli to porzekadło nie jest tylko myśleniem życzeniowym i zawiera w sobie element prawdy, to artysta, który ten wiek osiągnął rok temu może – spojrzawszy uprzednio wstecz – tylko się cieszyć, przynajmniej jeśli chodzi o działalność muzyczną. To Cieślak założył w 1994 r. i pozostaje liderem do dziś Ścianki, zespołu, który pewnie wielu wskazałoby jako ten najważniejszy dla krajowej alternatywy. Produkował jej płyty, „Dni wiatru”, „Pana Planetę”, parając się tym zajęciem również poza macierzystą formacją – albumy m.in. Kobiet, Myslovitz („Happiness is Easy”) czy przede wszystkim Lenny Valentino wyszyły spod jego ręki. Ta ostatnia supergrupa, skład której – ten legendarny – stanowili obok Cieślaka, Artur Rojek, Jacek Lachowicz, Arkady Kowalczyk i Mietall Waluś zajmuje szczególne miejsce w sercach fanów muzyki niezależnej, krążek „Uwaga! Jedzie tramwaj” to dziś rzecz otoczona niemal kultem. Nie można też pominąć pobocznych projektów songwritera z Sopotu, wśród których debiutancki i jedyny jak dotąd longplay Kings Of Caramel tyleż zachwycił część słuchaczy, co zamajaczył lub zupełnie nie zaistniał w świadomości zdecydowanej większości.

Obecny rok to cicha ofensywa Cieślaka. Zaczęło się od współprodukowania, zagrania na i wreszcie wydania albumu „Cotton Touch” Kyst. Akustyczną płytę, którą opisywałem kilka miesięcy temu dla portalu Polskiego Radia, w wielu miejscach odbiegającą od klasycznej formuły piosenkowej, charakteryzującą się swobodą kompozycji, skupiającą głównie na klimacie – melancholii, niedopowiedzeniu, małych radości, Maciej może zdecydowanie zaliczyć po stronie plusów. Nie wiedzieć czemu ci, którzy w pierwszej kolejności powinni wspierać młodych muzyków z Kyst – odbiorcy muzyki alternatywnej – potraktowali płytę chłodno jeśli nie wręcz wrogo. Może to pokłosie niezdrowego klimatu panującego w trójmiejskim światku niezalu, który uwidacznia się w publicznych, agresywnych wycieczkach osobistych, zupełnie dla osoby z zewnątrz niezrozumiałych i niepotrzebnych. Co ciekawe, jeszcze w tym roku ma się ukazać drugi krążek Tobiasza Bilińskiego i Adama Byczkowskiego.

W sierpniu, podczas OFF Festivalu Maciej Cieślak znów dał o sobie znać występując parokrotnie – podczas koncertu Lenny Valentino, Nathalie And The Loners, Manescape, w końcu z nowym zespołem Cieślak i Księżniczki, którego debiutancki album miał premierę właśnie w Katowicach. Dwie wiolonczelistki, Karolina Rec i Edyta Czerniewicz, skrzypaczka Julia Ziętek oraz lider Ścianki jako gitarzysta i główny wokalista (panie też użyczają swoich głosów, ale znajdują się na drugim planie), to osoby stojące za tym projektem, początkowo sygnowanym nazwą Tunes Of Early Spring. Album „Cieślak i Księżniczki” jest kompozycyjnie jeszcze bardziej kruchy, eteryczny i swobodny, niż wspomniane wcześniej „Cotton Touch”, a przecież to Kyst można (błędnie) postrzegać (i postrzega się) jako grupę bez piosenek. Otwarcie trzeba przyznać, że tym razem Król Midas z Sopotu zatracił swój dar, to, co jest tu główną ideą – akustyczny brak granic – w przekroju całego longplaya zwyczajnie nudzi. Oczywiście łatwo odeprzeć taki zarzut stwierdzeniem, że słuchacz nie zrozumiał konceptu i zwyczajnie „tak miało być”… ale artysta nie chciałby pewnie, aby odbiorca zasnął przy głośniku. Paradoks polega na tym, że utworami najlepszymi, tymi, które zostają w głowie są te ze zwartą strukturą. Wyraziste „No love anywhere”, przewrotne „The man and his happy life”, poniekąd też „Get on the plane”, „April/March”, „Queen of the clearings”, intro do płyty właściwie unieważniają pozostałą część kompozycji „bez konkretu”. Akustyczne poszukiwania tematu i melancholijny klimat to rzeczy, na które łatwo się nabrać, zwłaszcza na koncertach, ale zawsze warto wtedy zadać pytanie, który już raz przerabiamy to samo?

Na temat albumu „Cieślak i Księżniczki” można spojrzeć jeszcze inaczej. Patrząc na karierę lidera Ścianki zdecydowanie odznacza się jego nonkonformizm. Można więc rzec, że ponownie zrobił dokładnie to, na co miał ochotę. Tyle że jedna kwestia przeważa szalę minusów. Tym razem Maciej Cieślak wypłynął na wody do bólu konwencjonalne i przewidywalne, a w dodatku nieprzekonywujące. To jak będzie z tym życiem po czterdziestce?

Tagged: , , , ,

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Poszukiwania Króla Midasa at .

meta