Znacznie więcej wymiarów

6 Maj 2010 § Dodaj komentarz

 

Choć urodziłem się jeszcze w PRL-u, nie pamiętam już tamtego systemu, tak więc śmiało można mnie nazwać dzieckiem III RP. Jan Sowa w swoim artykule „Dyskretna nuda młodej burżuazji” („Tygodnik Powszechny” 15/2010) pisząc o pokoleniu wyrosłym już w wolnej Polsce nie zostawia na nim suchej nitki – „bierni i bezideowi, o nic im nie chodzi, do niczego nie dążą, na niczym in nie zależy, nic nie wywołuje w nich namiętności, sprzeciwu, buntu”. Przyznaję, w pierwszym odruchu chce się wykrzyczeć „tak właśnie jest!”, a tekst krakowskiego socjologa zaprezentować wszystkim tym, którzy zdają się w ten sposób żyć. Jednakże głębsza refleksja nie pozwala na tak jednoznaczną ocenę.

Chcąc być uczciwym trzeba powiedzieć, że nie wszyscy, ale część młodych ludzi prezentuje zachowania, o których pisze Sowa. Wówczas jednak należy spytać prowokacyjnie – a jacy mają być, skoro takich postaw oczekuje od nich otoczenie, w którym dorastają? Żaden człowiek nie funkcjonuje w oderwaniu od swojego środowiska życia, a jak ono często wygląda pisał już (nota bene niemal równolatek Jana Sowy) Kuba Wandachowicz w słynnej publikacji „Generacja nic” („Gazeta Wyborcza” 207/2002). Wymowa tamtego artykułu była jednoznaczna – pokolenie Polaków, które w połowie lat 90. zaczęło studiować, utalentowani ludzie z głowami pełnymi ideałów, po wejściu na rynek pracy zanotowali zderzenie ze ścianą. Nikt od nich nie oczekiwał nietuzinkowości, ba, jeśli chcieli by ich lodówki nie świeciły pustkami musieli zacząć równać w dół. Ponadprzeciętność stanęła na przeszkodzie w zarabianiu pieniędzy, bo tam, gdzie były one dostępne należało np. konstruować produkt dla masowego odbiorcy, czyli uśredniony, bezosobowy, pusty. Co gorsza, przymus zaspokojenia podstawowych ludzkich potrzeb dział się nierzadko kosztem życia duchowego i intelektualnego, po dniu ciężkiej pracy, która pozwalała jako tako przeżyć, nikt już nie znajdował sił na urealnianie swojego człowieczeństwa poprzez religijną refleksję czy głęboką lekturę. Tą pierwszą z kolei zastąpił, wg Wandachowicza, bezrefleksyjne przeżywany, „modny” buddyzm, sprowadzający się najczęściej do palenia marihuany. Tym samym elita społeczeństwa, która mogła (i miała!) budować pełniejszą rzeczywistość/przyszłość państwa, niż tylko tą konsumpcyjną rozpłynęła się w korporacjach, dokumentach, rachunkach, kredytach… Co więcej, ta historia przecież nadal się powtarza wraz z opuszczeniem wyższych uczelni przez każdy kolejny rocznik studentów.

Mogę wymienić mnóstwo nazw młodych polskich zespołów, które zajmują się ambitniejszą muzyką, niż ta lansowana przez popularne media. Co z tego, skoro na ich koncerty przychodzi garstka osób, a płyty sprzedają się w śmiesznych nakładach? Taki wymóg rynku, który budują (nie zapominajmy o tym) dwa zazębiające się koła – wytwórnie do spółki z komercyjnymi rozgłośniami i odbiorcy. Jedni wpływają na drugich, a próba przerwania tego chocholego tańca poprzez proponowanie alternatywy – bogatszej w treść oraz formę sztuki jest zadaniem karkołomnym i ogromnie frustrującym. Wprawdzie wydaje się, że ludzie masowo nigdy nie postawią na muzykę zgłaszającą wysokie ambicje, ale nie jest też tak, że jest ona skazana na funkcjonowanie jako bezpieczna ekstrawagancja, która istnieje gdzieś na obrzeżach rynku i mało kto wyraża na nią zapotrzebowanie. Niestety, póki co talent i nieszablonowe pomysły są w naszym kraju równoznaczne z tym, że na próby, nagrania oraz koncerty muzyk musi znajdować czas wieczorami i w weekendy, gdy już zarobi w „normalnej” pracy na chleb, czynsz… i swoją pasję.

Dlaczego obecna rzeczywistość w Polsce tak boleśnie weryfikuje marzenia, zwłaszcza gdy nie ograniczają się one tylko do napychania portfela? Niespełna 21 lat wolnej, demokratycznej państwowości i funkcjonowania wolnego rynku to jeszcze nadal bardzo mało. Ledwie wczoraj został osiągnięty próg pełnoletności, a wystarczy rozejrzeć się wnikliwie po gatunku ludzkim, by skonstatować, że ten nie zawsze idzie w parze z dojrzałością. Rację ma prof. Andrzej Blikle, który w wywiadzie dla „Przewodnika Katolickiego” stwierdza, iż „Polska jest na etapie, którego żaden kraj nie przechodził w historycznej drodze do kapitalizmu. My tę transformację przeżywamy bardzo szybko. I może dlatego często popełniamy błąd, typowy dla bardzo młodych firm. Starają się one naśladować aktualne działania firm dużych, zamiast naśladować je, gdy były małe. W dużych firmach lata się na lunch helikopterem, a w małych chodzi na piechotę i my jesteśmy na tym etapie.” („PK”, 12/2010). Trzeba uczciwie powiedzieć, że po latach posuchy rynkowej zachłysnęliśmy się wolnością i zaczęliśmy wchłaniać (i nadal to robimy) często bezrefleksyjnie to, co w sferze produktu przychodzi do nas z Zachodu. Nadto, zapatrzeni w ukształtowane demokracje pokroju Stanów Zjednoczonych próbujemy osiągnąć niejako „prędkość światła”, nadrobić w kilka lat zapóźnienia względem bogatszych państw, a wystarczyłaby chwila zdroworozsądkowej refleksji, by stwierdzić, że fizycznie jest to niemożliwe.

Mierzi mnie, gdy ktoś używa jako prześmiewczego hasła-wytrychu 123 lat zaborów, wojen i Polski Ludowej, które to przykłada się niemal do każdej dziedziny życia, w której odczuwamy pewne braki względem „innych”. Tymczasem jest to przecież historyczne brzemię, którego wpływu na teraźniejszość nie da się tak po prostu pominąć. Niepodległa, wolna Polska na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci była odstępstwem od reguły, a nie normą (z kolei okres międzywojenny w czasach rządów piłsudczyków został nadgryziony zębem autorytaryzmu). Gdzie więc ciągłość państwowa, która jest podstawą kształtowania się dojrzałej demokracji? Wyprostowanie pewnych, zwłaszcza tych najbardziej fundamentalnych w życiu ludzi i społeczeństw kwestii wymaga czasu. Niekiedy bardzo, bardzo dużo czasu.

Na szczęście normalność jest do osiągnięcia, a wolny rynek wbrew temu, co zdaje się sugerować Jan Sowa nie tylko nie jest sprawcą całego zła, ale punktem wyjścia/szansą na zdrowe społeczeństwo, tak naprawdę naszą nadzieją na jutro. By uzasadnić tę tezę należy jeszcze raz przywołać prof. Bliklego, który w cytowanej wyżej rozmowie przypomina oczywistą, ale jednocześnie często pomijaną w środowiskach pracy prawdę. Dobrze ukształtowane relacje między ludźmi wpływają na efektywność wykonywanych zajęć, a w konsekwencji przekładają się na sukces finansowy! Andrzej Blikle powołuje się w tym miejscu na wynik badań (prowadzonych przez 25 lat) instytutu Gallupa, które miały na celu ustalenie katalogu cech firm, które zanotowały na rynku długotrwały sukces. Szokujące jest w polskiej rzeczywistości zapoznanie się z pytaniami, na które odpowiedź „tak” oznaczała wspomniany sukces: „Czy wiem, czego w pracy ode mnie oczekują? Czy znalazłem w pracy mojego najlepszego przyjaciela? Czy mogę codziennie robić to, co potrafię najlepiej? Czy mam do tego odpowiednie narzędzia? itd. Czy ktoś w pracy interesuje się moim rozwojem? Czy mam możliwość takiego rozwoju?” („PK”, op. cit.). Mój przyjaciel z Polski podczas pracy w Norwegii, w trakcie szkolenia dostał takie same pytania, tak więc to, co u nas brzmi póki co egzotycznie, gdzie indziej jest już standardem.

Krytyka myśli neoliberalnej przez Jana Sowę przy jednoczesnym podkreślaniu wagi wspólnego dobra i wspólnoty przywodzi na myśl rozgorzały w latach 70. w USA spór pomiędzy liberałami a komunitarystami, skonfrontowanie jednostki ze wspólnotą, wolności z równością. Konflikt zaistnieje w głównej mierze jednak (a pojęcie „demokracji liberalnej” wyda się sprzecznością), gdy chcieć zderzyć dwie skrajności, udowodnić, która jest ważniejsza. Zupełnie inna perspektywa otwiera się w sytuacji, gdy obie wartości potraktować jako odważniki o zbliżonej do siebie masie, które będą dążyć do równowagi na szalkach wagi. Swego czasu Ryszard Petru w programie „Własność to wartość” w Religia.tv. powiedział, że „w PRL-u wspólne często znaczyło niczyje”. Człowiek lubi widzieć efekty swojej pracy, a ze swej natury najpierw zabiega o zaspokojenie własnych, najbardziej podstawowych potrzeb, dopiero potem myśli o innych (vide piramida Maslowa). Jeśli dążenie do samorealizacji, dobra własnego przekłada się na dobro grupy (a przekłada się w świetle przytaczanych badań instytutu Gallupa), to dlaczego krytykować taką postawę? Nie da się żyć miłością bliźniego nie będąc w zgodzie z samym sobą.

Tu wracamy do zachowań młodych Polaków. Jak uznałem na wstępie, jedynie pewien procent (mniejszy? większy?) mojego pokolenia bardziej wegetuje, niż żyje. Spotykam ich w Internecie, widuję na ulicach. Ich marazm niemal za każdym razem wzbudza we mnie negatywne emocje, snuję wówczas wizję emigracji łamanej przez „ucieczka”, bo przecież z tymi ludźmi będzie trzeba jakoś żyć na co dzień, a kto chciałby obracać się w kręgu absolutnych statystów. Ale jest jeszcze reszta. Czy marznącym w zimie z własnej woli wolontariuszom Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, często napadanym przez bezmyślnych bandytów Jan Sowa też powie prosto w oczy, że „na niczym im nie zależy”? A co z często jeszcze maluchami pomagającymi przy lubelskiej akcji „Pomóż dzieciom przetrwać zimę”, która ma na celu zbiórkę nie pieniędzy, a darów na rzecz najbardziej potrzebujących? Na wspólne dobro i w ramach grupy w moim rodzinnym mieście pracuje również Ośrodek Brama Grodzka – Teatr NN, młodzi ludzie, którzy z pasji zajmują się m.in. odkopywaniem śladów obecności Żydów w Kozim Grodzie.

Łatwo popaść w stan rezygnacji, gdy obserwację postaw mojego pokolenia przeprowadzimy nie dość wnikliwie. Rzeczywistość nie jest jednak tak łatwa do uchwycenia, jak podpowiadałaby to ekonomika pracy nad pojedynczym artykułem. Logika publicystyczna jedno, stan faktyczny drugie. Coraz częściej słyszy się opinie, że to wiedza lada moment na rynku pracy będzie liczyć się najbardziej. To także stanowi nadzieję na zaktywizowanie tych z młodych Polaków, którym dni mijają na bezrefleksyjnym dryfowaniu. Mówiąc dosadnie – ci, którzy aktualnie nie mogą się oderwać od ekranu monitora czy puszki piwa, lada moment przez życie zostaną zmuszeni do zrobienia czegoś konstruktywnego ze sobą. Na początek, dobre i tyle.

Tagged: , , , , , , , , ,

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Znacznie więcej wymiarów at .

meta