Toro Y Moi „Causers Of This”

5 Marzec 2010 § 1 komentarz

Człowiek to wyjątkowa istota. Spośród wszystkich stworzeń egzystujących na Ziemi jako jedyne w sposób rozumny i świadomy próbuje nadać sens swojemu życiu. Głównie sprowadza się to do odkrywania własnego powołania, którego nie rozumiemy jedynie jako synonimu pracy zawodowej czy pasji (bo powołanie do bycia mężem na przykład). Ale na istotność życia w naszych oczach wpływają również te wszystkie sytuacje, w których uczestniczyliśmy i którym przypisujemy znaczącą rolę. „To się wydarzyło, ja przy tym byłem, to było ważne”. Współczesny człowiek otoczony popkulturą szuka ich często w jej wytworach, co widać dobrze na przykładzie zafascynowanych muzyką młodych internautów, którzy dyktując trendy w cieszącej się niezmiennie dużym zainteresowaniem dziedzinie sztuki wypatrują TEGO wykonawcy, TEGO zespołu. Przemożna chęć przeskoczenia własnych rodziców, którzy byli świadkami narodzin fundamentalnych gatunków i pomnikowych bandów, potrzeba odkrycia artysty, którego krążek można by wznieść triumfalnie do góry niczym puchar i obwieścić światu „popatrzcie, my też mamy swojego Elvisa!”.

To wszystko jednak jeszcze nie wyjaśnia ogromnej popularności Chazwicka Bundicka vel Toro Y Moi i częstej obecności na portalach, blogach, forach dyskusyjnych terminu „chillwave” na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy. Dlaczego muzyk z Południowej Karoliny cieszy się aż tak dużym zainteresowaniem i zbiera właściwie same pochlebne recenzje? Odpowiedź jest tak naprawdę banalna – bo Toro Y Moi to bohater naszych czasów, naszego pokolenia, jeden z nas, który nagrywa fenomenalne piosenki. Everyman, który składa dźwięki w swoim domu metodą DIY i gromadzi w ten sposób miażdżącą ilość materiału, komunikuje się z odbiorcami poprzez MySpace, blogi, dopiero zwieńczeniem całej tej działalności jest oficjalne wydawnictwo odbiegające jednakowoż od tradycyjnie pojmowanego albumu, będące rzeczą zakorzenioną już we współczesności (inne tracklisty płyt audio i mp3, jednocześnie w wersji cyfrowej, w zależności od sklepów internetowych występują różne bonus tracki, „E.D.E.N” lub „Cold Sheets”; mówiąc „Causers Of This” słuchacze mogą tym bardziej – niż wynika to z naturalnego porządku rzeczy – mieć na myśli odmienny zestaw wrażeń). Prawie mój równolatek, który przyznaje się do czerpania inspiracji z tak różnych artystów, jak Daft Punk, Jay Dee i Sonic Youth, a do tego zestawu możemy spokojnie dodać – po zapoznaniu się z debiutancką płytą – Michaela Jacksona, „Person Pitch” czy Scritti Politti. Co najlepsze, to nie jest żonglerka muzycznymi zjawiskami dla samej żonglerki i efekt końcowy wbrew temu, co mogłoby się wydawać to bardzo spójny i równy longplay.

Tym samym Chaz to również mój bohater. Dla chłopaka, który przez lata stawiał na hip hop, po latach zafascynował się muzyką alternatywną, a obecnie czerpie pełnymi garściami z różnych tradycji muzycznych, nie mógł się chyba w tym momencie życia trafić nikt lepszy, niż ktoś, kto odległe niegdyś gatunki godzi i twórczo reinterepretuje. Ponadkontynentalny i ponadnarodowościowy mentalny synchron. Nie możemy pominąć też wątku nostalgicznego, którym kupuje pokolenie urodzone w latach 80. „cały ten chillwave” – prześwietlone zdjęcia uwieczniające morskie krajobrazy jako okładki albumów, dźwięki ewokujące skojarzenia z letnim odpoczynkiem i beztroskimi latami dzieciństwa, nagrywanie demówek na kasetach, odgłos wciągania taśmy jako celowy zabieg wykorzystywany w toku komponowania, wreszcie życzliwe spojrzenie na dekadę, w której przyszedłem na świat przejawiające się w mieszaniu charakterystycznych dla niej stylów, shoegaze’u, dream popu, a w przypadku Toro Y Moi należy też wspomnieć o wpływach czarnej muzyki spod znaku „Thrillera” oraz „Cupid & Psyche 85”.

Wyjściowa jedenastka „Causers Of This” to dream team, zespół złożony ze wszystkich niezbędnych elementów, które sprawiają, że całość jest dobrze funkcjonującą maszyną, a nie tylko zlepkiem gwiazd. Na początek przyjrzyjmy się liderom. „Blessa” to pomnik, kandydat na najbardziej charakterystyczny utwór Bundicka i całego chillwave’u. Pewnie za same tylko zasługi powinna trafić na szczyt zestawienia najlepszych kawałków za ten rok i piszę to w pełni świadomie pamiętając o tym, że 2010 dopiero powoli się rozkręca. W aktualnej odsłonie singiel ma szansę dotrzeć do szerszego grona odbiorców, niż jego poprzednie wcielenie z „wcinanym” i dudniącym bitem, bo powiedzmy sobie szczerze – nie każdego błędnik był predysponowany do bezkolizyjnego przyswojenia tamtej awangardowej wersji. „Imprint After”, diament sophisti-popu, od pierwszego odtworzenia słuchałem zupełnie niepojętą ilość razy, a fragment od 1:26 i szczególnie ten moment, gdy Chaz przechodzi z falsetu na normalny wokal, to jeden – z wielu na „Causers Of This” – błysków budujących wielkość tej płyty. Jest wreszcie „Freak Love” i żal, że autor tą zjawiskową kompozycją nie pokazuje hip hopowi z końca lat 90. wyjścia z ślepej uliczki, pułapki hermetyczności.

Geniusz tych utworów przesłania umiejętności zdolnych pomocników i ich istotny wkład w końcowy rezultat. Jak inaczej odbieralibyśmy „Causers…”, gdyby w miejsce „Blessy” na placu boju nie pojawiałoby się zrelaksowane „Minors”! A najlepszy duet z całego zestawu, czyli wspomniane „Freak Love” i wybrzmiewające w jego końcówce, znane jeszcze z demówek (ale w innej wersji) „Talamak”? Czy ktoś wyobraża sobie to, że po pierwszym nie pojawia się ten drugi? I to genialne zamknięcie w heartbreakin’ songu, jakim jest „Talamak”, gdy Chaz śpiewa swoją kwestię, głos kobiecy wygłasza swoją i oboje spotykają się w jednym momencie, który układa się w zdanie „Stop talking about you and me”. Jak w każdej jedenastce nie mogło zabraknąć tych od czarnej roboty (fantastycznie finiszujące „Thanks Vision”, chillujące „You Hid” z fajnym bitem i akcentami w pasażach klawiszowych), jest i brylant olśniewający sztuczkami technicznymi („Lissoms”), niepozorny, ale posiadający to coś, co przyciąga uwagę odbiorców gracz („Fax Shadow”), są wreszcie przebojowi skrzydłowi (tytułowe „Causers Of This” i „Low Shoulders” z wyznaniem/hasłem, pod którym pewnie podpisze się niejeden facet: „I don’t want you in my shoulders when no one comes around”). Razem nie wiele ponad pół godziny muzyki, która w moim przypadku od wielu już tygodni magnetyzuje tak samo, jak w momencie poznawania, a może nawet ta zajawka wzbiła się na wyższy level.

W całej historii z „Causers Of This” łatwo utknąć w ambiwalentnym klinczu – z jednej strony wyrywam się, by wszystkim o tym albumie z entuzjazmem opowiedzieć, z drugiej czuję niechęć, gdy myślę o ryzyku pojawienia się zjawiska „mody na”. Znamy to bardzo dobrze z historii, trzymając się tylko naszego podwórka przypomnijmy sobie hip hop na przełomie wieków czy muzykę alternatywną, która przestała być alternatywą, w momencie gdy wkroczyła do klubów i stała się na masową skalę sposobem spędzania wolnego czasu, zewnętrznym atrybutem osób, które „bywają”. Odkrycie w chillwavie potencjału komercyjnego przez rynek może spowodować proces intensywnej eksploatacji gatunku, a gdy Bundick jako główny jego przedstawiciel zacznie nam wyskakiwać z lodówki, to ciężko będzie się cieszyć samą muzyką.

Póki co w kontekście pierwszego oficjalnego albumu Toro Y Moi padają wielkie słowa, w tym kreślenie analogii pomiędzy „Causers Of This” a „Kid A”, gdy mowa oczywiście nie o samej zawartości, a znaczeniu obu płyt dla muzyki. Ujmę to w ten sposób – pamiętam dokładnie moment, gdy jako nastoletni dzieciak poznałem „Paranoid Android”, pamiętam trudne do nazwania uczucie rodzące się wskutek obcowania z odrealnionym klimatem utworu… ale nie poszedłem za ciosem, nie dotarłem do „OK Computer”, nie załapałem się na śledzenie na bieżąco wydarzeń wokół Radiohead (a przed „Paranoid Android” nie słyszałem nic autorstwa grupy Thoma Yorke’a). Gdyby bieg wydarzeń potoczył się inaczej, to pewnie dziś czego innego szukałbym w muzyce, być może też inaczej patrzył na życie. Chcę przez to powiedzieć, że warto mieć oczy i uszy otwarte, bo nigdy nie wiadomo jaki status po latach będą zajmować artyści, których debiuty i kariery jest nam dane obserwować. Wiem jedno. „Causers Of This”, album genialny, „dziesiątkowy”, to krążek, przy którym chcę ogarniać bieżące sprawy, gdy siadam rano do komputera, odpoczywać, gdy pierwsze takty „Blessy” wybrzmiewają w moich słuchawkach, otwierać okno i wpuszczać przezeń świeże powietrze, gdy wreszcie wiosna rozpocznie się na dobre, kończyć dzień, rozpoczynać nowe rozdziały w życiu, mieć go po prostu przy sobie w swojej codzienności.

Tagged: , , ,

§ One Response to Toro Y Moi „Causers Of This”

  • Genialne pisze:

    Zabawne i genialne, ale nikt nie ująłby tego lepiej. Te same odczucie, przypadkowe odkrycie w sieci, a przy muzyce widzę podwórka i zabawy z moich lat młodzieńczych – pokolenie ’82. Przy dźwiękach szukam tych zapachów podwórka, starego mieszkania. Te dźwięki towarzyszą mi wszędzie i już bez nich ciężko ;) Zanurzając się w nich zaczynam znowu czuć, marzyć i myśleć.
    Dawno nie czułem takiego zauroczenia muzyką. Ostatnio to był Robert Lippok i Kristen. Toro Y Moi, jest o nieba galaktyczne mi już bliższe, jakby kolejny level, kolejne wtajemniczenie w sztukę, doznanie jaką jest muzyka.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Toro Y Moi „Causers Of This” at .

meta