port-royal „Dying In Time”

17 Grudzień 2009 § Dodaj komentarz

Mimo coraz cięższych warunków pogodowych w końcówce roku, przedzierając się przez miasto nie musimy jeszcze rozpalać flar na ratunek (patrz okładka „Dying In Time”). Żarty na bok – piąty longplay zespołu z Genui to wymagający materiał. Nie tylko ze względu na samą muzykę dziejącą się na przecięciu dream popu, ambientu, electropopu, shoegaze’u i post-rocka, która poprzez swoją bajkowość zabiera słuchacza w podróż po jego wyobraźni i wpływa nań kojąco. Ona również oddziałuje na to, iż sesja z tegorocznym krążkiem port-royal jest wyzwaniem, ale w połączeniu z tym, iż: a) na albumie znalazło się ponad 70 minut muzyki, b) większość utworów to długie, kilkuminutowe, nastrojowe kompozycje. W efekcie parę razy, gdy z wieży dobiegały dźwięki „Dying In Time”, zdarzało mi się przejść od słuchania do drzemania, tyle że! Ktoś kto jeszcze nie poznał tej płyty może pomyśleć w tym momencie, że mowa o jakichś kolejnych marzycielskich dłużyznach, nudziarstwie, ambientowo-post-rockowym zamulaniu. Otóż Włosi, podobnie jak ich krajanie od catenaccio, nie dają się tak łatwo przyłapać na „lewych” zagraniach.

Port-royal w bezkresne krajobrazy, które malują za pomocą dźwięków co jakiś czas wplatają przebojowe linie melodyczne żywcem wyjęte z parkietu, na którym roztańczeni imprezowicze zdzierają podeszwy. Tak się dzieje w „I Used to Be Sad”, w którym z otchłani spowitej tajemnicą kompozycji wyłania się zapętlona partia klawiszy przywołująca feeling lat 80 oraz wokal… Natalii Fiedorczuk. Na „Dying In Time” nie tylko chyba najbardziej obecnie zapracowana polska wokalistka reprezentuje biało-czerwone barwy (i to w trzech kawałkach) – w najbardziej wpadającym w ucho utworze na płycie, w „The Photoshopped Prince” pojawiają się Natalia Grosiak (m.in. Mikromusik) oraz Michał Wiraszko z Much. Cóż to jest za numer! Specjaliści od klasyfikowania gatunków podług BPM doszukają się tu pewnie ze trzech rodzajów elektroniki, a laicy po prostu pokochają „Księcia” bez zbytniego kombinowania, bo cztery minuty, cztery sekundy poświęcone na wysłuchanie tego kawałka, to jedne z najlepiej spędzonych czterech minut, czterech sekund w tym roku.

Trzeba jednak przyznać, że obok chwytliwych momentów port-royal często stawiają na „Dying In Time” na ciągnące się w nieskończoność kompozycje, przez co płyta może być w ogóle nie do strawienia dla takiego odbiorcy, który jest zbyt mocno przyzwyczajony do konsumowania singli. Sam mimo tego, że przedkładam albumy pomyślane jako całość nad longplaye złożone z średnio pasujących do siebie, choćby nawet przebojowych piosenek (i dlatego np. zeszłoroczny krążek MGMT nie znalazł się na liście podsumowującej rok w płytach) zmagałem się z tym, co przygotowali dla słuchaczy port-royal. Nie przekreślajcie ich jednak z tego powodu, bo może umknąć Waszej uwadze przemyślany materiał z paroma przebojami, a szczególnie z jednym takim, że zakładam się o pizzę, iż na początku 2010 internauci będą wpisywać „port-royal” w Google.

Tagged: , , , , , , , ,

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading port-royal „Dying In Time” at .

meta