Zagraniczne rozmaitości (7) – Tortoise, Florence + the Machine

2 Październik 2009 § 1 komentarz

 

Po dłuższej nieobecności w formie pisanej na blogu (w międzyczasie pojawił się update linków) biorę pod lupę artystów, których co prawda tegoroczne płyty nie zmienią Waszego życia, ale z różnych powodów ich najnowszych wydawnictw nie wypadało zignorować.

Tortoise „Beacons Of Ancestorship”

Legendarna post-rockowa formacja z Chicago na swoim szóstym studyjnym albumie trzyma całkiem przyzwoity poziom, choć w drugiej części „Beacons Of Ancestorship” przynudza (nie licząc wyjątków w postaci closera „Charteroak Foundation”, wyluzowanego „Monument Six One Thousand” i siejącego zniszczenie w głośnikach „Yinxianghechengqi”, o ile można go zaliczyć już do „strony B”). W otwierającym album „High Class Slim Came Floatin’ In” panowie pokazują cała paletę mistrzowskich zagrywek (to właściwie trzy różne, płynnie zmieniające się utwory), „Northern Something” przyjemnie buja ciałem, singiel „Prepare Your Coffin” zbudowany jest na równie przejmującym, co i tytuł kawałka nerwie, ale absolutnym numerem jeden na krążku jest „Gigantes”. Tortoise udowadniają w obrębie jednej kompozycji, dlaczego legenda jest legendą – biegłość w posługiwaniu się instrumentami, umiejętność budowania klimatu, pazur; gdyby porównać Tortoise z „Gigantes” z ich kolegami po fachu, to trzeba by mówić nie o różnicy, ale o przepaści (tak a propos zwracam uwagę na tytuł kawałka). O „Beacons Of Ancestorship” jednak jako całości pewnie długo pamiętać nie będziemy.

Florence + the Machine „Lungs”

Oczekiwania, poniekąd też hype przerosły rzeczywistość – to najkrótsza recenzja „Lungs”. Rzecz jasna znakomite single (m.in. „Rabbit Heart (Raise It Up)”, „Dog Days Are Over”) poprzedzające wydanie płyty sprawiły, że Florence Welch i jej zespołowi przyglądaliśmy się ze szczególnym zainteresowaniem, tym samym i poprzeczka była zawieszona wyżej. Tyle że w najgorszym wypadku wystarczył chociaż równy materiał, by odbiorca mógł o „Lungs” myśleć w ciepły sposób, a nie mieć taką straszliwą pustkę w głowie, jak ja na temat tego, co właściwie znajduje się na albumie oprócz dobrze znanych, promujących całość piosenek i z nowych rzeczy jeszcze „Hurricane Drunk”. Debiutanckiego longplaya Florence + the Machine już dawno nie słuchałem w całości i nie mam nawet na to ochoty, co jednak nie zmienia faktu, że sama Florence jest zjawiskiem. Ile w tym pracy ludzi zajmujących się Welch (z dziennikarzami muzycznymi na czele), a ile prawdziwego talentu i charyzmy? Pozostaje przyglądać się kolejnym nagraniom sygnowanym nazwą Florence + the Machine, które powinny dać odpowiedź na to pytanie.

Tagged: , , , , ,

§ One Response to Zagraniczne rozmaitości (7) – Tortoise, Florence + the Machine

  • eMjotKa pisze:

    Mniej więcej w tym samym czasie ukazywały się albumy Little Boots, Florence i La Roux.Moim zdaniem:
    1.Florence i tak jest najlepsza ze wskazanej trójki.
    2.Chociaż nawet jej nie udało mi się posłuchać do końca.
    3. Zakrzyczała mój poziom wytrzymałości na nudę …
    4. Na You Tube widziałam występ Florence w duecie z White Lies. Wrażenia: chyba powinna darować sobie duety.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Zagraniczne rozmaitości (7) – Tortoise, Florence + the Machine at .

meta