Zagraniczne rozmaitości (6) – Jack Peñate, Phoenix

15 Lipiec 2009 § 2 komentarzy

 

W czwartej części „Zagranicznych rozmaitości” proponowałem Wam dwa albumy, które świetnie nadają się na lato. Tym razem podobnie – powieje młodością, a francuską elegancję skonfrontujemy z latynoską energią, choć pochodzącą z Wielkiej Brytanii.

Jack Peñate „Everything Is New”

Tropikalny koktajl, w którym przeplatają się pop, soul, muzyka latynoska, indie, odrobina rocka i disco, a całość przyozdabia parasolka z napisem „retro”. Pod tak roztańczoną i pełną południowoamerykańskiego oraz afroamerykańskiego feelingu mieszanką podpisał się 24-letni Anglik, który wcześniej grał rockabilly. To może budzić pytania o muzyczną tożsamość Peñate i prowokować do refleksji na temat, ile w tym wszystkim jest autentyzmu, a ile doskonale skrojonego produktu. Stosując zasadę domniemania dobrej woli i poznawszy niesamowicie spójną zawartość „Everything Is New” łatwiej jest trzymać stronę Jacka, bo on najzwyczajniej w świecie na tym albumie miecie. Począwszy od ogrzewanego słońcem title track’a, poprzez singlowego masakratora rozgrywającego się pośrodku piasków Copacabany w postaci „Tonight’s Today”, skończywszy na wytchnieniu, jakie daje letni wieczór („Body Down”) naszym uszom przedstawione zostają muzyczne delicje. Mimo że to tętniąca dobrą zabawą płyta, to nie zabrakło na niej momentów bardziej serio – żarliwych, jak w openerze „Pull My Heart Away”, poruszających, jak w „Every Glance” (wersy z refrenu: „Take your hands from my shoulders and let me stand / I’ve been trying my hardest to be a man”), dostojnych, jak we wspomnianym wyżej „Body Down”. Mało tego, na drugim albumie Brytyjczyka jest też coś tak przewrotnego, jak wesoła piosenka o tym żeby nie reagować na śmierć łzami zatytułowana „Let’s All Die” (sic!). Rok temu „No Way Down” Air France, a w tym „Everything Is New” Jacka Peñate – naprawdę dobrze jest latem złapać parę dźwięków jednoznacznie wpisujących się w okres wakacyjny.

Phoenix „Wolfgang Amadeus Phoenix”

Intensywnie hype’owany krążek, którego obraz wyłaniający się z recenzji / opinii jest znacznie lepszy, niż faktyczna zawartość. Owszem, od samego początku swojego czwartego albumu Francuzi wypuszczają serię chwytliwych utworów, tyle że od drugiej części „Love Like A Sunset” nic się właściwie na „Wolfgang Amadeus Phoenix” nie dzieje. Nic oprócz tego, że zespół wykonuje ruchy w stronę autoplagiatu, czym pokazuje ograniczony zasób pomysłów na granie. Matematycznie więc rzecz ujmując tegoroczny longplay Francuzów interesuje mnie dokładnie do połowy (indeksy od 1 do 5), któremu lideruje definicja piosenki cool, czyli „Fences” (pytanie tylko, czy moja sympatia nie jest efektem przedłużającego się oczekiwania na długogrający debiut Tigercity?). Dają radę oba single, „Lisztomania” oraz okraszone przyjemnym klawiszem „1901”, a intrygujące, miejscami niepokojące, instrumentalne „Love Is Like Sunset Part I” traktuję jako odruch zdrowego rozsądku zespołu, który budzi z letargu przyzwyczajonego do kolejnych popowych numerów słuchacza i na ponad 5 minut przykuwa jego uwagę. Po tym utworze wybrzmiewają rozleniwione takty „Love Is Like Sunset Part II”, które bardziej kojarzą się ze wschodem, niż z zachodem słońca i to by było na tyle jak dla mnie. Reszta nie będzie przeszkadzać jako tło do innych czynności, co w sumie biorąc pod uwagę temperatury panujące latem i w związku z tym ograniczone chęci do jakichkolwiek działań może być nawet plusem. Chillout z „Wolfgang Amadeus Phoenix”? Jak najbardziej. Chillout plus muzyczna uczta? Jack Peñate – Phoenix 1:0.

Tagged: , , , , , , ,

§ 2 Responses to Zagraniczne rozmaitości (6) – Jack Peñate, Phoenix

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Zagraniczne rozmaitości (6) – Jack Peñate, Phoenix at .

meta