Zagraniczne rozmaitości (5) – Grizzly Bear, Dirty Projectors

9 Lipiec 2009 § Dodaj komentarz

Przed Wami muzyka, która staje w poprzek wytrenowanej przez radiowe przeboje percepcji współczesnego słuchacza. Kluczem do zakochania się w tegorocznych wydawnictwach Grizzly Bear i Dirty Projectors jest przebycie drogi od szczegółu do ogółu. Poświęcając uwagę konkretnym składnikom, z których zbudowane są kompozycje na obu albumach odczytamy je pełniej, niż szukając potencjalnych hitów. Co nie znaczy, że tych zabrakło i mamy do czynienia jedynie z awangardą przeznaczoną dla wąskiej grupy odbiorców. Warto dodać, że płyty obydwu grup z Brooklynu mają niesamowicie wysoką średnią ocen, jedną z najwyższych w tym roku biorąc pod uwagę recenzje, które do tej pory się ukazały.

Grizzly Bear „Veckatimest”

Chcąc zainteresować czytelnika najnowszym longplayem Amerykanów można napisać, że Grizzly Bear na „Veckatimest” znajdują się w połowie drogi pomiędzy Fleet Foxes i Animal Collective. To oczywiście uproszczenie, bo Grizzly’s są autonomicznym zespołem, a nie żadnym „stanem pośrednim” między swoimi krajanami. Delikatnie zarysowane bębny w „All We Ask”, przejście wokali w refrenie „Dory” lub miniatury grane na gitarze akustycznej w „Southern Point” – to pewnie jakieś 0,5% ze smaczków tworzących „Veckatimest”, drobiazgów budujących sens tej płyty. Jednocześnie bardzo łatwo odeprzeć zarzut wirtuozerii będącej celem samym w sobie i w związku z tym trudności w odbiorze LP Grizzly Bear wysuwając jako argument „Two Weeks”. Ten singiel uświadamia, że słuchając notowań list przebojów nie jesteśmy skazani na ciągle to samo. Ma on w sobie piękno i szlachetność zeszłorocznych przebojów Fleet Foxes pokroju „He Doesn’t Know Why”, a jeśli jakiś śmiałek podjąłby się opisania go sekunda po sekundzie, wygenerowałby niechybnie potężną ilość linijek w dokumencie tekstowym – tak dużo dzieje się w „Two Weeks”. Naturalnie uwaga o zmierzeniu się z zawartością utworów odnosi się do wszystkich kompozycji na „Veckatimest”, nawet gdy mówimy o minimalistycznym na tle krążka, obezwładniającym „Foreground”, przy którym niejednemu słuchaczowi po policzku spłynie łza. Różne określenia są łączone z nazwą „Grizzly Bear” – rock eksperymentalny, neo-psychodelia, psych-folk czy po prostu folk. W sumie to nie jest aż tak ważne, po zapoznaniu się z „Veckatimest” i tak na pierwszy plan wybiją się emocje, jakie wzbudził w Was ten album.

Dirty Projectors „Bitte Orca”

Ostatnimi czasy w opisywaniu muzyki nadużywa się określenia „pop”, tak jakby ten zwrot wiązał się jedynie z chwytliwą melodią, a nie pochodził od terminu „muzyka popularna”. Sam pewnie nie raz użyłem tego słowa, mało tego, myśląc o „Bitte Orca” nie przychodzi mi do głowy żaden lepszy termin niż „pokręcony pop”. Zespół, któremu szefuje Dave Longstreth stworzył z jednej strony na wspominanym longplayu kompozycje kanciaste, w pierwszym podejściu być może nawet totalnie nieprzystępne. Z drugiej jednak z każdym kolejnym przesłuchaniem odkrywamy ile jest na „Bitte Orca” melodii i pokrętnej przebojowości. Bardzo ważnym elementem są tu wokale i nie chodzi tylko o śpiew samego lidera grupy (charakterystyczny, hulający po pięciolinii głos), ale również o czyściutkie harmonie wokalne Amber Coffman i Angel Deradoorian. Nie można też zapominać o pojawiających się tu i ówdzie smykach, bez których ciężko wyobrazić sobie np. najpiękniejszą piosenkę na płycie, „Two Doves”. Każdy utwór na „Bitte Orca” jest na swój sposób wyjątkowy, wszystkie prezentują wyrównany poziom (może jedynie zamykające krążek „Fluorescent Half Dome” odrobinę się dłuży, ale też ma swoje momenty), ciężko więc wskazać zdecydowanego lidera, murowanego kandydata na singiel. Na takowy został wybrany kąsający elektronicznym funkiem „Stillnes Is The Move”, ale przecież niczym nie ustępuje mu „Cannibal Resource” z jednym z najlepszych tegorocznych hooków w momencie, gdy Dave wyśpiewuje „Can it ask a question?/Can it sing a melody?”, a panie wchodzą z wokalnym dialogiem przewijającym się przez cały utwór. Ponad 6-minutowy „Useful Chamber” to kolejny błyszczący, muzyczny diament, w którego skrupulatnym opisie można zakopać się po uszy, a na tym pogodnym albumie jest przecież jeszcze „Temecula Sunrise”, rozśpiewane „Remade Horizon”, „The Bride” ze swoimi repetycjami…

Tagged: , , , , ,

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Zagraniczne rozmaitości (5) – Grizzly Bear, Dirty Projectors at .

meta