Zagraniczne rozmaitości (2) – The Whitest Boy Alive, Yeah Yeah Yeahs

18 Maj 2009 § 2 komentarzy

 

W bieżącej odsłonie „Zagranicznych rozmaitości” o zaskoczeniu, przebojach, niewykorzystanym potencjale i… polskich akcentach.

The Whitest Boy Alive „Rules”


Jak bardzo potrzebuję takich płyt! Album, który wypatrywali chyba tylko wtajemniczeni (i nie będę udawał, że zaliczałem się do tego grona), zero oczekiwań z mojej strony, tymczasem dostałem więcej, niż się spodziewałem. Ba, zupełnie nie rozumiem dlaczego recenzenci dość nieśmiało chwalą „Rules”, gdy tu, Proszę Państwa, trzeba zająć jednoznaczne stanowisko – ABSOLUTNIE NIE MOŻECIE PRZEGAPIĆ TEGOROCZNEGO KRĄŻKA THE WHITEST BOY ALIVE! Mój krzykliwy apel co prawda zupełnie nie przystaje do charakteru tej muzyki, ale obawiam się, że jeżeli ludzie obeznani już z „Rules” praktycznie nie wmuszą albumu norwesko – niemiecko – polskiej załogi słuchaczom, to pozostanie on zajawką garstki osób. Wysoki poziom kompozycji, ale zarazem nie przytłaczanie odbiorcy muzyczną erudycją, wyluzowane, bez jakiejkolwiek spinki granie, żywe instrumenty, za pomocą których The Whitest Boy Alive potrafią od czasu do czasu wygenerować dźwięki rozgrzewające parkiet do czerwoności – to jest to, co zdecydowanie lubię. Ale przecież mamy jeszcze na „Rules” świetny wokal Erlenda Øye (członek duetu Kings of Convenience, możecie go kojarzyć choćby z „Poor Leno” Röyksopp), ogromną przebojowość, spokojniejsze momenty (np. „Gravity”), małą dawkę melancholii („Rollercoaster Ride”), a czasem też taki tekst, jak „Freedom is a possibility only if you’re able to say no” w jednym z największych tegorocznych hitów, czyli „1517”. Prawdziwie orzeźwiające powietrze, które sprawia, że zakochuję się w muzyce na nowo. Tym bardziej miło, że na basie w The Whitest Boy Alive udziela się Polak Marcin Kozłowski (pod pseudonimem „Marcin Öz”).

Yeah Yeah Yeahs „It’s Blitz!”


Yeah Yeah Yeahs w kontekście zmieniających się w szalonym tempie mód, coraz to nowych hype’ów i zespołów, który nim dobrze nie zaistnieją na scenie, przestają interesować szerszą publiczność, są niczym weterani. Trzy longplaye (licząc z tegorocznym), tyleż samo EP-ek, dziesięć singli… Poprzedni album ekipy z NY, „Show Your Bones”, umieściłem na liście najlepszych płyt zagranicznych 2006 roku, przy okazji „It’s Blitz!” to się raczej nie powtórzy. Początek w postaci kipiącego energią, mocno syntezatorowego „Zero” jest znakomity, to niewątpliwie kolejny utwór, o którym będzie trzeba pamiętać przy układaniu listy ulubionych piosenek za bieżący rok. Niestety drugiego „Zero” w sensie przebojowości na tej płycie nie ma, a to słynne już, spokojniejsze wcielenie Karen O (tudzież Karen Orzołek) w postaci choćby „Skeletons” jakoś średnio mnie rusza. W „Heads Will Roll” słyszę Rihannę z jej, ekhm, utworu, który wielu nazywa hitem, a który to niebezpiecznie blisko nawiązywał linią melodyczną do „Blue Monday” New Order. Za jedną jeszcze tylko piosenkę obok „Zero” chciałbym dobrze zapamiętać tę płytę. To piękne, przestrzenne „Hysteric”, które w połączeniu z miażdżącym openerem pokazuje, że jednak można było. „Show Your Bones” porywało, „It’s Blitz!” pasuje jak sugeruje redaktor Chaciński na muzykę tła (pewnie też do auta – red. Chmielewski) i podobnie jak on nie mam wcale na myśli pejoratywnego znaczenia tego pojęcia. Ot, jest miło, leci sobie. Tyle że na tle znakomitej poprzedniczki to jednak krok w tył.

Tagged: , , , , , ,

§ 2 Responses to Zagraniczne rozmaitości (2) – The Whitest Boy Alive, Yeah Yeah Yeahs

  • eMjotKa pisze:

    To pewnie przez całkowite zabieganie, ale premiera The Whitest Boy Alive kompletnie mi umknęła. Po Twojej obiecującej recenzji na pewno dokonam zakupu. Póki co słyszałam wyłącznie „Gravity” – opisywane przez niektórych, jako najlepszy numer na całej płycie. Zobaczymy… Co do Yeah Yeah Yeahs mam podobne odczucia. Widziałam ich jakieś dwa tygodnie temu na kanapie u Gonzo (Zane Lowe) w MTV2 i nawet specjalnie nie umieli o tej płycie opowiadać. Czy nadaje się do auta?? Mam spore wątpliwości. Na potrzeby niedawno wydanej kompilacji War Child nagrali cover Ramones „Sheena Is A Punk Rocker”. I przy tym faktycznie dobrze się jedzie. Ale autostradą i bez ograniczeń prędkości. Tak na zupełnym marginesie….czy momentami videoclip do „Zero” tylko mnie przypomina „Paris Is Burning” Ladyhawke?

    • Cała płyta jest dobra, ale jak sam raz „Gravity” ma dużo lepszą konkurencję i oczywiście polecam całość. Co do wideoklipów to pytanie do tych, którzy są bardziej ode mnie obeznani w temacie – jakoś słabo kojarzę pierwszy, a drugiego bodaj w ogóle.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Zagraniczne rozmaitości (2) – The Whitest Boy Alive, Yeah Yeah Yeahs at .

meta