Festiwal Kultury Alternatywnej „ZdaErzenia” – Brakujący Element, Lublin, 25.10.2008

27 Październik 2008 § 2 komentarzy

Było zimno. I surowo. Słowem – alternatywa w alternatywie.

„ZdaErzenia” to festiwal, podczas którego można zapoznać się z różnymi dziedzinami sztuki. W tym tekście skupiam się jedynie na muzyce/koncertach, które odbyły się w sobotę i, jak się z czasem okazało, w niedzielę. Tegoroczna edycja „ZdaErzeń” trwała od 24 do 26 października, powyżej podałem datę rozpoczęcia drugiego dnia występów.

Organizatorzy faktycznie zgotowali publiczności alternatywę, a to za sprawą miejsca, gdzie odbywały się koncerty. Brakujący Element, to wbrew pozorom nie żaden nowy klub na mapie Lublina, tylko to, co pozostało po 5 Elemencie. Ascetyczne, chłodne wnętrze, ściany pokryte gasnącym graffiti, zniszczony sufit, ogromna przestrzeń oraz panujący w środku chłód. Specyficzna oprawa specyficznego wydarzenia.

Pierwsi rozpoczęli Katarzyna Pierzak i Kim_Nasung „Dialog”. Szmery, trzaski, szumy, uderzenia w gong, perkusję, wiązki potężnego hałasu generowane z laptopa – ich twórczość, to raczej sytuacja dźwiękowa, niż tradycyjnie pojmowana muzyka. Można się zapoznać, ale co wrażliwsi pewnie cierpieli, gdy ich zmysł słuchu był bombardowany przez solidną dawkę elektronicznego noise’u. Po nich na scenie stawił się zespół KERD. Warszawiacy mieszają różne style, które to zebrane razem można zaklasyfikować do post-rocka. Muzycy zaprezentowali dużo improwizowanego grania, co jest umownym określeniem, gdyż sam się zastanawiam, czy to już była improwizacja w czystej formie, czy może biegłe poruszanie się po skomplikowanych konstrukcjach utworów? Jak dla mnie zabrakło wyważenia. Nie mam nic do rozbudowanych form, ale pod warunkiem, że są jak wisienka na torcie, przy czym tortem jest melodia. Coś takiego, jak robią The Sea And Cake, ale rozumiem, że KERD przyjęli właśnie taką, a nie inną koncepcję grania.

Jako trzeci w kolejności wystąpił Psychocukier i nie będę ukrywał, że to właśnie na koncert łodzian czekałem najmocniej. Tym bardziej cieszy fakt, że muzycy zostali tak gorąco przyjęci przez lubelską publiczność, a to za sprawą energetycznego show i normalności bijącej od tej trójki. Jest w tym wszystkim co robią dużo żartu i dystansu, ale nie dystansowania się od słuchaczy. Rozpoczęli i zakończyli „Ametystem 104″, a poza tym na scenie wybrzmiały m.in. „Syreny”, „Harry J”, „Sonic Cave”, „Izrael Poznańsky” (ależ to jest hit) czy absolutnie wymiatająca na żywo „Bikiniarska potańcówka suto zakrapiana Jamajką”. Były okrzyki aprobaty, słowa Saszy Tomaszewskiego o tym, że to nie ostatni koncert w Lublinie, wreszcie spontaniczna reakcja publiczności, która zaczęła domagać się bisu zaraz po zejściu zespołu ze sceny. Żeby nie było za słodko, to muszę zaznaczyć, że takie wydanie Psychocukru (bardziej stoner rockowe, postawienie na dynamikę, właściwie zero noise’u) było odrobinę monotonne. Jednocześnie wydaje się stworzone do dużych, letnich festiwali i potężnego nagłośnienia.

Gdy na scenie pojawił się Jacek Lachowicz było już po północy i choć pora była skorelowana z moim nastawieniem, co do występu eks-muzyka Ścianki (spokojny, liryczny set), to dźwięki płynące ze sceny bynajmniej nie były przeznaczone wyłącznie do powolnego odpływania. Mało tego, nawet okrojony skład zespołu (artysta wystąpił jedynie z perkusistą Michałem Gosem) nie wpłynął na zaniżenie temperatury panującej na sali (co innego odczucie termiczne, t-shirt, bluza i kurtka – jeszcze nie zdarzyło mi się być w to wszystko ubranym podczas zadaszonego koncertu). Było i dynamicznie, i refleksyjnie, choć osobiście zapamiętałem najbardziej to pierwsze. „Nie ma mnie”, „Dookoła”, „Dnieje”, a na bis „Bad Potato” z pierwszej płyty trójmiejskiego muzyka zagrane dużo bardziej rockowo, niż w oryginale – to oczywiście nie wszystkie piosenki, przy których (dobrze) bawiła się publiczność. Nie jedyne, ale jedne z ostatnich, gdyż ten występ zamykał koncertową część tegorocznej edycji „ZdaErzeń”.

Podsumowując – z perspektywy fana muzyki móc zobaczyć i posłuchać na żywo Psychocukru czy Jacka Lachowicza za raptem 10 zł (tyle kosztował bilet na jeden dzień, natomiast karnet na trzy – 20 zł) jest świetną sprawą. Lublin potrzebuje takich wydarzeń, Lublin potrzebuje takiej muzyki.

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

§ 2 Responses to Festiwal Kultury Alternatywnej „ZdaErzenia” – Brakujący Element, Lublin, 25.10.2008

  • Mor pisze:

    „Lublin potrzebuje takich wydarzeń, Lublin potrzebuje takiej muzyki.” – wg. mnie zdaerzenia poszly za daleko w szukaniu „innosci” – jezeli racjonalnie podejsc do, fajnej przecież, inicjatywy jaką jest ten festiwal to prezentowanie artystów offowych do tego stopnia, ze na sali przemieszcza się mała garstka widzów, przyciągniętych ich twórczością, jest bezcelowe.

    Na ile powodem obecności części osób pod sceną był bilet wykupiony na „cały dzień”?

    Sorry za mały odjazd od tematu – tekst świetny, ale do tego przyzwyczaiłeś, więc trzeba łapać inne kwestie w komentarzach, pozdrawiam,

    Seba

  • Ale wiesz, to nie jest festiwal tylko muzyczny (nawet gdybyśmy obaj chcieli, by tak właśnie było;)), więc siłą rzeczy znaleźli się tam zapewne ludzie, którzy przyszli nie tylko na same koncerty. Może doczekamy się i muzycznego za jakiś czas.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Festiwal Kultury Alternatywnej „ZdaErzenia” – Brakujący Element, Lublin, 25.10.2008 at .

meta