Hercules and Love Affair „Hercules and Love Affair”

8 Wrzesień 2008 § 1 komentarz

Nie wiem. Może to kwestia innej szerokości geograficznej, może wychowania w innej kulturze muzycznej. Albo co innego. Fakt faktem, że wg zachodnich mediów płyta nowojorskiego kwartetu, to ścisła tegoroczna czołówka. Wg rodzimych już tak niekoniecznie.

Artyści tacy jak Donna Summer czy Bee Gees nie są elementem audialnej edukacji przeciętnego Polaka. Pewnie stąd bierze się taka różnica w ocenach HaLA (prawda, że dobry skrót?) między NAMI, a NIMI. Tylko czy „oni” nie mają trochę racji? Przyjrzyjmy się bliżej.

Na swoim długogrającym debiucie Hercules and Love Affair zapraszają nas do królestwa stroboskopów, tęczowych parkietów, dymu i srebrnych kul disco. Muzycy już na początku odkrywają najmocniejsze argumenty na odcinku „Time Will” – „Blind”. Opener stanowi mieszankę smacznego bitu, tanecznej nostalgii i wokalnego popisu Antony’ego Hegarty’ego (tak, właśnie TEGO), choć to dopiero w „Blind” wspina się on na wyżyny swoich umiejętności. Skoro już jesteśmy przy tym artyście, to każdy, kto słyszał go ten wie, jak to jest z jego manierą wokalną i barwą głosu. Albo kupujemy, albo zgrzytamy zębami.

Następny w zestawie, czyli „Hercules Theme”, to najmocniejszy punkt płyty. Żaden inny numer na tym LP nie ma tak naturalnego feelingu, takiej lekkości i pozytywnej wibracji w stanie czystym od pierwszej do ostatniej sekundy utworu. Te smyki wyjęte żywcem z epoki disco, te przeciągłe zaśpiewy, groove, funkujące trąbki (przede wszystkim funkujące trąbki), detale typu delikatne trącenia talerzy w końcówce, ach och. W „Hercules Theme” spotykam mojego nieistniejącego brata bliźniaka z pokaźnym afro na głowie, świecącej kamizelce i żółtych dzwonach. Polecam, polecam, polecam.

Dużo dobrego dzieje się w „You Belong” i następującej po niej „Athene”, ale bardziej w warstwie muzycznej, niż wokalnej. Możemy sobie jedynie wyobrazić, jakim „killerem” byłby ten drugi numer, gdyby tylko podbić go bardziej energetycznym śpiewem (bo bit jest wymarzony). Pod numerem piątym znalazł się pierwszy singiel, rzecz, dla której wielu straciło głowę, czyli „Blind”. Z początku nie rozumiałem głosów zachwytu, z czasem jednak doceniłem ekwilibrystykę wokalną Antony’ego, co zaś tyczy się dźwięków, to jest całkiem ok, tylko czemu w wideoklipie (a i pewnie w ogóle na singlu) nie ma tej mocarnej końcówki? Pewnie to przez te 6:18 utworu, na którym mógłby się właściwie skończyć ten album. Ciśnienie spada, ekspres wyhamowuje. Beznamiętnie mijamy kolejne muzyczne krajobrazy („Iris”, „Easy”), coś tam zaczyna się dziać na horyzoncie przy „This Is My Love”, figlarnym „Raise Me Up”, ale tak naprawdę, to dopiero w rozbujanym, rozśpiewanym closerze „True False / Fake Real” wracamy na odpowiednie tory.

Gdyby ograniczyć debiut HaLA do 6 najmocniejszych utworów, znalazłoby się pewnie więcej osób przybijających piątkę DFA Records za ten album, jednak „jaki koń jest każdy widzi”. Tymczasem po listopadowych koncertach Hercules and Love Affair w Krakowie i w Warszawie może okazać się, że w żyłach rodaków jednak pulsuje odrobina gorącej, dyskotekowej krwi, ale w tym klasycznym rozumieniu disco i parkietu. Kto wie, nigdy nic nie wiadomo.

Posłuchaj

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , , , ,

§ One Response to Hercules and Love Affair „Hercules and Love Affair”

  • patysmen pisze:

    Kawałki z Antonym dla mnie jak najbardziej na plus (ja zdecydowanie kupuję ;)), reszta juzż taka bardziej średnia. Ale solidna, nie ma co.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Hercules and Love Affair „Hercules and Love Affair” at .

meta