Płyny „Rzeszów – St. Tropez”

28 Lipiec 2008 § Dodaj komentarz

Grafika na płycie CD najnowszej produkcji Płynów przedstawia różne elementy, od samolotu po żyrafę. Taki też jest ten album – mozaika skrząca się kalejdoskopowymi barwami.

Na drugiej płycie warszawiacy w dalszym ciągu eksplorują charakterystyczne dla siebie patenty, czyli podróż po stylach muzycznych i kpiarski ton tekstów. „Rzeszów – St. Tropez” jest dość wyrównanym longplayem. Zaczyna się od ody do jazdy na rowerze i czerpania radości z małych rzeczy, czyli „Rower Kosmos” (w ogóle słowo „kosmos” sponsoruje ten album, pojawia się w kilku numerach). W tym miejscu warto wspomnieć o zapadającej w pamięć barwie głosu wokalisty Igora Spolskiego i bardzo sprawnym operowaniem przez niego rodzimym językiem (niezwykle dźwięcznie brzmiące głoski, polecam wersy: „A pod Mostem Poniatowskim słońce pływa, papierosa pale tam albo pale dwa/Gdy nadchodzi znów niedziela cała jesteś w psychodelach, a twój bike, to mój bike”). W warstwie muzycznej królują tu pogodne trąbki, dzwonki oraz saksofon. „Uniwersam Grochów” wycisza, przykuwa uwagę dialogiem wokalnym Igor Spolski – Kasia Priwieziencew oraz lekko tajemniczym nastrojem, zaś „Marta” jawi się, jako rzecz w stylu „nasza klasa (Nasza-Klasa?) po latach” (tekstowo oczywiście, bo jeśli chodzi o dźwięki, to króluje tu funk okraszony gęsto trąbkami).

Dostaje się metroseksualistom z zacięciem fryzjerskim („Metrosexuality”), lekki prztyczek w nos indie młodzieży też się znalazł: „Dzisiaj wieczorem chcę uwolnić z tobą kosmos/Chcę słuchać zespołów na the i tańczyć z tobą” albo „Patrzę na ciebie i myślę, jak masz na imię/I o co cię najpierw zapytam piękna dziewczyno/Czy jesteś na Gronie, czy wolisz old-school, czy vintage?/Czy myślisz, że polskie zespoły chcą być indie?” (krautrockowe „Indie”). Płyny kpią w tej piosence oczywiście nie z samego nurtu, ale ludzi, którzy traktują go powierzchownie poprzez skupianie się tylko na ubraniu i imprezach z modną aktualnie muzyką, bo „przecież brytyjskie zespoły są tak spoko”. Mamy jedną piosenkę zaśpiewaną po francusku („Etui”) oraz dwie po angielsku (prześmiewczy już w samej warstwie muzycznej „Communication Breakdown” oraz reggae’ujący „Nollywood”). Tekst tej pierwszej ciężko znowu traktować inaczej, niż z przymrużeniem oka podobnie jak, ekhm, no chyba wideoklip! Jeśli zaś chodzi o dwa pozostałe, to już Wam pozostawiam zabawę w odkrywaniu „traum” bohatera „Communication…” oraz historii mieszkańca Nigerii, Kosmos (a nie mówiłem, że słowo-sponsor?). I byłoby tak wesoło, beztrosko, leciutko już do końca gdyby nie „Warszawa Wschodnia”.

Powiem szczerze – ten kawałek i przedostatni „Dalekie są kraje” mógłby być zakończeniem naprawdę wyrazistej płyty w dziejach polskiej fonografii, ale po kolei. W „Warszawie Wschodniej” atmosfera wyraźnie gęstnieje. Na pierwszy plan wybija się akordeon, smutno-melancholijny nastrój no i ten tekst: „Tutaj w każdej bramie straszą co dzień straszni prażanie/Na Otwockiej Fabryka Trzciny, a w niej piękne dziewczyny/Wietnamczycy mają domy w starej kamienicy, a Rosjanie sprzedają Rosję po kawałku na straganie” i dalej: „Eurazja/Europa to czy Azja?/Tydzień tu podobny do tygodnia, ta Warszawa jest naprawdę wschodnia”. Każdemu, kto choć trochę poznał wschodnią Polskę niejedna łezka zakręci się w oku po usłyszeniu tej piosenki. Muzycy Płynów jednak nie pozostawiają słuchacza z uczuciem smutku i odpalają prawdziwą torpedę pod postacią „Dalekie są kraje”. Abstrakcyjny tekst oparty na fragmentach wierszy Edwarda Leara, kipiący okołorównikową pulsacją podkład, wprost zaraźliwa energia, Voo Voo w najlepszej formie, pierwsza 10 polskich piosenek roku. To będzie hit. Refren: „Dalekie są kraje i bliskie są kraje, gdzie ludzie pędzą życiem” ma szansę śpiewać tego lata pół kraju, wystarczy go tylko porządnie wylansować, trust me. Całość wieńczy raczej żart muzyczny pod tytułem „Difficult Listening” (cóż, tytuł mówi wszystko).

Czego zabrakło? Debiut wygrywa jednak w moim subiektywnym odczuciu przebojami 3:2 („Limassol”, „Warszawska plaża”, „Ne positiva situacjone”). Z drugiej strony „Rzeszów – St. Tropez” nie jest zbudowany na tak często przecież spotykanym schemacie „jeden hit i kilka wypełniaczy”, co w dużej mierze jest zasługą Szymona Tarkowskiego, autora muzyki, autora i współautora kilku tekstów oraz mózgu zespołu. Jest zatem czym się cieszyć. I czego słuchać.

Posłuchaj

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Płyny „Rzeszów – St. Tropez” at .

meta