Morcheeba – Festiwal Muzyki „Strefa Inne Brzmienia. Lublin – Lwów”, Lublin, 12.07.2008

14 Lipiec 2008 § Dodaj komentarz

Koncert Morcheeby, zapowiadany, jako największe wydarzenie lubelsko-lwowskiego festiwalu okazał się dowodem na to, że pierwsze wrażenie bywa czasami mylące.

W sobotni wieczór w Lublinie było gorąco i parno, co w kontekście pogody w pozostałej części kraju mogło zwiastować potężną burzę w trakcie koncertu lub w dalszym ciągu saunę. Tak źle i tak niedobrze. Zastanawiała lokalizacja sceny – na lubelskiej starówce, tuż obok Trybunału Koronnego wciśnięta pomiędzy zabytkowe kamienice. Cena biletów (99 zł), mała jak na występ zagranicznej gwiazdy, ale całkiem spora, jeśli brać pod uwagę region i fakt, iż w związku z wakacjami 1/3 miasta wyjechała (czyli studenci) nie nastrajała optymistycznie co do frekwencji i faktycznie – jeszcze kilka minut przed występem Morcheeby była ona przerażająco niska. Dość powiedzieć, że Ross Godfrey na teren festiwalu przemknął wśród ludności praktycznie niezauważony, nienagabywany o autograf czy rozmowę. Potem jednak na scenie pojawił się sześcioosobowy skład i zaczął się koncert.

Są takie występy, które choć ściągają największe gwiazdy muzyki i tłumy odbiorców, nie elektryzują. Są też takie, które wg racjonalnych przesłanek powinny zakończyć się katastrofą, tymczasem jest zupełnie na odwrót. W sobotni wieczór między Brytyjczykami a lubelską publicznością była chemia. Pierwsi wyluzowani, z uśmiechami na twarzach, ewidentnie zadowoleni i troszeczkę oszołomieni tak gorącym przyjęciem. Drudzy – zaskoczyli z kolei mnie. Okrzyki aprobaty, rzęsiste brawa pomiędzy utworami, które ucichały w jednej sekundzie, gdy zespół zaczynał grać, taniec, nieśmiałe pląsy, uśmiechy na twarzach. Poza tym pełen przedział wiekowy, ale odbiór muzyki jednorodnie pozytywny.

Morcheeba sprawę hitów załatwiła na samym początku grając już jako drugie, oczywiście entuzjastycznie przyjęte przez publiczność „Otherwise”. Cały set na szczęście nie okazał się promocją ostatniej tylko płyty „Dive Deep”, którą reprezentowały przede wszystkim singlowe „Enjoy the Ride”, „Gained the World” czy zaśpiewane przez basistę Bradleya Burgessa „Run Honey Run”. Dużo było starszych numerów m.in. znane z „Big Calm” „The Sea”, „Trigger Hippie”, „Over and Over” z wejściem ciężkiego bitu po pierwszej zwrotce, „Blindfold”, „Part of the Process” czy chyba najbardziej żywiołowo przyjęte przez publikę „The Music That We Hear (Moog Island)”. W pewnym momencie w powietrze wystrzeliły parasolki, zaczął padać deszcz. Na szczęście pogoda nie zniszczyła tego wieczoru i po kilku minutach wszelką ochronę przed zmoknięciem można było schować. Z resztą sam band podtrzymywał temperaturę – tu szczególne słowa uznania dla wokalistki Mandy. Wiadomo, że nie jest łatwo zastąpić charyzmę i ciekłokrystaliczny głos Skye Edwards. Francuzka kipi energią na scenie, czaruje urokiem osobistym i ma bodaj najbardziej zbliżoną barwę głosu do Skye ze wszystkich wokalistek, które pojawiły się w Morcheebie po jej odejściu. Reszta zespołu również w formie, a Ross wycinał całkiem zgrabne solówki na gitarze. Tym samym wiadome było, że fani wyciągną skandowaniem „Mor-chee-ba” zespół na bisy, na których wybrzmiały m.in. zaśpiewane po francusku przy akompaniamencie gitary akustycznej „Au-delà” (jakiś widz nie wytrzymał i krzyknął ekstatycznie do artystów, czym wywołał uśmiech na twarzy Rossa) i oczywiście roztańczony überhit „Rome Wasn’t Built in a Day”. W sumie zespół zagrał mniej więcej półtorej godziny. Prywatne rozczarowania? Tylko jeden utwór z „Charango”.

Lokalizacja koncertu okazała się udanym posunięciem. Otwarta przestrzeń, ale jednocześnie bliskość starych kamienic wywołuje wrażenie, jakbyśmy byli w jakimś zabytkowym pałacu z otwartym dachem. Mury bardzo ładnie zbierały dźwięk, a nad sceną górowała Wieża Trynitarska. Cena biletów spowodowała to, że na Morcheebę przyszli ci, którzy autentycznie chcieli tam być, co było widać po reakcji zgromadzonych na placu ludzi oraz po twarzach muzyków. Z resztą w pewnym momencie Ross Godrefy (wznoszący co jakiś czas toasty z kubeczka z wiadomym raczej płynem i z butelek Budweisera) rzucił do ludzi, iż chciałby być wśród nich i zamiast grać, bawić się tak jak oni tego wieczora.

Za pomoc przy opracowywaniu relacji i zdjęcia dziękuję Kamili.

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Morcheeba – Festiwal Muzyki „Strefa Inne Brzmienia. Lublin – Lwów”, Lublin, 12.07.2008 at .

meta