Renton „Take-Off”

31 Maj 2008 § 1 komentarz

„Renton dał radę”. Już po kilkukrotnym przesłuchaniu debiutanckiego LP Warszawiaków wrzuciłem powyższe stwierdzenie na opis na GG. Brzmi młodzieżowo? To dobrze, bo właśnie taka jest ta płyta.

Nie miałem większych oczekiwań, jeśli chodzi o pierwszy album Rentona. Ot, zespół działający nie od wczoraj (czyt. nie powstały na fali „mody na indie”), mający na koncie kilka fajnych piosenek i dużo, dużo pozytywnej energii. Pewnie dzięki temu „Take-Off” jest dla mnie zaskoczeniem in plus. Przede wszystkim chłopaki z Rentona dołożyli starań, by stworzyć wyrównane wydawnictwo. Większość piosenek śmiga na poziomie „dobry/bardzo dobry” i ciężko znaleźć typowe zapchajdziury. Na pewno takimi nie są wbrew pozorom spokojniejsze momenty, czyli „Drifted” i „What’s Not Growing”. Wyobrażacie sobie płytę złożoną z samych energetycznych, pogodnych piosenek? Byłoby to na dłuższą metę męczące, a tak te dwa raptem utwory (spośród trzynastu ogółem) pozwalają złapać oddech podczas dość intensywnego maratonu, jaki funduje „Take-Off”.

Kolejną rzeczą, jaka punktuje na korzyść Rentona jest fakt, iż najjaśniejszymi momentami na płycie wcale nie są tylko i wyłącznie dobrze znane publiczności „Hey Girl” i „3 Days”, nota bene obydwa zmienione w stosunku do pierwowzorów. Pierwszy ma inną konstrukcję i dzieje się w nim więcej w tle, niż w „starym” „Hey Girl”, z kolei figlarne „3 Days” zyskało m.in. latynoski sznyt (ta gitarrra!) i psychodeliczną końcówkę. Najlepiej słucha się jednak nowych numerów, które gdybym nie wiedział, że mam do czynienia z polskim bandem, uznałbym za produkcję zachodnią – „No Milk” i „This Is Not the End”. Poetyka słów „On your skin shining little milky pearls/If you let me count them I’ll be in heaven” zostaje sprowadzona na ziemię refrenowym „I just can’t help myself from thinking about you naked”, a całość wieńczy falsetowa końcówka rodem z disco (choć „No Milk” to oczywiście gitarowy zamiatacz parkietu). „This Is Not the End” powinno z kolei stanowić wzór dla innych polskich kapel, jak pisać dobre, nośne refreny, z resztą też i samej architektury utworu mogłyby się co niektóre od Rentona uczyć. Reszta kompozycji, jak wspomniałem wcześniej prezentuje wyrównany, dobry poziom. Warto wspomnieć jeszcze o charakterystycznym głosie i feelingu wokalisty Marka Karwowskiego oraz o świetnej produkcji albumu – to wszystko oczywiście na poczet plusów.

„Take-Off” przypomina rozbrykane dziecko – jest radosne, zaczepne i rozrabia. „Take-Off” powinno trafić do tych słuchaczy, którzy nie zniszczyli w sobie dystansu i młodzieńczej witalności. „Take-Off” jest świetnym kompanem do poruszania się po mieście ze słuchawkami na uszach, zwłaszcza przy tej porze roku. Dobra letnia impreza bez Rentona? Nie wyobrażam sobie.

Posłuchaj

Tagged: , , , , , , , , , , , , ,

§ One Response to Renton „Take-Off”

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Renton „Take-Off” at .

meta