Cool Kids Of Death – Kozienalia, Lublin, 17.05.2008

19 Maj 2008 § 3 komentarzy

Przyznaję – zdarza mi się umniejszać rangę koncertów juwenaliowych. Występy za darmo, często przypadkowa publika, taki sobie zestaw artystów itd. Po sobotnim koncercie Cool Kids Of Death będę musiał zmodyfikować mój punkt widzenia.

Rozpoczęli tak jak i na najnowszej płycie, czyli od „Mamo, mój komputer jest zepsuty”. To jednak świetny opener – gdy uderzył we mnie ten agresywny bit i potężna ściana dźwięku, to od razu zrobiło mi się miękko w kolanach. Następnie, bodajże do wysokości „Spalin”, poleciał zestaw piosenek z „Afterparty”, w tym, dość nieoczekiwanie, „Ciągle jestem sam”. Zaskoczeniem na pewno był fakt, że utwory, które albumowo są takie sobie lub po prostu dobre, koncertowo tego wieczoru wymiatały – „Armia zbawienia”, „Bal sobowtórów”, „Hej chłopcze” czy „Generacja nic”. Te dwa ostatnie zagrane po sobie były punktem kulminacyjnym sobotniego koncertu. Ekspresyjnie wykonane „Hej chłopcze” zostało zwieńczone niezłym noisem a la Sonic Youth, w „Generacji nic” natomiast wokaliście Krzyśkowi Ostrowskiemu udało się odpiąć (nie po raz ostatni tego wieczora) mikrofon od wzmacniacza – wszystko przez opętańcze pląsy, w które się wdawał podczas śpiewania.

W tym miejscu należą się słowa uznania dla chłopaków, bo mimo tego, że publika dopiero powoli się zbierała i było jeszcze jasno, to Łodzianie absolutnie nie grali na pół gwizdka. Wręcz przeciwnie, z każdym kolejnym numerem było co raz ekspresywniej i co raz agresywniej. „Spaliny”, „To nie zdarza się nam”, „Piosenki o miłości”, dwukrotnie zagrane tego wieczoru „Afterparty”, może trochę mniej „Butelki z benzyną i kamienie” (choć jak można było się spodziewać świetnie przyjęte przez publiczność), wykonania tych utworów pozostały w pamięci. Nic dziwnego, że panowie zostali wywołani na bisy, na których zagrali m.in. „Radio miłość” oraz „Uważaj”, w którym klawiszowiec Kamil Łazikowski złapał za trzecią gitarę (czwartą, jeśli liczyć bas).

Uczciwie trzeba przyznać, że mało urozmaicony repertuar CKOD sprawił, że pod koniec wkradło się znużenie. Co z tego, skoro Łodzianie są jak burza tropikalna – uderzają gwałtownie, szybko i znikają pozostawiając po sobie niezatarty ślad. Choć można polemizować, co do zawartości ich płyt, tak po raz kolejny udowodnili, że są świetnym (zgranym!) koncertowym składem.

Zdjęcia autorstwa Krzysztofa Kilara.

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

§ 3 Responses to Cool Kids Of Death – Kozienalia, Lublin, 17.05.2008

  • sivi pisze:

    no i narobiłeś mi teraz smaka na ich koncert ;p

  • santamon pisze:

    od siebie mogę dodać, że nie przejmowali się tym, że nagłośnienie nawało, a dokładniej dźwiękowcy, klawiszy nie było prawie słychać (ani gitary Łazikowskiego), jestem pełen podziwu, że po prostu parli dalej (oznaka profesjonalizmu?). Pamiętam, że w Afterparty jedną partię klawiszy… zanucił gitarzysta.
    pozdrowienia (na bloga trafiłem przez google)

  • dev_artrosis pisze:

    tego wieczoru dobra była riposta Ostrego ; ] pogo było bardzo dobre

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Cool Kids Of Death – Kozienalia, Lublin, 17.05.2008 at .

meta