10 lat „Moon Safari”

16 Luty 2008 § 2 komentarzy

Rzęsisty deszcz rozbijający się o taflę wody, późny wieczór/noc. Z ciszy powoli wyłania się spokojny bit, a po nim kolejne warstwy klawiszy generowane z różnej maści syntezatorów. Na pierwszy plan wybija się solo na organach przywołujące skojarzenia z niejakim Rayem Manzarkiem. Kolejne faktury dźwięków zagęszczają piosenkę, wreszcie pojawiają się hand clapy, które towarzyszą nam już do końca tego w całości instrumentalnego utworu. „La femme d’argent” to zaprzeczenie typowego open tracka – leniwy, ale zwarty i spójny wewnętrznie trwający ponad 7 minut numer, czyli zagranie, na które w tym miejscu mogli sobie pozwolić tylko najwięksi.

Jean Benoit-Dunckel i Nicolas Godin. Zanim zaczęli razem działać jako Air, pierwszy studiował matematykę, drugi architekturę. Wcześniej wraz z kilkoma innymi muzykami grali w zespole o nazwie Orange. W momencie ukazania się „Moon Safari” obaj mieli po 29 lat.

Intensywny, charakterystyczny motyw rozpoczyna piosenkę. Wchodzi perkusja i zmysłowo przeciągane słowa „sexy boy” – tak brzmi refren pierwszego singla z „Moon Safari”. Z kolei zwrotka „Seksownego chłopaka” to erotyczna gra ledwie muskanych klawiszy i witalnego, nadającego numerowi drapieżności basu. Kontrast delikatnie w zwrotce, intensywniej w refrenie zostaje dopełniony solo na moogu i jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, to w tym momencie zostały one rozwiane. „Sexy Boy” to najwspanialsza audio-ilustracja dwójki kochanków, jaką mógł przynieść schyłek lat dziewięćdziesiątych.

Air, czyli w tłumaczeniu na polski „powietrze”. To jedna z możliwych interpretacji nazwy zespołu. Tą bardziej odpowiadającą prawdzie, jest rozwinięcie pierwszych liter układających się w wyraz „Air” w „Amour”, „Imagination”, „Reve”, a więc „miłość”, „wyobraźnię”, „sen/marzenie”.

„All I Need” jest jednym z utworów, dzięki którym najmocniej odżywają moje wspomnienia z lat dziecięcych. Właśnie wtedy zgłębiałem fenomen telewizji kablowej, a Viva i MTV bardzo często puszczały video do wspomnianego singla (dziś ciężko uwierzyć, że takie piosenki jeszcze 10 lat temu były hołubione przez stacje muzyczne). Wstęp zagrany na korgu, czyli rzecz, która jest równie mocno zapisana w mojej pamięci, co i pierwszy pocałunek, wyznanie pięknie zaśpiewane przez Beth Hirsch z równie mądrymi, uniwersalnymi, co i oczywistymi słowami-prawdami: „All in all there’s something to give / All in all there’s something to do / All in all there’s something to live / With you…”, no i te końcowe takty bezczelnie zgapione przez rodzimych hip hopowców (kto słuchał polskiego hh w tamtych czasach bez trudu odgadnie których). Takie rzeczy były wtedy „modne”, szok jak wiele się zmieniło, gdy o tym głębiej pomyśleć.

„Moon Safari” był pierwszym albumem wydanym przez Air. Za debiutancki album nie należy raczej uznawać „Premiers Symptomes”, który to ukazał się wprawdzie wcześniej, bo w 1997 roku (reedycja w 1999 r.), ale zawierał jedynie luźny zbiór singli z początków działalności francuskiego duetu.

Rozbiegane oczy publiczności, dwójka dziewczyn zaciekle grających w ping ponga na jakimś turnieju, przebitka na Jeana i Nicolasa, którzy grają na konsoli w kultowego Ponga. Czemu Kelly (jedna z zawodniczek) „ogląda gwiazdy”? Zobaczcie sami, jeśli spędziliście lata 90 odłączeni od telewizji i nie widzieliście jakimś cudem kolejnego katowanego wówczas przez stacje singla Air. Singla zmienionego w warstwie muzycznej w stosunku do wersji albumowej, dodajmy. „Kelly Watch the Stars” z „Moon Safari” brzmi lepiej, niż ta sama piosenka z wideoklipu. Jest przede wszystkim soczystsza, bogatsza w instrumenty, przez to cieplejsza, a i potencjał hookowy ma lepszy. Kolejny bezbłędny utwór na bezbłędnej płycie.

Gitara basowa, perkusja, mini moog, tamburyn, rhodes, instrumenty smyczkowe, organy, fortepian, korg MS20, gitara akustyczna, flet poprzeczny, gitara elektryczna, wurlitzer, vocoder, casiotone, cymbałki, clavinet, harmonijka, tuba, mellotron – to instrumenty użyte na „Moon Safari”, efektów nawet nie próbuję liczyć. Dzięki nim debiutancki longplay Francuzów, choć jest nowocześnie zaaranżowany, brzmi tak bardzo retro.

Spalona słońcem preria, niebo zachodzi szkarłatem kończącego się dnia, a nad ziemią unosi się piach wydobywający się spod końskich kopyt. „Talisman” od zawsze kojarzył mi się z archetypową sceną z większości westernów, wiecie, oto na swym rumaku w kierunku widnokręgu pędzi samotny jeździec. Jeśli przyjąć takie porównanie, to z każdym taktem ta jazda jest coraz szybsza, bardziej dynamiczna, a uczucia pędu i pełnej swobody, które towarzyszą takiej chwili zostają uchwycone w „Talismanie” przez mistrzowskie partie zagrane na syntezatorach.

W 1998 roku media zaczynały powoli kierować swój wzrok w stronę odnoszących coraz większe sukcesy hip hopowców. Wtedy (jeszcze) mainstreamowe wydawnictwa z tego gatunku godziły w przeważającej części wysoki poziom artystyczny z solidną ilością sprzedanych egzemplarzy. Nie był to czas, w którym Air mogło startować z uprzywilejowanej pozycji, mimo że sukcesy odnosili tacy wykonawcy, jak Tricky czy Morcheeba, to jednak byli to muzycy z trochę innej bajki. W tym kontekście nie dziwi zachowawcze 7.9 od Pitchforka (wydane 6 lat później „Talkie Walkie” zostanie ocenione na 8.3), jednak większość krytyków rozpływała się w zachwytach nad talentem Francuzów, a „Moon Safari” wylądowało w czołówce wielu podsumowań za rok 1998.

„Remember together, remember forever” – zapamiętaj tę chwilę, gdy jesteśmy razem, zapamiętaj ją na zawsze. Refleksyjne „Remember” może odnosić się do chwil spędzonych razem przez parę zakochanych ludzi, ale równie dobrze może ewokować obrazek przedstawiający przyjaciół, którzy właśnie przeżywają wspólnie coś dobrego, coś, co utkwi w ich pamięci do końca życia lub… Ciebie i mnie słuchających „Moon Safari”. „Souviens toi ce jour-là, toi et moi” – zapamiętaj ten dzień, ty i ja.

„Moon Safari” zachwyciło nie tylko krytykę. Album sprzedawał się świetnie na całym świecie, duet zaczął podbijać również listy przebojów w Stanach Zjednoczonych, tam też jesienią 98 r. dał koncert w kolebce grunge, Seattle. Ponadto zespół został zaproszony do legendarnego brytyjskiego programu Top of the Pops, a pod koniec roku rozpoczął trasę koncertową po Europie. W rodzimej Francji Air triumfowali m.in. w plebiscycie „Victoires de la Musique” w kategorii najlepszy album techno/dance, a ich krajanka i znana diva Francoise Hardy nagrała piosenkę Jeana i Nicolasa, „Jeanne” (pochodzącą z B-side’u singla „Sexy Boy”).

Majaczące, ledwie zaznaczone muzyczne tło oraz delikatny, piękny i kruchy zarazem niczym porcelana głos Beth Hirsch: „How’d you do it? How’d you find me? / How did I find you? / How can this be true? / To be held and understood”. „You Make It Easy” to chyba najbardziej wyciszona piosenka na „Moon Safari”, a na pewno najbardziej poruszająca. Jednocześnie jest to kolejny namacalny dowód geniuszu Jeana Benoit-Dunckela i Nicolasa Godina, czyli jak napisać nowoczesną piosenkę retro, zagraną na klasycznych instrumentach, a mieszczącą się w szufladce z napisem „elektronika”.

Po „Moon Safari” Air nagrali jeszcze 4 albumy – „The Virgin Suicides”, „10 000 Hz Legend”, „Talkie Walkie” oraz „Pocket Symphony”. Osobną kategorię stanowi płyta „Everybody Hertz”, która to zawiera remixy z „10 000 Hz Legend” w większości wykonane przez innych, znanych artystów (m.in. Modjo czy The Neptunes). W tej dyskografii znajdują się momenty zarówno lepsze („Walkie Talkie”), jak i mocno krytykowane („Pocket Symphony”). Poza tym Air uczestniczyli w tak oryginalnych projektach, jak nagranie płyty-słuchowiska opartego na książce Alessandro Baricco „City Reading-Tre Storie Western” i współpracowali z innymi muzykami (płyta „5:55″ Charlotte Gainsbourg, córki Jane Birkin i Serge Gainsbourga). Nie należy zapominać również o solowym albumie Jeana nagranym przez niego w 2006 roku pod pseudonimem Darkel. Repertuar Air bywa coverowany przez innych artystów, np. wersję „Sexy Boy” Franz Ferdinanda można znaleźć na stronie B singla „Walk Away” szkockiej grupy.

Promyki słońca wpadają przez okno i nie dają nam spać ani chwili dłużej. Natura budzi się do życia, rozpoczyna się kolejny wiosenny dzień. Pogodna partia zagrana na tubie nie pozostawia wątpliwości, że to będzie dobry dzień. Dziś możesz spróbować zrealizować ambitne plany, które od dawna chodziły Ci po głowie – jest szansa, że wszystko się uda. „Ce matin-là” jest jak całe „Moon Safari”, tylko jeszcze „bardziej” – nie spotka Cię tu nic złego, nieprzyjemnego, smutnego. Możesz im zaufać.

Twórczość Air jest silnie związana z kinem. Szczególnie mocno współpracują z amerykańską reżyserką Sofią Coppola – ich piosenki wchodziły na większość ścieżek dźwiękowych do jej filmów, a płyta „The Virgin Suicides”, to przecież nic innego, jak muzyka do obrazu Coppoli pod tym samym tytułem. Ponadto wiele piosenek Jeana i Nicolasa powstało z inspiracji kinem. „Le voyage de Penelope”, „Cassanova ‘70″, to nazwy filmów, a Kelly z „Kelly Watch the Stars” pojawiła się w wyniku fascynacji dwójki Francuzów postacią z serialu „Aniołki Charliego” graną przez Jaclyn Smith.

Leniwie, jakby od niechcenia trącane struny akustycznej gitary, jeszcze bardziej „rozlazłe” klawisze, bit będący zaprzeczeniem rozkwitającego wówczas „French touch” i przemykające w tle odgłosy bawiących się dzieci. W 3:17 i 3:32 spadają jakieś dziwne, elektroniczne komety. „My baby blue is a new star in the sky” przewijające się przez cały track. Na początku 5 minuty znowu harmider rozbawionych maluchów. „New Star in the Sky (Chanson pour Solal)” to już ostatni „powrót do przeszłości” na „Moon Safari”.

Do źródeł inspiracji Air często wrzuca się wykonawców z gatunku „oczywistych”, jak np. Jean Michel Jarre czy Vangelis. Sami artyści swoich „ojców chrzestnych” upatrują jednak w kim innym: „Przypuszczam, że nasze inspiracje, to współcześni kompozytorzy, jak Philip Glass czy nawet muzycy klasyczni z początku XX wieku, jak Ravel lub Erik Satie” mówi Jean. Odcinają się również od wrzucania ich do jednego worka z wykonawcami pokroju Daft Punk czy Cassius: „Coraz bardziej staramy się odejść od brzmienia pop. Nie mamy nic wspólnego z DJ-ami, ponieważ jesteśmy czystej krwi muzykami. Nasza muzyka eksploruje bardziej harmonię, niż rytm” przyznaje artysta.

Penelope to najatrakcyjniejsza kobieta w całym lokalu. Piękna, seksowna, rezolutna, wyniosła. Wszyscy mężczyźni oglądają się za nią, ale ona ich nie dostrzega. Możesz zabiegać o jej względy, ale i tak to nic nie da, bo to ona ustala reguły gry i wybiera sobie kochanków. Mimo, że wiesz, iż igrasz z ogniem ciągnie Cię do niej, jak ćmę do światła… „Le voyage de Penelope” kończy kosmiczne safari z Air pozostawiając słuchacza z poczuciem audialnego spełnienia.

W 1998 roku Francuzi mieli powody do dumy z jeszcze jednego powodu. Na przełomie czerwca i lipca odbyły się w tym kraju Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Impreza była perfekcyjnie zorganizowana, mecze toczone na wysokim poziomie, a w finale reprezentacja „Tricolores” pokonała jedenastkę Brazylii 3:0 po dwóch golach Zinedine Zidane’a i trafieniu Emanuela Petit.

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

§ 2 Responses to 10 lat „Moon Safari”

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading 10 lat „Moon Safari” at .

meta