Stars & wannabes: Primal Scream vs. Kasabian

10 Luty 2008 § Dodaj komentarz

 

„Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No… To… Poprzez… No reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę” (Mamoń, „Rejs”).

Miliony sprzedanych płyt, tłumy na koncertach, rzesza rozhisteryzowanych fanek kochających Ciebie platoniczną miłością, kawior, szampan, wakacje na Seszelach. Fajnie? Fajnie. Wielu by tak chciało. W dobie nieustającej konkurencji na sukces trzeba zapracować, a często i to nie pomaga, chyba że… Gdy nie ma gwarancji na własny fan club i lądującą na scenie damską bieliznę najlepiej jest podążać sprawdzoną ścieżką. Zamysł jest prosty – znajdujesz zespół, który swego czasu redefiniował pojęcie „muzyka”, którego młody słuchacz może nie pamiętać, ale który zarazem ma szansę do niego trafić. Następnie poznajesz jego dyskografię, stylizujesz siebie i swoich ziomków na protoplastów i pozostaje już tylko opowiadanie w wywiadach, że „nigdy nie słyszeliśmy kapeli X, no może kilka piosenek…”. Z dużym prawdopodobieństwem zostaniesz królem następnego rozdania. Tak właśnie postępują wannabes.

Ten tekst nie ma na celu dissować jakiś konkretnych wykonawców, proponuję go traktować raczej jako zabawę. Wybór jest subiektywny i wszelkie nici podobieństwa również, choć nie da się ukryć, że spokojnie dałoby się sporządzić katalog punktów wspólnych. Być może dzięki temu tekstowi (i innym w przyszłości jeśli inicjatywa spotka się z pozytywnym odbiorem) część z Was pozna kilka nowych, ciekawych kapel i to zarówno z kręgu stars, jak i wannabes. Koniec końców i przy naśladowcach można się dobrze bawić. Na początek pojedynek imprezowo-używkowy, czyli Primal Scream vs. Kasabian.

Star: Primal Scream

Legenda, jeden z najważniejszych zespołów lat 90. Mieszali w swoim graniu już chyba wszystko – rock alternatywny, rock and roll, house, techno, psychodele, pop, a wokalista Bobby Gillespie bębnił w latach 80 w shoegaze’owym The Jesus and Mary Chain. Ich muzyka jest jak sałatka warzywna zrobiona przez eksperymentującego kucharza – dużo tu składników pozornie do siebie nie pasujących, jednak całość trzyma się kupy i smakuje wybornie. To właśnie odwagą w zestawianiu ze sobą tak odległych wydawałoby się od siebie rzeczy zapisali się w kanonie muzyki rozrywkowej. Nagrali płytę, gdzie każdy numer był o narkotykach („Screamadelica”), stworzyli alternatywny soundtrack do kultowego filmu z lat 70 („Vanishing Point”) oraz zilustrowali cyberpunkowe zamieszki („XTRMNTR”). Aktualnie 8 albumów na koncie, ostatni „Riot City Blues” ukazał się w 2006 roku.

Movin’ On Up

Higher Than The Sun

Swastika Eyes

Wannabe: Kasabian

Bardzo buńczuczna załoga. „Jesteśmy wielcy. Może nawet najwięksi. A jeśli jeszcze nie jesteśmy, to na pewno będziemy” powiedział kiedyś basista Kasabian Chris Edwards. Dostawało się innym – co nieco na ten temat mogą powiedzieć My Chemical Romance, których nazwali clownami. Po Primal Scream odziedziczyli nie tylko zamiłowanie do mocno imprezowego życia, ale przede wszystkim do mieszania elektroniki z indie rockiem. Na ich dyskografię składają się póki co tylko 2 albumy – „Kasabian” i „Empire”. O ile debiut przyniósł kilka królujących na listach przebojów singli (a i fani gry Pro Evolution Soccer 5 zapewne pamiętają intro z utworem „Club Foot”), tak „Empire” słuchało chyba tylko kilka osób na świecie. Obecnie zespół jest w trakcie tworzenia swojego trzeciego dziecka, która ma brzmieć jak wczesne Pink Floyd.

Processed Beats

L.S.F.

Club Foot

Tagged: , , , , , , , ,

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Stars & wannabes: Primal Scream vs. Kasabian at .

meta