Najlepsze płyty 2007

5 Styczeń 2008 § 18 komentarzy

plyta-roku.jpg

To nie był zbyt udany rok w tej kategorii. Zapamiętam go przede wszystkim przez pryzmat spektakularnych porażek, jakie zanotowały młode, „okładkowe” kapele. Kaiser Chiefs, Arctic Monkeys, Maximo Park, Hot Hot Heat, The Hives, Hard-Fi, The Go! Team, The White Stripes – to nie były dobre płyty. Osobną kategorię stanowi „A Weekend In The City” Bloc Party, która znajduje się gdzieś pomiędzy rozczarowaniem roku a solidnym (i tylko solidnym niestety) albumem. Rok 2007 przyniósł również nie całkiem zrozumiałą dla mnie podjarkę środowiska alternatywno-gitarowego na elektronikę. Tu przede wszystkim ciśnie się na usta The Field „From Here We Go Sublime” i „Chromophobia” Guia Boratto, płyty dobre, ale nie aż tak (podobne rzeczy słyszałem 5 lat temu), jak niektórzy uważają. Wiemy już także, że supergrupa Damona Albarna The Good The Bad And The Queen nie dokonała rewolucji, choć osobiście plusik ode mnie za stworzenie płyty klimatycznej i z charakterem.

Podczas gdy Kula Shaker ciągle tkwią w latach 70, Josh Homme oraz !!! drepczą w miejscu, a Radiohead zaskakują ekscentrycznie dystrybuowanym „In Raibows”, ratunek nieoczekiwanie przychodzi ze Szwecji. Familjen, The Tough Alliance, The Studio czy wspomniany The Field dostarczyły w 2007 roku dużo radości i gdy dokładniej przyjrzeć się liście współczesnych wykonawców z Półwyspu Skandynawskiego, to wiemy już, że oto objawiła nam się nowa siła w muzyce, która w minionych 12 miesiącach przyćmiła nawet Wyspy Brytyjskie.

A Polska? Cóż, tu także nie było zbyt ciekawie, choć już coraz lepiej i z wielką nadzieją spoglądam w 2008 rok, kiedy to powinno sypnąć dobrymi debiutami. Hatifnats, Gasoline, Nerwowe Wakacje, PoPo, Out Of Tune, Maki i Chłopaki, Rotofobia – na nich stawiam najmocniej. Ciekawe też, jak odnajdą się The Car Is On Fire bez Borysa Dejnarowicza i co pokażą na kolejnych płytach Afro Kolektyw i Muzyka Końca Lata? Będzie się działo, a póki co zapraszam do zestawienia najlepszych wydawnictw AD 2007.

10. Psychocukier „Małpy morskie”

 

Ekipa z Łodzi to taki nieoszlifowany diament, a „Małpy morskie” to prezentacja potencjału, jaki w niej drzemie. Wprawdzie piosenki znajdujące się na tym albumie, to rzeczy nagrywane na przestrzeni kilku lat, więc nie pomyślane na regularne wydawnictwo, ale to nieważne. Noise, dance punk, czysty punk, stoner rock, psychodela, swobodne improwizacje, abstrakcyjne teksty pięknie są tu wymieszane, a nad wszystkim unosi się duch bardzo dużej przebojowości.

9. LCD Soundsystem „Sound Of Silver”

Murphy to jednak szczwany lis. Przecież to wszystko już było, mało tego, niektóre nawiązania są ewidentne. Co z tego, skoro, gdy mistrz kolażu zapodaje „Time To Get Away” moje ciało zaczyna rytmicznie podrygiwać, a przy „North American Scum” totalnie poddaje się temu agresywnemu bitowi? Nie wybaczę mu jedynie tego, że tak genialną, znaną już z „45-33″ melodię zmasakrował smętnym wokalem i zrobił z tego „Someone Great”. Na 9 piosenek zebranych na „Sound Of Silver”, sześcioma ten sprytny Jankes mnie kupił i po raz kolejny wylądował w topie podsumowującym rok. Znowu udało ci się panie Murphy, ale następnym razem nie dam się już nabrać.

8. Modest Mouse „We Were Dead Before The Ship Even Sank”

Fani trochę narzekają, ale to przecież ciągle kawał porządnego rocka. Poza tym to chyba pierwszy album Amerykanów, na którym na równych prawach funkcjonują wysoki poziom artystyczny i duża przebojowość. Pomijając ostatni numer płyta nie ma słabych momentów, więc ciężko nawet zarekomendować kilka wybranych piosenek, tym bardziej, że „We Were Dead…” to niebywale eklektyczna rzecz.

7. Super Furry Animals „Hey Venus!”

 

„Hey Venus!” to świetna płyta, ale na tle dyskografii Walijczyków już „tylko” bardzo dobra. W końcu SFA nagrali albumy wybitne, że wspomnę „Radiatora”, „Phantom Power” czy „Guerille”. Druga rzecz to to, że zespół ciągle jest słabo znany w Polsce, a i na światowych listach sprzedaży nigdy nie wyśrubował satysfakcjonującego wyniku. Dziwi to tym bardziej, że Furries mają przecież wszystko, co znamionuje wielkich artystów, a jednocześnie w swoim artyzmie nie są nieprzyswajalni. Ciekawe tylko, za ile lat świat zachłyśnie się ich starymi longplayami?

6. Tigercity „Pretend Not To Love” [EP]

Nowojorczycy do nazwy swojego ostatniego wydawnictwa dodali człon „EP”, a przecież czasowo „Pretend Not To Love” spełnia już wymogi regularnego longplaya. To w sumie mało istotne, najważniejsza jest muzyka, którą wyczarowuje ze swoich instrumentów tych czterech magików. Nikt tak pięknie i wysmakowanie nie wskrzesił w 2007 roku ducha „sweet eighties”, czyli lat 80. Najlepszy numer? „Powerstripe”, „Are You Sensation”, „Other Girls”, „Dark Water”, „Let Her Go” i „Solitary Man”. Tak, właśnie wymieniłem całą tracklistę.

5. Klaxons „Myths Of The Near Future”

Najpierw większość osób przekreśliła z góry Klaxons, a to z powodu naprawdę nachalnej promocji ze strony New Musical Express (a niby nikt go nie czyta;)), a potem się okazało, że trójka niedoszłych new raveowców pokazała na swoim debiucie miejsce w szeregu wszystkim innym młodym kapelom indie z Wysp, które wydały swoje LP w mijającym roku. Bogaty zestaw singli – do znanych wcześniej, acz przearanżowanych „Atlantis To Interzone”, „Gravity’s Rainbow” i „Totem On The Timeline” dołączyły „Golden Skans”, „As Above So Below”, wskrzeszający ducha Commodore 64 „Magick” oraz „It’s Not Over Yet”. Ten ostatni, to cover house’owego hymnu Grace z 1993 oraz numer jeden w kategorii „najlepsza rozstaniowa piosenka” i żadne tam „Apologize”.

4. The Chemical Brothers „We Are The Night”

Zupełnie nie wiem, dlaczego ta płyta nie została zauważona. Angielskie „dziadki” nadal są w świetnej formie. Może to wina singli, które sugerowałyby, że „We Are The Night”, to dziwna hybryda house i hip hopu? Nic bardziej mylnego. Najciekawsze są tu te „nieradiowe” numery pokroju „Saturate” (przecież to najcudowniejszy rave’owy old school jaki można sobie wymarzyć w latach ‘00!), „Burst Generator”, który nadal kojarzy mi się z wyładowaniami elektronicznymi na pokładzie Sokoła Millenium czy wreszcie następujący po nim płynnie „A Modern Midnight Conversation”. Do tego mamy Radiohead’owy „The Pills Won’t Help You Now”, blues w „Battle Scars”, załapali się też zaklasyfikowani oczko niżej Klaxonsi w hardcore’owym „All Rights Reserved”. Aha, The Chemical Brothers to pierwsza zagraniczna gwiazda, która pojawi się na tegorocznym Open’erze w czym nie mogło być przypadku.

3. Beastie Boys „The Mix-Up”


 

Bardzo się cieszę, że „Bestiom” się udało. Wszak to kapela, z którą jestem od taaakiego pacholęcia. Tym razem hip hopowy sztafaż został odłożony na półkę, a wróciła gitara, bas, perka i klawisze, czyli instrumentalne granie tak mocno przecież zakorzenione w twórczości trójki z Brooklynu, NY. „The Mix-Up” to naturalna konsekwencja rzeczy zgromadzonych na klasycznych dziś albumach „Check Your Head”, „Ill Communication” oraz kompilacji „The In Sound From Way Out!”. Najnowszy album Beasties to granie mafijne, chill – outowe oraz bardzo, BARDZO przebojowe. To ja poproszę raz whiskey z colą, będę leżał na hamaku zaraz obok tej dużej palmy.

2. Muchy „Terroromans”

Jak dobrze wiedzieć, że ludzie w Polsce nie są głusi. Że choć „efekt yo-yo” to rzecz wszechobecna, straszliwa i mogąca zepsuć odbiór nawet największych dzieł, to w przypadku Much stosunek zwolennicy / przeciwnicy, kształtuje się w proporcjach (powiedzmy) 70% / 30 %. Jak dobrze wiedzieć, że rzeczy obiektywnie dobre, nie tylko subiektywnie do nas trafiające bronią się same i niemerytoryczna krytyka przypomina w tym przypadku walkę z wiatrakami. Jak dobrze być świadkiem chwili, gdy na koncercie zespołu, którym jeszcze rok temu próbowało się zarazić garstkę osób, szaleją tłumy. A tego wszystkiego by nie było, gdyby nie „Terroromans” – płyta, o której w roku 2007 pisało się najwięcej i w efekcie powiedziano już wszystko. I ja też już definitywnie kończę dyskusję na temat debiutu poznaniaków na najbliższych kilka tysięcy lat świetlnych. Najlepsza płyta roku w Polsce, najlepszy debiut roku i moje drugie miejsce na liście najlepszych płyt 2007.

1. Charlotte Hatherley „The Deep Blue”

Pisanie o swoich ulubionych artystach, albumach, zwycięzcach etc. powinno być przyjemnością. Tymczasem człowiek kombinuje, z jakiej by tu jeszcze strony ugryźć rzecz, którą zna na wylot? Co, mam się zdradzić i napisać, że już w marcu, gdy poznałem drugi longplay czarującej Angielki wiedziałem, iż musiałoby nastąpić trzęsienie ziemi, by „The Deep Blue” nie znalazło się na pierwszym miejscu mojego podsumowania? A może mam się silić na opisywanie każdej z tych różnorodnych piosenek z osobna, co zajęłoby kilkanaście stron i czego nie wytrzymałby nikt – ani ja, ani tym bardziej Wy? Mam Was usilnie przekonywać, że to jakieś straszliwe przeoczenie, że album Charlottki nie funkcjonuje w świadomości słuchaczy jako absolutny top mijającego roku, a w świecie co raz bardziej zunifikowanej muzyki dla każdego i dla nikogo zarazem jest to najczystszej postaci diament? Tak, to straszliwe przeoczenie, a tak kompletnych dzieł powstaje już co raz mniej. „The Deep Blue” nie jest światem piosenek na polifoniczny dzwonek, nie ma nic wspólnego z okładką w „Bravo”, ani tym bardziej z listami przebojów współczesnych stacji radiowych czy telewizyjnych. Tak samo było z XTC ponad 20 lat temu i wieloma innymi ARTYSTAMI. I w sumie bardzo dobrze. Cieszy mnie również (paradoksalnie) fakt, że nie potrafiłbym odpowiedzieć w jednym zdaniu, jaką dokładnie muzykę gra Charlotte? Nie każda twórczość może / musi być precyzyjnie zaklasyfikowana, opisana i rozłożona na części pierwsze.

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

§ 18 Responses to Najlepsze płyty 2007

  • doniek pisze:

    Jak dla mnie najlepsze płyty Anno Domini 2007 to Beastie Boys i Radiohead. Po prostu wymiatają.

  • snsns pisze:

    płyta Charlotte Hatherley wymiotła wszystko, naprawdę, już myślałem że tylko ja tak sądze, ale jednak widzę, że w Polsce jednak ludzie potrafią słuchać muzyki, a nie „muzyki”.

  • hr. de la clue pisze:

    a stwory pan kojarzysz? jet EP. polecam. dziękuję.

  • PennyLane001 pisze:

    Uważa Pan, że Arctic Monkeys to spektakularna porażka, tak?? To chyba Pan nie czytał zadnych recenzji, nie wie jak płyta została przyjęta przez krytyków w UK i w koncu: nie wie Pan ze zajęła czołowe miejsca we wszystkich podsumowaniach roku.
    Wiec prosze mi tu nie pieprzyc takich głupot ze FWN to spektakularna porażka 2007 bo to jeden z najlepszych albumów 2007 i jedna z najlepszych płyt EVER.
    Jestem (podobno) ich największą polską fanką i w tym momencie czuje sie urażona.

  • lukaszkusmierz pisze:

    No cóż, jak mówią najstarsi górale: „z fanami nie ma dyskusji”. „Jedną z najlepszych płyt EVER”, to był „Sgt.Pepper’s…”, „London Calling”, tudzież warto poznać „Love Bites”, choć po prawdzie nie trzeba sięgać tak daleko (i ambitnie) i wystarczy dyskografia (ekhm) The Libertines, by przekonać się o wtórności AM. Wartość podsumowań ANGIELSKICH mediów, które PATRONUJĄ płycie ANGIELSKIEGO bandu – no comments:)

  • ryba1 pisze:

    gitarowej muzyki z Wysp jakby już nie ma. w ciągu paru lat zjechało to wszystko w dół niemiłosiernie. dziś wystarczą modne grzywki, kilka bardzo wtórnych riffów na delikatnym przesterze i można, przy odrobinie szczęścia, zrobić karierę, a nawet dostać się do podsumowań kończącyh rok. jeśli Kaiser Chiefs to nowy Blur, Editors nowe Joy Division, a Kasabian są nowymi Primal Scream, tak jak próbuję się nam często wmawiać, to Justin Timberlake jest nowym Princem, faktycznie, hehe. jeszcze parę lat temu sytuacja miała się nieco inaczej, a w takich latach 90ych to już zupełnie – w każdym miesiącu kilka conajmniej dobrych nowych płyt i kilkanaście nośnych singli – od grania naprawdę ambitnego (Spiritualized, Radiohead, Mansun, Boo Radleys, Pulp, Super Furry Animals) po rasowe, melodyjne gitarowe przeboje (Charlatans, Gene, Elastica, Dodgy, Sleeper, Shed Seven, Supergrass, Inspiral Carpets i 134 inne). jeżeli drugoligowy britpopowy zespół odgrywał tylko znane patenty, cały czas nie żenował jednak songwritingową impotencją czy uderzającym pustogłowiem jak większość obecnych gwiazdeczek (Razorlight? The View? The Subways?). poza tym kultura indie to dzisiaj już tylko frazes, kiedyś w jednym numerze NME czy Melody Makera było 6 razy więcej treści niż w dzisiejszym NME. znajdę na poczekaniu 30 płyt z 90s, które debiutowi Arctic Monkeys z miejsca zrzucą tę papierową koronęz głowy

  • ryba1 pisze:

    … i nie musi w tej 30tce nawet znaleźć się żadne The Verve, Pulp, Suede czy Radiohead.

  • PennyLane001 pisze:

    OK, zostawmy temat moich Małp.
    To moze ja teraz skomentuje płyte Much i fakt ze znalazla sie na 2. miejscu.
    Bede szczera: Znam sie troche na muzyce i uwazam ze Muchy sa strasznie slabym zespolem. Wogole nie wiem dlaczego sie robi wokol nich takie zamieszanie i dlaczego Stelka tak ich promowal.
    Po pierwsze: fatalna nazwa zespolu: DLACZEGO AKURAT MUCHY!?
    Po drugie: Teksty piosenek w ktorych kazde zdanie jest z innej parafii. O czym oni wogole spiewaja..?
    I po trzecie: okładka płyty. Jak wyzej.
    Wielokrotnie probowalam sluchac muzyki Much, jakos sie przekonac do tego zespolu, bo to jest teraz cool, teraz wszyscy sluchaja tylko ich, ale ja po prostu nie moge.
    No sorry, ale takie jest moje zdanie. Oczywiscie pewnie nikt sie nikt ze mna nie zgodzi, bo cala Polska ich uwielbia i maja tysiace fanow. I jedną antyfanke.

  • PennyLane001 pisze:

    Mialam zakonczyc temat Malp, ale MUSZE cos dodac. Czy wiedza Panowie, ze Malpy dostaly w 2006 roku nagrode Mercury Music Prize, ktora nagradza najbardziej oryginalne, nowatorskie i ze tak powiem – rewolucjonistyczne zespoly? Wiec chyba Malpy nie sa az tak zalosnym zespolem jak probujecie mi Panowie uswiadomic….

    Spodobalo mi sie okreslenie „papierowa korona”. Ale to sie absolutnie nie odnosi do Malp, ale raczej powiedzialabym ze do Bloc Party ktorzy kiedys byli wszystkim a teraz sa po prostu niczym. A dowodem na to stwierdzenie moze byc po prostu singiel Flux ktoremu blizej do elektorniki niz do numeru nagranego przez zespol Indie Rockowy i dla mnie jest to po prostu nie do pomyslenia. Amen ;)

  • lukaszkusmierz pisze:

    Mercury Prize nie jest nagrodą dla „najbardziej oryginalnych, nowatorskich itd. ” zespołów, tylko statuetką dla najlepszej płyty roku zdaniem kapituły na WYSPACH. Swoją drogą bardzo dziwne to wyróżnienie – w przeszłości wygrywały takie zacne zespoły jak Primal Scream, jak i trafiały się dziwaczne akcje pokroju wygranej M People (co tylko pokazuje, że Mercury Prize to nie jest jakiś muzyczny Nobel dla geniuszów muzycznych). Z resztą najfaniej zachował się Albarn, który wycofał nominację dla Gorillaz i od tamtego czasu rzeczy pokroju Blur nie uraczysz na liście.

  • ryba1 pisze:

    to jest loteryjka jednak. w nominacjach 2007 byli też chyba the view, wolę m people od the view, heh. tak naprawdę wygrać może prawie każdy, poza boybandami, błahym popem dla 14latków czy komercyjną muzyką klubową.

    co do Arctic M – znak czasów – faktycznie zespół lepszy od większości gitarowych młodych składów z UK, jednak doszukiwanie się w tym graniu cech ponadczasowych już nie przejdzie. piosenki piszą zwyczajne, nie mają one startu choćby do tych z debiutu Supergrass. pojęcia się niestety zdewaluowały mocno i dzisiaj można bezkarnie zrobić z rzeczy przyzwoitej kolejny cud świata, medialnie. co trzeba oddać Monkeys to, że faktycznie grają bardzo sprawnie, precyzyjnie, nie są to amatorzy (bo pojawiają się zespoły, których zdolności instrumentalne tak właśnie bym ocenił – Editors z tą dyndolącą gitarką w każdym numerze czy zupełnie szkolne gitarzenie jakiś tam Milburn czy Courteeners).

  • PennyLane001 pisze:

    To w takim razie jaki brytyjski zespol Panowie polecają? Nieskromnie powiem ze znam wszystkie :)

  • ryba1 pisze:

    westlife

  • PennyLane001 pisze:

    A moze US5…? :P

  • PennyLane001 pisze:

    Ten zespol ktory zanotował taką SPEKTAKULARNĄ PORAŻKĘ własnie zdobył kilka kolejnych nagród. Brit Awards – 2 najwazniejsze statuetki – Best British Band i Best Album 2007. Nie mowiąc juz o nagrodach przyznanych przez NME. I co? Dalej bedzie sie Pan upierał przy swoim?
    Stoje za nimi MUREM.

  • 2 najważniejsze statuetki wg kogo? Kto decyduje o tym, że Brit Awards jest jak sam raz NAJWAŻNIEJSZYM plebiscytem? O NME już pisałem, nie sądziłem, że jeszcze ktoś bierze opinie tego „muzycznego Faktu” na serio… Swoją drogą to musi być strasznie ciężkie pisać w gazecie, która patronuje jakiemuś projektowi od początku i go lansuje, gdyż nie można sobie pozwolić na żadną krytykę wobec niego. Tudzież można i przy okazji pożegnać się z pracą.

  • lupuss pisze:

    Płyty Maxïmo Park i The White Stripes to były spektakularne porażki?? To ja poproszę więcej takich porażek. Będę miał co słuchać.

  • Martulinka pisze:

    Na kolana ta płyta może nie powala (zwłaszcza, gdy zna się wcześniejszy dorobek), ale gdzieś w 10 myślę, że powinna znaleźć swoje miejsce – Manic Street Preachers i „Send away the tigers”.
    Co myślisz? :) Pozdrawiam.

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Najlepsze płyty 2007 at .

meta