Kendrick Lamar „good kid, m.A.A.d city”

3 Grudzień 2012 § Dodaj komentarz

Kendrick Lamar-Good Kid,Maad City

Czasy się zmieniają, one się zmieniają. Kiedy ostatni raz słyszałeś o kłopotach spowodowanych przez hip-hop z Zachodniego Wybrzeża, było to prawdopodobnie ostatnie ogniwo łańcucha zawieszonego na szyi gangsta rapera. Obecnie też nie obędzie się bez problemów, ale w tym momencie głównym winowajcą pozostaje intelekt kogoś do imentu zakorzenionego w „najbardziej niebezpiecznym mieście na świecie”. Kendrick Lamar, nie taki typowy ziom z pocztówki z Compton, wykręca wraz z „good kid, m.A.A.d city” fantastyczne wyniki sprzedażowe, a krytycy na dzień dzisiejszy mają tylko jedną wątpliwość – on czy równolatek Frank Ocean? Póki co idą łeb w łeb. Dwie klasyczne, „czarne” płyty w jednym roku? Tak dobrze nie było od lat. I to wszystko dzięki materiałowi, którego nie promuje jakiś jednoznaczny singlowy killer, choć hitowych momentów tu pełno, a pobieżne przesłuchanie tegoż nie odkryje nawet 50% narracji, może wręcz sprowadzić na manowce, choć nie wątpię, że wielu wybierając ten wariant i tak umieści drugi longpplay Lamara w swoim topie za 2012 rok. Zaraz zaraz, powoli. Nie dajmy się zaplątać w pogmatwaną strukturę opowieści „good kid, m.A.A.d city”, nie znowu. Od początku.

Czy można debiutanckiego w barwach majorsa albumu 25-letniego rapera po prostu posłuchać, bez bawienia się w całą otoczkę? Ależ oczywiście. Wtedy nasze ucho wyłowi kilka podkładów w nowym duchu, czyt. już nie stopa-werbel-loop, ale efemeryczna mgiełka, którą słyszałeś pewnie u ASAP Rocky’ego czy, cóż, Oceana na „channel ORANGE” – „Sherane A.K.A Master Splinter’s Daughter”, „Swimming Polls (Drank)” i troszeczkę „The Art Of Peer Pressure”, które jednakowoż skręca już w stronę starych produkcji Havoca z Mobb Deep. Skoro już o takich bardziej gangsterskich klimatach mowa – znajdzie się na tej płycie i coś w stylu Dirty South, weźmy na ten przykład „m.A.A.d city” z gościnnym udziałem weterana z nieprzyjemnej dzielni, MC Eihta. Jak południe Stanów Zjednoczonych, to Organized Noize, poza tym organiczna muzyka The Roots czy westcoastowy banger („Compton”). A tekstowo? Typowa rozkminka gościa dorastającego wśród niebieskich barw Cripsów i czerwonych Bloodsów, gdzie kolor ubrania decyduje, czy wrócisz do domu. Czyli kobiety, narkotyki, porachunki gangów. Zaraz, moment! To wszystko u tego samego chłopaka, który powiedział „Jako człowieka to pewnie kiedyś tam mnie nosiło, ale to były tylko chwile. Szybko zrozumiałem, jakie mogą być konsekwencje. Widziałem je na żywo, bo duża część mojej rodziny zmagała się z takim życiem. Nie chcę o tym mówić, a tym bardziej myśleć, że i ja mógłbym podążyć tą drogą” i „zawsze wolę patrzeć na jasną stronę, dostrzegać plusy”? Coś tu nie gra, right?

Kendrick Lamar na potrzeby „good kid, m.A.A.d city” przyjął kamuflaż. O tych wszystkich ciemnych stronach życia w faktycznie kryminogennym Compton w Kalifornii raper opowiada, ale z perspektywy raczej obserwatora, a przede wszystkim z punktu widzenia siebie w wieku 17 lat. Ale jest jeszcze drugi kamuflaż. Choć tegoroczny album artysty nosi podtytuł „A Short Film By Kendrick Lamar”, wypadałoby raczej wspomnieć o książce „Gra w klasy”. Tak jak Cortázar, raper przygotował nielinearną fabułę (odpowiednikiem cyfr na końcu rozdziałów „Gry” byłyby tu skity z dialogami) z miejscami niejednoznacznymi wersami. Serwis Rap Genius ze swoim tłumaczeniem znaczeń zaprasza, jeśli masz wolnych… parę dni (lub kilkanaście godzin ciurkiem – nie polecam), ale już teraz wraz z tym, co się wyłania w przeróżnych interpretacjach, widać wyraźnie jeden fakt. Lamar napisał płytę na wiele, wiele odsłuchów (lat?). To, że potrafi on wrzucić wyraz w danym kontekście mogący oznaczać dwie różne rzeczy i, jak wynika z dotychczasowych prób interpretacji jego tekstów, robi to celowo, to jedno. Ale temu chłopakowi zdarza się też zarymować następujące po sobie słowa w taki sposób, że usłyszymy trzecie, jak najbardziej pasujące do wydźwięku całości! Sama technika składania linijek przez Kendricka to oddzielny rozdział – zmiany tempa, intonacja, modulacja głosu, podwójne i potrójne rymy itd. Kalifornijczyk z tego wszystkiego korzysta, by wcielić się w różne charaktery i opowiedzieć kilkanaście różnych historii, czyli tyle, ile znalazło się na „good kid, m.A.A.d city” utworów (przy okazji – czy trzeba dodawać, że tytuł krążka ma dwa znaczenia?). Spokojnie można uznać, iż Kendrick Lamar osiągnął niniejszym klasę światową i stanął ramię w ramię z Rakimem, Nasem, Ghostfacem i resztą sław. Aż strach pomyśleć, jak pod względem zasobności słownika wypada porównanie z jego mistrzem, 2Pakiem…

Tak jak zmiany w obrębie głosu i rymowania służą Kendrickowi do zmiany klimatu opowieści, tą samą rolę spełnia przepastna paleta brzmień podkładów. Dlatego raz w tle słyszymy chamskie hi-haty z plastikowymi klawiszami (Cash Money Millionaires anyone?), by gdzie indziej odkryć jakby mała orkiestra grała tuż obok nas swoją skromną symfonię. Bo tu jest co opowiadać – w obrębie narracji Lamarowi najbliżej do swoich starszych kolegów z Zachodniego Wybrzeża, choć jak już pewnie można się domyślić, naprawdę przerażające historie moralnej degradacji są podane z dużo większym wyrafinowaniem niż czynili to przed laty gangsta raperzy. Problem jest jeden. Skoro sam artysta odcinał się od klimatu przestępstw i próby funkcjonowania w zatrutym otoczeniu, skąd niemal wpisanie go w swoją biografię? Sprawy nie ułatwia sam zainteresowany wypowiadający np. o dramatycznej suicie „Sing About Me, I’m Dying Of Thirst” słowa „to zdecydowanie prawdziwa opowieść” (czyli że nie wszystkie takimi są?). No i nie da się ukryć, że realia 8-milimetrowych pistoletów i zorganizowanych rabunków dokonywanych przez biedotę to rzeczy z gatunku bliższych raczej mieszkańcowi Stanów Zjednoczonych niż naszej części świata, choć ogólny przekaz jest uniwersalny. W końcu gdy słuchać „good kid, m.A.A.d city” linearnie, ułoży się ona w rzecz o upadku i podniesieniu się człowieka, po doświadczeniu realności Boga. Nieźle, co? Nawet nie chcę myśleć o tym, czy i co Lamar upchnął w bonus trackach, które co ciekawe trwają 15 minut. Co w tym niezwykłego? Otóż w skicie po zamykającym podstawową tracklistę „Compton” Kendrick mówi swojej mamie, że pożycza jej vana i odda go, tak, dokładnie za kwadrans. Ugh.

Król Kendrick Lamar, Król Kendrick?”. Nie inaczej, choć dla mnie osobiście do detronizacji „channel ORANGE” młodemu raperowi jeszcze trochę zabrakło. W nie ogólnie muzycznym, ale stricte hip-hopowym świecie konkurencję zdystansował o parę długości, tu nie ma wątpliwości, być może nawet na kilka dobrych lat. Realnie patrząc musiałby pojawić się nowy gracz lub ewentualnie ktoś ze starych kotów ten ostatni raz powrócić na tron. W innym przypadku poprzeczkę Kendrickowi Lamarowi podwyższać będzie… Kendrick Lamar. 2Pac już nie musi go nawiedzać w snach i motywować do działania – pałeczka została przekazana.

Tagged: , , ,

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Kendrick Lamar „good kid, m.A.A.d city” at .

meta

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.