Zagraniczne rozmaitości (10) – Burial, Dean Blunt and Inga Copeland, XXYYXX

19 Listopad 2012 § Dodaj komentarz

No nie ma siły – choć z perspektywy czasu robocza nazwa cyklu brzmi średnio, po dwóch latach reaktywacja „rozmaitości” staje się faktem. Z lekkim przerażeniem odkryłem, że chcąc do końca roku opisać ważne z tego (bo będą się liczyć w walce o roczne listy) lub innego (pod pewnym względami są istotnymi zjawiskami w muzyce w 2012 r.) powodu płyty, albo muszę zafundować sobie ścieżkę zdrowia, albo wracam z krótszymi wrzutkami. Jako że generalnie mam życie jeszcze poza blogiem, a perspektywa zawału przed trzydziestką nie jest kusząca, wybrałem wariant drugi. Dla tych, którzy są tu pierwszy raz – czasami nie ma specjalnego klucza przy doborze opisywanych krążków, czasami jest, wiele z nich poznałem w momencie premiery (czyli z perspektywy niejednego internauty już Grunwald), wszystkim po prostu należy się parę słów z powodów wymienionych parę linijek temu.

 Burial „Kindred”

Król dubstepu powrócił w wielkim stylu. W dodatku w formie przystępniejszej dla ogółu niż miał to w zwyczaju, takie „Loner” to być może jego najbardziej przebojowa kompozycja w dorobku. Słuchając wejścia charakterystycznych burialowych klików w tytułowym „Kindred”, zmieszanych później z soulowymi wokalnymi ścinkami, aż chce się powiedzieć „nareszcie!”. Nareszcie, bo terminem „dubstep” zaczęto nazywać w pewnym momencie niemal wszystko. Dubstep w głośnikach, dubstep na imprezach, dubstep wymieniany przez modną młodzież jako ulubiony gatunek. Nawet polskie telewizje śniadaniowe uznały zjawisko za na tyle sympatyczne, że należy mu poświęcić materiał w porannym paśmie. To wszystko razem jest trochę zabawne, gdy zderzyć owe fakty z posępnymi utworami Buriala (no i rzecz jasna z ramami gatunkowymi dubstepu). Tegoroczny album enigmatycznego producenta nie przynosi wielkich zmian, chociaż… We wspomnianym „Loner” William Bevan pozwala sobie na lekkie szaleństwo i odbicie od wcześniej przestrzeganej ortodoksji – zupełnie inne metrum, arpeggia oraz cudowne rave’owe wstawki, w których słychać echa lat 90. Płytę dopełnia i zamyka zarazem „Ashtray Wasp”, niesamowicie niosąca kompozycja. Tylko trzy utwory, bardzo dużo zamieszania. I ten nie dający się podrobić klimat. Wreszcie na pytanie o to, czym jest dubstep, można znowu odpowiadać „włącz sobie Buriala”.

Dean Blunt And Inga Copeland „Black Is  Beautiful”

Kolejna po Burialu propozycja z Hyperdub. Dean Blunt i Inga Copeland, dotychczas znani jako Hype Williams (pod tą nazwą pojawili się w Polsce na OFF Festivalu w 2011 r.), na „Black Is Beautiful” prezentują coś, co można by określić mianem „zamglonego popu”. Niby spokojnie da się tutaj wyodrębnić melodie (np. w utworach „5” czy „11” – tak, piosenki zatytułowali cyferkami), ale całość rozpływa się niczym ambientowe kompozycje. Zresztą momentami TO JEST regularny ambient. Formalnie na tegorocznym albumie duet zebrał 15 tracków, ale większość z nich trwa nie dłużej niż dwie minuty, a są i takie, gdzie licznik zatrzymuje się na kilkudziesięciu sekundach. To z jednej strony, bo na drugim biegunie znajduje się dziesięciominutowa, a jakże, „10”. Bez wątpliwie Inga i Dean są osobliwi – przecież w tym roku Blunt opublikował jeszcze trwający 30 minut (utwór? suitę? audio-film?) „The Narcissist II”, dźwiękowy thriller, a było też „The Attitude Era”, czyli luźny zbiór trzydziestu kawałków, do ściągnięcia za darmo. Zdecydowanie młodsze, przechodzące przez trudny okres dojrzewania rodzeństwo Ariela Pinka. Nawet, chyba niezależnie od siebie, zamieścili na swoich płytach datowanych na 2012 r. ten sam cover – piosenkę „Baby”, którą oryginalnie przed laty śpiewali Donnie i Joe Emerson. U Deana Blunta i Ingi Copeland skrył się on pod indeksem drugim.

XXYYXX „XXYYXX”

Czy już wszyscy wiedzą, że stojący za projektem XXYYXX Marcel Everett niecały miesiąc temu skończył dopiero 17 lat? Okej, w takim razie możemy przejść do samej muzyki. Oczywiście, że wszystko zaczęło się od kawałka „About You”, zresztą poważnego kandydata na listę najlepszych utworów 2012 r. Klasyczny, spontaniczny internetowy viral, spotęgowany dodatkowo intrygującą nazwą wykonawcy oraz faktem małoletności czarnoskórego producenta z Florydy. Ale najistotniejsze są (jak zawsze) same dźwięki i tu dopiero zaczyna się cała zabawa. Opisywanie self-titled Marcela jest doskonałą okazją do wyżycia się przez recenzentów na polu tego, jak określić twórczość Amerykanina. Post-dubstep? Patenty a la Dirty South, który spotykają elektroniczne basy? Sam Everett używa jakże uroczego i zarazem nic nie wyjaśniającego (a niechybnie też żartobliwego) określenia „fro-fi”. Wiek artysty prowokuje do dywagacji, czy ten miks hi-hatów, basu, czarnych wokali, minimalizmu, spokoju nie jest nowym rozdaniem w muzyce elektronicznej? Na pewno dzieje się tu więcej i ciekawiej niż na niedaleko padającym od „XXYYXX” tegorocznym krążku Purity Ring – większa różnorodność, więcej przebojów z „DMT”, „Good Enough” (cytującym „No Scrubs” TLC!) czy wspomnianym „About You” na czele. Kolejnym wyborom Marcela Everetta zdecydowanie trzeba się przyglądać. Jeśli gościa nie połknie własna ekscentryczność i rosnący wokół niego hype, ma szansę przewietrzyć światek współczesnej elektroniki. W końcu jest to świeże spojrzenie młodego artysty i, last but not least, słuchacza.

About these ads

Tagged: , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Zagraniczne rozmaitości (10) – Burial, Dean Blunt and Inga Copeland, XXYYXX at .

meta

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.