Dzieci FOMO. Rzecz o tym, jak słuchamy muzyki

11 Październik 2012 § 4 komentarzy

Ostatnio powróciłem do debiutanckiej płyty Nasa „Illmatic”. Pamiętam, jak niedługo po premierze „I Am…” młóciliśmy trzeci, dość przeciętny album Nasira – ja szczególnie intro, gdzie znalazły się krótkie fragmenty m.in. właśnie z pierwszego krążka amerykańskiego rapera. Teraz, gdy za pomocą internetu można raz-dwa nadrobić zaległości w dyskografii, to się wydaje osobliwe, ale wówczas tak właśnie wyglądała rzeczywistość. Jeśli danego albumu nie było w sklepie, to po prostu go nie znałeś, a nawet gdy udało się ów upolować, trzeba było celować w kasety, gdyż CD-ki osiągały astronomiczne ceny. Cała ta historia uświadomiła mi, że żyję (a wraz ze mną spora część słuchaczy) jedną nogą w świecie, którego już nie ma, a drugą w zupełnie innym. Upowszechnienie sieci przekopało wszak wszystko. Także naszą percepcję i sposób odbioru muzyki.

Jakiś czas temu naukowcy opisali syndrom doskwierający ludziom XXI w., tzw. FOMO („Fear of Missing Out”). Zjawisko nie nowe, ale za to szczególnie wzmacniane właśnie teraz, poprzez wszechobecność komórek, portali społecznościowych czy maili. Obecnie sprowadza się ono do kompulsywnego sprawdzania powiadomień, często kosztem zaniedbywania swoich obowiązków w pracy czy zwykłego odpoczynku, powoduje nami lęk przed wypadnięciem z obiegu. Człowiek żyjący non stop online. FOMO rozbija naszą zdolność koncentracji, fragmentaryzuje percepcję i sprawia, że nigdy nie jesteśmy zaspokojeni. Nie od rzeczy będzie wspomnieć w tym miejscu też o zjawiskach takich jak multitasking czy niski attention span Generacji Next (ludzi urodzonych na przełomie lat 80. i 90., nie pamiętających już świata bez internetu). Można dojść do wniosku, że czasy mobilne nie pozostały obojętne również wobec tego, jak słuchamy muzyki. Moim zdaniem, słuchamy jej już zupełnie inaczej i o ile sam fakt może nie jest szczególnym odkryciem, o tyle interesujące są kwestie, które się z tym dalej wiążą.

1. Prymat singla nad płytą. Rzecz nie nowa, ale jednak jak kiedyś SP spełniał rolę wabika do zapoznania się z całym krążkiem, tak teraz spokojnie jeden, dwa chwytliwe utwory wystarczą, by robić karierę. Kto by się przejmował nagrywaniem albumów pomyślanych jako całość skoro longplaye i EP-ki konkurują ze sobą na fabrycznym taśmociągu? Trybiki obracają się bardzo szybko, za moment podjedzie kolejna propozycja. Kilka słabszych momentów na trackliście nie szkodzi – ostatecznie i tak skipujemy muzykę pędząc do kolejnych zajęć. I płyt.

2. Subiektywne poczucie, że muzyka „teraz” jest słabsza od tej „kiedyś”. Gdy spojrzeć na punkt pierwszy, poniekąd jest to uzasadniony zarzut. Po co angażować duże nakłady sił, kreatywności, czasu spędzonego w studiu i sute przelewy bankowe w nagranie od razu całej świetnej płyty skoro można wyprodukować takiż singiel i na nim się wybić? Niby, ale czy aby na pewno współczesna muzyka jest słabsza? Postanowiłem sprawdzić, ile krążków zostało wydanych na świecie w poszczególnych rocznikach, za cezurę uznając rok 1990 (bo od tego mniej więcej czasu mogłem na żywo weryfikować swoje subiektywne odczucie co do postawionej wyżej kwestii), przechodząc przez późniejszy muzyczny boom lat 90., ekspansję internetu lat zerowych, kończąc na roku obecnym. Zadanie karkołomne, gdyż ciężko o szczegółowe dane, szczególnie w ostatnich latach, ale ogólny zarys potwierdził tezę, której się domyślałem. Od 1990 r. z każdym kolejnym rokiem przybywało na rynku płyt (średnio o ok. 2,5 tys.). Co ciekawe, od 2007 następuje powolny zjazd w dół, ale jest on raczej związany z nie wystarczającą jeszcze ilością odnotowanych pozycji. Wniosek niech będzie w formie pytania – czy generalnie obecne wydawnictwa są słabsze, czy poświęcamy im, ze względu na nadpodaż, po prostu mniej czasu?

3. Matematyczność, agregacja. By się połapać w tym gąszczu, ludzie wymyślają systemy ocen, czasami posunięte do granic absurdalności, czyli wyliczeń po przecinku, serwisy agregacyjne i przystawiają matematyczne ucho do świata sztuki. „Okej, track 2, 3, 7 są spoko, intro to intro, 4, 6, 8, 10 słabe, a 5 i 9 tak na 6.3/10”. Zjawiska raczej nie tłumaczy osobliwy zbieg okoliczności, iż wielu polskich recenzentów to absolwenci kierunków ścisłych (=fakt). Nawet biorąc pod uwagę anegdotyczność tego stanu rzeczy i specyfikę rodzimego dziennikarstwa muzycznego, podobne trendy odnajdujemy również na świecie. To nie Polacy wymyślili Rate Your Music i Metacritic. Efekt? Muzyka jako zawody sportowe, podświadome ciągłe klasyfikowanie, katalogowanie i szufladkowanie. Kto ostatni na mecie, ten przegrywa. Zdaje się, że właśnie w tym miejscu najczęściej rozmijają się sposoby odbioru danego dziełka sztuki przez artystów i słuchaczy.

4. Spotkanie dwóch pokoleń słuchaczy. Punkt związany z trzema wcześniejszymi. Gdyby podzielić pokolenia fanów muzyki nie tyle wg klucza genealogicznego (różnica 30 lat), ale socjologicznego, to obecnie w komentarzach pod postami na Facebooku, na forach dyskusyjnych spotyka się najczęściej wspomniana wcześniej Generacja Next i Generacja Sieci (ludzie urodzeni od końca lat 70.). Tylko pozornie nie ma to znaczenia i tylko pozornie sprowadza się do trywialnego konfliktu osobnych światów. Otóż wymieniając często żarliwie zdania o danym krążku, możemy rozmawiać o dwóch różnych rzeczach. Przedstawiciele Generacji Sieci pewnie do dziś, gdy włączają jakieś płyty poznane w latach 80. i 90., wiedzą, co za chwilę się wydarzy, znają te longplaye na pamięć. Nie było ich w końcu w sprzedaży aż tylu jak teraz, pojedyncze wydawnictwa były katowane do oporu. Generacja Sieci jest już przyzwyczajona do wystaw z miliardem świecidełek, każdej można poświęcić tylko chwilę, bo przecież kolejna już kusi. To oczywiście uogólnienie – ciekawym jest jak FOMO i multitasking przechodzą w poprzek pokoleń, niwelując w dużym stopniu różnice. Tak, równie dobrze można być dzieckiem FOMO, gdy na świat przyszło się np. w 1978 roku. Jednak „pierwotna optyka”, fundamentalny sposób percepcji, taki, który zdobywamy w pierwszej kolejności w toku dorastania i wychowywania się w określonym otoczeniu, pozostaje moim zdaniem niezbywalny.

To tylko kilka luźnych wniosków. Nie zgłaszam tym tekstem ambicji akademickich (choć raz niech one pozostaną na uniwersytetach, a nie przechodzą na dziennikarstwo muzyczne), a pozostawiając temat niedomkniętym liczę, że dopiszecie kolejne punkty. Pod tym postem lub na Facebooku. A „Illmatic”? Doskonała płyta. Warto posłuchać w całości i uważnie.

About these ads

Tagged: , , , ,

§ 4 Responses to Dzieci FOMO. Rzecz o tym, jak słuchamy muzyki

  • W powyzszych rozwazaniach brakuje chyba jednego czynnika. Nostalgia. Za tasma, za plyta, za stara muzyka.
    Mialem kiedys RHCP na kasecie i na jednej z piosenek tasma troche zwalniala, zuzyta zapewne. Jak kiedys przesluchalem wreszcie w dobrej jakosci, wydawalo mi sie ze to inne ujecie. Na Kid A, przegrywanym z kolei na plycie mialem loop (kiepski rip) na jednej z piosenek i do dzisiaj mi go brakuje jak slucham tej plyty.
    Czy to dobrze? czy to dobrze ze nie mialem czego sluchac i katowalem to RHCP? Czy Kid A napewno bylo taka przelomowa plyta?
    Nie. Ale wspominam to wszystko jako szczyt zajebistosci.

    Internet to dobre narzedzie, wszystko zalezy od umiejetnosci i checi jego wykorzystania. Podobnie zreszta jak telewizja wczesniej.

    I ja nadal katuje (wybrane) plyty na zaboj.

    Fajny temat.

    • lukaszkusmierz pisze:

      Pytanie, czy nostalgia nie jest charakterystyczna tylko dla starszego słuchacza (Generacja Sieci, Generacja X)? Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić, że współczesny nastolatek dokonujący przemiału muzyki, przy tak często bezosobowym kontakcie (następna mp3, następna mp3, następna…) będzie za ileś tam lat wspominał z nostalgią konkretne płyty. Choć pewnie i są tacy, którzy się nie ścigają. Ja też ciągle, gdy odkryję coś mocnego ze współczesnych krążków, wsiąkam na dłużej:). Dzięki za dobre słowo.

  • Mysle ze nie mozna generalizowac/ograniczac wplywu rewolucji technologicznej do jednego pokolenia. znam ludzi ktorzy nie moga skupic sie na ksiazce, bo wychowali sie na telewizji (wiek 40+).
    I sprobowalem popatrzec na temat z troche innej strony: http://niepokoj.wordpress.com/2012/10/19/rewolucje-rewolucje/

  • [...] 13 najlepszych utworów z Lublina i okolic Łukasz Kuśmierz podsumował nasze słuchanie w erze FOMO Jakub Popielecki odnalazł optymizm w komiksach Granta Morrisona Daniel Barnaś zanurzył się w [...]

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Dzieci FOMO. Rzecz o tym, jak słuchamy muzyki at .

meta

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.