Coś się zmienia

14 Maj 2012 § 3 komentarzy

Wystarczy. Dwóch facetów w pubie, odpowiednie zaplecze logistyczne na stoliku i temat highlightów kończącego się sezonu piłkarskiego – to wszystko wystarczy, by potem biec przez miasto z wywieszonym językiem. Lada moment zaczynał się pierwszy koncert w dziejach Domu Kultury, nowego klubu osadzonego w ścisłym centrum miasta, który to gig koniec końców potwierdził tylko, że w moim rodzinnym Lublinie następuje wyczekiwana zmiana. Nie uciekajcie jeszcze słysząc „Lublin” – w tym miejscu jak w soczewce skupiają się radości i smutki całej kultury niezależnej w Polsce. Sobotniego wieczora po długiej przerwie, ale wreszcie z debiutanckim longplayem na koncie zagrali weterani rodzimego indie, zespół Plug&Play. Tłum przy Krakowskim Przedmieściu 19 doskonale wpisał się w to, co już obserwowaliśmy przy okazji dwóch (szczególnie drugiej) edycji festiwalu Electric Nights i cyklicznej imprezie Warm-up. Z tą małą, acz ważną różnicą – jeszcze nikt nie zaprosił EN i tego typu eventów do modnego klubu przy głównej ulicy miasta. Na pomysł managmentu Domu Kultury pozytywnie odpowiedziała publika, dzięki czemu wyśmienita impreza stała się faktem.

Zmieniło się też samo Plug&Play. Nie ma przypadku w tym, że to właśnie niegdyś grający po punkowych squatach zespół otworzył koncerty w obecnie najpopularniejszym klubie w mieście. Doszlifowane w studiu Pawła Cieślaka z Fonovela brzmienie, znacznie większy potencjał singlowy i taneczny oraz udoskonalony wokal lidera grupy Kuby Majsieja wyciśnięty z naprzemiennego „rec” i „stop” podczas sesji nagraniowych – każdy kto słyszał już debiutancką płytę „Why So Close?” o tym wie. Koncert pokazał jeszcze więcej. Luiza Orpik na back vocalu kradła show, multiinstrumentalistka Agnieszka Ozon mimo bardzo młodego wieku świetnie odnalazła się w zespole i oczywiście w naturalny sposób zwiększyła ilość muzycznych środków wyrazu, a przybyły z odległego indie świata ekstremalnych dźwięków basista Łukasz Zwiech (grający klangiem) wybijał się na pierwszy plan. Oprócz nowych nabytków osobowych doszły nowe nabytki w instrumentarium – cowbell, dodatkowy zestaw perkusyjny, pady, laptop. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że Plug&Play bardzo się śpieszyło z nagraniem „Why So Close?”, zamknięciem pewnego etapu i przystąpieniem do nowego rozdania. Tak się składa, że muzycy mieli przez lata „szczęście” do piszących o muzyce, którzy z lubością oklejali ich etykietkami. Z przyjemnością zobaczę twarze słuchaczy, gdy na rynku pojawi się drugi longplay, w sobotę zajawiony już dwoma premierowymi utworami. Więcej grania klimatem, kombinowania z songwritingiem, odejście od gitarowo-tanecznego wzorca, rozjaśnienie i upopowienie brzmienia – pierwiosnki potwierdzają deklaracje muzyków.

Nie wszystko jednak się zmieniło. W dalszym ciągu miasto w rozumieniu władz, mecenatów kultury, instytucji kulturalnych i koncernowego środowiska dziennikarskiego nie zauważa lub próbuje nie zauważyć inicjatyw w sektorze niezależnym. Nadal mówimy o takim klimacie, w którym „za pięć dwunasta” trzeba rezygnować z patronatu medialnego, bo patron nie wykazuje żadnej pomocy w promocji wydarzenia, a na końcu chwaląc działania alternatywne wyróżnia w konkursie mainstream. Te same twarze rozdzielają tym samym twarzom środki na przetrwanie, na koniec roku winszując sobie udanego koncertu sylwestrowego z udziałem dinozaurów polskiego rocka. Młodym ciągle się chce, zadziwiająco dużo się chce biorąc pod uwagę ilość kopów od najbliższego otoczenia, zresztą entuzjastycznie nastawieni menadżerowie Domu Kultury powiększyli właśnie grupę pasjonatów stawiających na ambitniejszą kulturę. I już wypadałoby się zastanowić, czy wobec powyższych faktów wsparcie, do którego aspirowaliśmy jest w ogóle potrzebne, gdyby nie jedna rzecz. Nie dokształcający się chirurg jest zagrożeniem dla pacjenta, tak samo, jak tkwiący w przeszłości dziennikarz muzyczny dla współczesnego słuchacza. Wydawać by się mogło, że w dobie sukcesów Open’era, OFF-a wyróżnianie zgranych kart jest działaniem przeciwko swojemu miastu. Niby można, ale trochę kiszka.

Fot. Paweł Waga, Twist Off Studio. Więcej zdjęć z soboty pod tym linkiem.

About these ads

Tagged: , , , , , , ,

§ 3 Responses to Coś się zmienia

  • kleschko pisze:

    Dobry tekst, szczególnie ostatni akapit. W mniejszych miastach takich jak Krasnystaw (!) dajmy na to kultura niezależna w ogóle nie ma szans zaistnienia. Wsparcie władz czy mediów w tej kwestii to marzenie ściętej głowy.

    • lukaszkusmierz pisze:

      Dzięki. Mogę się domyślać, jak to wygląda w Krasnymstawie, zresztą widzę na co dzień Twoją stachanowską pracę u podstaw…

  • Mozaika « pisze:

    [...] jest sztuką krytykować i nie dawać nic w zamian. Po ostatnim wpisie mógłbym się wykpić wspominając o swojej działalności, także na rzecz zdynamizowania ruchu [...]

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Coś się zmienia at .

meta

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.